Bamian – dzień 5

Każdy poranek w nowym miejscu zaczyna się tak samo: od wizyty u lokalnego Dyrektora ds. Informacji i Kultury, który wystawia naszej grupie przepustki i bilety wstępu. Są niezbędne by przejechać przez rozlokowane wszędzie posterunki policji.

Kilka minut od naszego hotelu znajdują się pozostałości Shahr e Gholghola ostatniej walki z hordami mongolskimi. Mongołowie oblegali cytadelę, niszcząc ją i zabijając wszystkich w środku. Krzyki umierających ofiar słychać było w całej dolinie Bamyan. Hałas wściekłej przemocy nadał cytadeli współczesną nazwę „Miasto Krzyków”. Pogoda w środku jesieni jest błogo przejrzysta i słoneczna, każda chwila dziennego światła w prowincji jest niezapomniana. Ostrzegani nas tylko, że ruiny zostały zaminowane w czasie wojny i mimo że nie widać żadnych czerwonych ani białych skał, zdecydowanie zaleca się, aby trzymać się wyłącznie wydeptanej ścieżki na szczyt. Na szczycie zostaliśmy zatrzymani przez pakistańskich oficjeli, którzy zagadywali nas i robili zdjęcia z ukrycia. Ich dziwne zachowanie i jeszcze dziwniejsze pytania wzbudziły czujność Ruhollah, który przypomniał nam aby nie zdradzać żadnych szczegółów naszego przejazdu, nazwy hotelu ani dokąd planujemy pojechać. Sytuacja zrobiła się mało przyjemna, zeszliśmy ze wzgórza i odjechaliśmy..

Lokalny bazar mijaliśmy kilka razy dziennie, mijając rozlegle pola pszenicy i ziemniaków, pomyślałem że musi tu był szczególnie późnym latem, kiedy można oglądać młócenie zboża przez zaprzęgnięte woły. Niestety, w Afganistanie lepiej nie spacerować samemu ani spędzać dłuższego czasu w jednym miejscu, zwłaszcza jeśli nie mówi się w miejscowych językach. Nie pomagają nawet noszone lokalne stroje, wciąż przyciągamy ogromną uwagę jako ludzie z Zachodu, gdziekolwiek się udajemy musimy być w ciągłym ruchu. Lakalny bazar ma też swoją smutną historie, to tutaj kilkanaście miesięcy temu zastrzelono grupę turystów.

Shahr e Zohak – twierdza chroniona wałami obronnymi, zbudowanymi wzdłuż stromych klifów ograniczających teren, które były wyposażone w kilka wież strażniczych, z których niektóre stoją do dziś. Cytadela była chroniona przez trzy kolejne rzędy murów i znajdowała się na najwyższej części wzgórza. Z powodu długotrwałego narażenia i braku konserwacji, pogłębionego przez ostatnie okresy wojny, wiele konstrukcji na tym terenie zawaliło się lub jest podatnych na zawalenie. Wspinaczka nie trwała długo, ale ostre powietrze mroziło nozdrza i gardło. Część grupy zdecydowała się kontynuować wspinaczkę na sam szczyt, zostałem na przedostatniej stacji wystraszony, że droga prowadząca na wierzchołek prowadziła po drobnoziarnistej, piaszczystej skarpie, bez balustrady, zabezpieczeń, barierek czy choćby kijków.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Bamian – dzień 5

  1. agnecha's awatar agnecha pisze:

    [Jak ten czas, cierpliwie i powoli, zabiera ruiny w przeszłość Osypujące się piaskiem zbocza, które jeszcze przed chwilą dźwigały ma sobie monumentalne budowle człowieka.. Cisi świadkowie ludzkich historii. Znikają ślady, kruszą i rozwiewają się na wietrze. Czas robi swoje.]

  2. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Jesteś szczęściarz, że mogłeś to wsztstko zobaczyć, dotknąć, poczuć. Uparty i zawzięty szczęściarz dopinający swoich celów, marzeń. Ryzykownych, wyjątkowych marzeń!

    Dajesz mi ogromną radochę dzieląc się tym wszystkim na blogu. Opisy, zdjęcia, zatrzymanie.. mogę przeżyć choć w ten sposób 🙂 Dzięki wielkie! 🙂

Dodaj komentarz