Szum fal

W pracy trwa niekończący się zapieprz, ale dałem sobie na wstrzymanie i nie eksploatuję się już tak mocno jak jeszcze kilka tygodni temu. Unikam pracy po godzinach, nie wstaję o 5, nie angażuję się w rozmowy na czatach, o 17.00 wyłączam komputer, telefon i znikam.

Na fali tego buntu w piątek niespodziewanie wziąłem wolne, wsiadłem w samolot i poleciałem do Warszawy spędzić weekend z V. która specjalnie dla mnie przyleciała z Genewy. Chodziliśmy po stolicy, stołowaliśmy się w klimatycznych kawiarniach i restauracjach, nadrabiając miesiące niewidzenia się.

Efekt był taki, że po powrocie do pracy w poniedziałek byłem całkowicie rozleniwiony, zupełnie nie mogłem wejść w dawny tryb pracy, wszystko zajmowało mi dwa albo trzy razy więcej czasu. Klient wymyśla, zmienia zdanie, zespół się buntuje a ja jak mantrę powtarzam rytuały dnia od 8-17.00.

W tym tygodniu spiętrzyła się masa spraw i tematów, piątek zapowiadał się koszmarnie z gwarancją bólu głowy na koniec dnia i przez weekend. Nowy rok, zima, pierwszy kwartał a ja jeszcze przecież chory nie byłem – wpadło mi do głowy przed snem. Przez teleporadę wziąłem L4 i pojechałem na kilka dni nad Bałtyk.

Jestem w Ustroniu Morskim, mam ładny, wygodny apartament blisko morza, chodzę codziennie na spacery, wdycham jod i nie zastanawiam się co będzie, jak wrócę.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Szum fal

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    I super. Ładuj akumulatory. Wdychaj jod i powtarzaj ” nie samą pracą człowiek żyje”.

    Moze powinieneś sobie taką tabliczkę przy komputerze postawić. Uściski

  2. Ustroń… Sobie myślę: jak On do cholery chodzi z tej Czantorii do plaży? Przecież to kawał drogi. A potem mnie olśniło.
    Zazdro morza. Pojechałbym.

  3. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Wspaniałe zdjęcia fal, zachodu słońca i widoków!

    Serdeczności

Dodaj odpowiedź do Ultra Anuluj pisanie odpowiedzi