Bukhara – Samarakanda

Dotarliśmy do Samarkandy! Z Buchary jechaliśmy prawie cztery godziny, ale zanim ruszyliśmy, zrobiliśmy jeszcze przystanek na lunch we włoskiej knajpce – mały smak Europy pośrodku Azji Środkowej.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że… czas na kolację! Ja jednak odpuściłem – po całym dniu podróży nie miałem apetytu i marzyłem tylko o tym, żeby po prostu się rozpakować i chwilę odsapnąć. Ze mną wróciły do hotelu jeszcze trzy osoby – najwyraźniej nie tylko ja nie miałem ochoty się objadać na noc.

Pokój okazał się bardzo przyjemny, a ponieważ zostajemy w Samarkandzie na dwie noce, od razu się rozgościłem. Zamiast drinka w hotelowym barze z chłopakami… postawiłem na wieczór z pralką! Jak się okazało – nie tylko ja. Cała ekipa wpadła na ten sam pomysł, więc wkrótce nasza grupowa konwersacja zamieniła się w galerię zdjęć suszącego się prania. Wieczór totalnie nietypowy, ale mega zabawny!

I choć dzień był spokojny, to był dla mnie wyjątkowy – właśnie spełniło się jedno z moich podróżniczych marzeń: dotarłem do Samarkandy. Miejsce, które do tej pory znałem tylko z książek i opowieści, teraz mam na wyciągnięcie ręki.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz