Z Chiwy do Buchary: przez pustkę, baraki i bajkowe mozaiki

Po leniwym poranku w Chiwie, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami – ponad 6 godzin jazdy autobusem, prawie 430 kilometrów przez spalony słońcem uzbecki krajobraz. Komfortowy autobus, piękne widoki, zgrana grupa i dobry humor sprawiły, że podróż zamieniła się w kolejną przygodę.

Gdzieś w środku pustkowia zatrzymaliśmy się na postój w miejscu wyjątkowym. Niby nic wielkiego – zwykła toaleta i jedyna stacja benzynowa na wiele kilometrów. A jednak… ten postój będziemy wspominać latami. Blaszany barak, trochę jak z filmu drogi – w środku umywalki, kabiny i suszarki. Wszystko niby jak trzeba, dopóki nie zorientujesz się, że ścianki działowe sięgają zaledwie do pasa, a pod drzwiami zieją szerokie szpary. Delikatnie mówiąc – prywatność została gdzieś przy wjeździe.

Miejsce okazało się nie tyle schronieniem, co przestrzenią towarzyską. Panowie szybko zamienili całą sytuację w kabaret, rozmawialiśmy przez ścianki patrząc sobie w oczy. Śmiechom i żartom nie było końca. Panie – nieco mniej entuzjastyczne – część wybrała „plan B”, ruszyła szukać prywatności w krzaki za barakiem. Bo czasem podróż to nie tylko krajobrazy i zabytki, ale też nieoczekiwane absurdalne testy na poczucie humoru.

Po tej pustynnej przygodzie dotarliśmy do Buchary – jednego z najpiękniejszych miast Jedwabnego Szlaku. Był to powrót do dobrze znanej legendy, bo zamieszkaliśmy w butikowym hotelu Minzifa, ukrytym w labiryncie wąskich uliczek starego miasta. Tradycyjny wystrój, oryginalne dekoracje, zaciszny dziedziniec i ciepła atmosfera – od razu czuliśmy, że trafiliśmy w dobre miejsce.

Trafiłem na przestronny pokoj, zdobiony historycznymi detalami. Moja koleżanka miała mniej szczęścia – trafiła jej się malutka „klitka” z pojedynczym łóżkiem jak dla nastolatka. Ponieważ byla dużo dużo większa ode mnie nie zastanawiałem się długo – zamieniliśmy się pokojami. W końcu to tylko jedna noc, a komfort i jej uśmiech wart był wszystkiego.

Wieczorem ruszyliśmy na spacer po starówce, spacerowaliśmy po rozświetlonej Bucharze, zakończony kolacją na dachu restauracji z widokiem na bajkowe minarety i kopuły, w powietrzy unosił się zapach przypraw. Czas się jakby się zatrzymał.

Buchara zachwyca od pierwszego spojrzenia. To miasto, gdzie historia nie jest opowieścią z książki, bo jakby unosi się w powietrzu, jest żywą tkanką codziennego życia. Medresy, meczety, bazary – mozaiki, które można fotografować godzinami. Fotografowalem z zadarta glowa, prubujac uchwycić każdy kafelek, kazda kopule.

Ale pod tą warstwą estetycznego piękna czai się też bardziej surowa rzeczywistość. Buchara to miasto kontrastów – pełne uroku, ale i wyzwań. Ceny dla turystów bywają absurdalne, a niektórzy sprzedawcy potrafią być natarczywi. Bywało, że żądano opłaty za wejście do zabytku, który okazywał się pustym pomieszczeniem z kilkoma bibelotami i sklepem z magnesami.

Mimo to – Buchara żyje i tętni życiem. I to nie tylko dla turystów. Młode pary robiły sobie sesje ślubne pod mozaikowymi ścianami, dzieci bawiły się w uliczkach, a kawiarenki pełne były rodzin popijających herbatę. Spacerując z aparatem w ręku, nie raz zostałam pozdrowiona przez lokalnych mieszkańców. Ten kontakt z codziennym, prawdziwym Uzbekistanem był równie cenny, jak najpiękniejsza mozaika.

W Bucharze przenikają się dwa światy – lokalny i turystyczny. Czasem żyją równolegle, nie stykając się ze sobą, a czasem splatają się w nieoczekiwanych momentach. To miejsce, gdzie za rogiem odrestaurowanego meczetu możesz trafić na stary zakład fryzjerski w piwnicy medresy, a zaraz potem – na drogą restaurację z kartą w trzech językach.

I może właśnie za to polubiłem Bucharę. Za jej nieidealność, za jej różnorodność. Za to, że potrafiła zachwycić i zirytować jednocześnie. Ale przede wszystkim – za to, że zostanie w mojej pamięci na długo.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Z Chiwy do Buchary: przez pustkę, baraki i bajkowe mozaiki

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Dżentelmen z Ciebie! Pięknie! ❤️

Dodaj komentarz