Środa – dzień znikających spotkań i jeszcze szybciej znikającej szefowej

Następny dzień zaczął się jak każdy inny: kawa, kalendarz pełen spotkań, plan działania. Szybko jednak okazało się, że nic nie pójdzie zgodnie z planem. Część spotkań się posypała, inne skrócono, a nasza szefowa po godzinie 11 po prostu… zniknęła. Bez słowa. Jakby wcisnęła „leave meeting” w rzeczywistości i teleportowała się gdzieś do innego wymiaru. Nie pojawiła się już do końca naszego pobytu.

Tematy, które przygotowaliśmy z nią na spotkania, zostały elegancko zamiecione pod dywan. Zamiast tego dział sprzedaży zaserwował nam patetyczne wystąpienie pełne „wizji”, „strategii” i innych pięknych słów, które nie znaczą wiele, ale brzmią dumnie. Potem przyszła kolej na Product team – ci poszli jeszcze szerzej, właściwie zaprojektowali nam nowy rok pracy.

Siedziałem na tych spotkaniach i walczyłem z mimiką. Czasem się udawało, czasem czułem, że oczy same mi się przewracają. Korpo bełkot działa na mnie coraz gorzej.

Co do mojej szefowej – przestałem próbować zrozumieć, o co jej chodzi. Albo jest zmęczona, albo wszyscy ją tam ignorują. W obu przypadkach wniosek ten sam – jestem ostatnim ogniwem w tym łańcuchu pokarmowym. Pracownik z „kolonii”, który przyjechał odwiedzić suwerena i dowiedzieć się, że nic od niego nie zależy, ale wszystko się na niego zwali.

Wieczorem pojechaliśmy na kolację do Battersea Power Station – modny kompleks z restauracjami, sklepami, barami, idealny na odreagowanie długiego dnia. Było zimne piwo, rozmowy i trochę śmiechu – tak jak trzeba.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Środa – dzień znikających spotkań i jeszcze szybciej znikającej szefowej

  1. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Czyli „rozczarowany” a ten wyjazd to strata czasu? Już sprzątałeś? 😉

  2. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Zawsze to jakieś.. poszerzenie horyzontu;)
    Pozdrawiam miło:)

Dodaj odpowiedź do saberblog Anuluj pisanie odpowiedzi