Turyści na Azory podróżują głównie wiosną, kiedy to wyspa dosłownie rozkwita. Mieni się wówczas barwami hortensji. To właśnie one stały się prawdziwym symbolem wysp, ale podobnie jak wiele innych gatunków roślin zostały tam przywiezione z lądu. Popularne jest też lato, bo wtedy statystycznie pada najmniej.
Niespodzianką może być także spacer przez las zakończony polem pełnym krów. Niektórzy żartują nawet, że krów na Azorach jest więcej niż ludzi, ale to nie prawda.
Wyspa Sao Miguel usłana jest niesamowitymi punktami widokowymi. Widać na nich ciągnące się pokryte zielenią góry, które spotykają się z oceanem. O skalisty brzeg w wietrzne dni rozbijają się potężne fale. To prawdziwy spektakl natury, który chyba nigdy się nie nudzi. Trudniej jest, kiedy te same fale bujają łodzią, którą wraz z innymi turystami ruszasz na poszukiwanie wielorybów.
Takie ukształtowanie terenu w połączeniu z bardzo wilgotnym i deszczowym klimatem sprawia, że wyspa pełna jest wodospadów. Jedne są bardziej malownicze, inne mniej. Nie da się jednak ukryć, że wędrówka między nimi stanowi wyjątkową rozrywkę. Dodatkowo na trasie najczęściej jesteście sami.
Na lunch zatrzymaliśmy się w niewielkiej, lokalnej knajpce. Atmosfera była tam iście autentyczna — właścicielem okazał się krępy mężczyzna, typu jak spada z łóżka to z obu stron naraz, który z nie do końca jasnych powodów krążył od stolika do stolika, od baru do kuchni, choć raczej nie obsługiwał gości. Jego niezdarne ruchy doprowadzały mnie do szewskiej pasji bo siedziałem tyłem do baru a pan raz po raz uderzał mnie swoim zwalistym zadem po głowie. Na szczęście wszystko rekompensowała radosna atmosfera, no i niezmiennie obecna przy każdym posiłku butelka wina, która poprawiała humor od pierwszej lampki.
















Piękne widoki! ❤️