Jeśli czegoś brakuje na Sao Miguel, to piaszczystych plaż. W Ponta Delgada można korzystać z betonowej pływalni w porcie, za symboliczną opłatą 1,50 euro. Nie brzmi to może zbyt luksusowo, ale kąpiel w chłodnej, oceanicznej wodzie czasami ma swój urok. W innych częściach wyspy widzieliśmy dzikie, wulkaniczne plaże z czarnym piaskiem, pozbawione wszelkich udogodnień typu leżaki czy parasole. Było to raczej miejsce dla tych, którzy naprawdę cenią naturę w surowej formie. Nam nie zależało na plażowaniu — temperatura sprzyjała raczej zwiedzaniu niż leniwemu opalaniu.
Urok Azorów tkwi w ich niemal dziewiczym charakterze oraz w fakcie, że wciąż pozostają częściowo nieodkryte, głównie ze względu na swoje odosobnienie i oddalenie od głównych szlaków turystycznych.
Archipelag o wulkanicznym pochodzeniu zachwyca krajobrazem usianym głębokimi kraterami, które dziś wypełniają lśniące jeziora, otoczone bujną, niemal tropikalną roślinnością. Na wyspach można odnaleźć gorące źródła siarkowe, gejzery i liczne miejsca, w których natura odsłania swoje najbardziej pierwotne oblicze. Dla każdego, kto ceni przyrodę w jej nieujarzmionej formie, odkrywanie Azorów to prawdziwa przyjemność i źródło nieustannego zachwytu.
W kontraście do tej dzikiej, nieco baśniowej natury, rozciągają się tu pola uprawne i malownicze, niewielkie osady z bielonymi domami, które zdają się wyrastać wprost z zielonych wzgórz. Widać tu łagodnie opadające zbocza porośnięte winnicami i sadami, nad którymi niestrudzenie pracują pokolenia mieszkańców wysp. Ich życie, proste i zakorzenione w ziemi, współgra z rytmem natury, który wyznacza codzienność Azorów.
Linia brzegowa wysp bywa surowa, nieco dzika — nie znajdziemy tu długich, złotych plaż znanych z kontynentu. Zamiast tego czekają na odwiedzających urokliwe zatoczki i skaliste wybrzeża, gdzie można pływać, opalać się lub po prostu wsłuchiwać w szum fal rozbijających się o wulkaniczne skały. Sporty wodne cieszą się tu dużą popularnością — szczególnie nurkowanie, żeglarstwo oraz obserwacja wielorybów i delfinów.
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Wszystkie te rośliny- agapanty, hortensje i kanny- możesz zaprosić na swój balkon w przyszłym roku 🙂 będziesz miał azorowy zakątek 😉
Nie pomyślałam a to dobry pomysł 🙂