Ten weekend miał być totalnym resetem – nicnierobieniem, odpoczynkiem od gonitwy ostatnich dni, od wszystkiego. I w sumie tak było, może poza faktem, że wczoraj musiałem ogarnąć trochę starych tematów, bo kolega z dawnego zespołu wciąż nie wrócił jeszcze z urlopu. Kilka godzin spędziłem więc na szkoleniu nowego pracownika, tłumacząc zakręty i zawiłości jednego z naszych projektów. A zanim się obejrzałem, zrobiło się późne popołudnie.
Dziś zatrzymałem się na chwilę, spojrzałem na kalendarz, ten jeszcze z początku miesiąca. Przypomniało mi się, jak planowałem wykorzystać końcówkę sezonu rowerowego, jak chciałem przygotować się na imprezę na statku z Papa Baru i kiedy wcisnę w grafik wizytę u znajomych w Warszawie.
A teraz? Zupełnie inne miejsce, inna codzienność, nie planowałem, że tu będę, a jednak jestem. Widok zza okna dobitnie przypomina mi, że to nie jest sen – to moja obecna rzeczywistość. Trochę zaskakująca, trochę nieprawdopodobna, ale właśnie taka.
Jest coś, co absolutnie uwielbiam w hotelach – śniadania. Zwłaszcza w weekendy, kiedy nie goni mnie żadna godzina, nie ma pośpiechu, a ja mogę spokojnie celebrować ten pierwszy posiłek dnia. W hotelu, w którym się zatrzymałem, wybór jest naprawdę imponujący. Klasyka śniadaniowych bufetów: jajecznica, kiełbaski, naleśniki, racuchy, a nawet jajka po benedyktyńsku i tosty z awokado, do tego świeże sery, wędliny, humusy, warzywa i lokalne smakołyki. Jeśli ktoś woli coś lżejszego to są płatki, owoce, jogurty, chrupiące pieczywo i cała gama dżemów i oczywiście świeżo wyciskane soki, które smakują wybornie.
Najbardziej lubię ten moment, kiedy mogę samemu komponować swój talerz, próbować po trochu wszystkiego, mieszać smaki i siedzieć bez presji czasu. To taki luksus, którego nie da się przeliczyć na pieniądze – powolne, spokojne śniadanie, które wprowadza w weekendowy nastrój.


O tak! Śniadanie to podstawa! Też staramy się sypiać tam, gdzie nowy dzień witamy budząc najpierw nasze kubki śniadaniowe! Oczywiście, gdy nie trzeba się spieszyć.
A ja też doceniam śniadania hotelowe chociaż dla mnie espresso i ewentualnie coś słodkiego. Ale kiedy byliśmy na wycieczkach z Vincenzo to przygotowywaliśmy kalorie na pełen zwiedzania dzień.
Mam nadzieję, że złapałeś rytm i będzie coraz ciekawiej. 😍
Tutaj i słodkiego nie brakuje, ale mam smaka na słone teraz.
Tego się trzymam że będzie tylko ciekawiej😄
Czasem los ma swój kalendarz i planuje za nas.. Wiem, to dopiero poczatek tej przygody i lepiej nie zapeszać. Ale myślę, że „niespodzianka” się udała(?) Nowe przynosi nowe. Spojrzenie i doświadczenia też..
Spokojnego, na ile się da – nowego tygodnia!
Pozdrawiam