Dzień 8 – leniwy weekend

Ten weekend miał być totalnym resetem – nicnierobieniem, odpoczynkiem od gonitwy ostatnich dni, od wszystkiego. I w sumie tak było, może poza faktem, że wczoraj musiałem ogarnąć trochę starych tematów, bo kolega z dawnego zespołu wciąż nie wrócił jeszcze z urlopu. Kilka godzin spędziłem więc na szkoleniu nowego pracownika, tłumacząc zakręty i zawiłości jednego z naszych projektów. A zanim się obejrzałem, zrobiło się późne popołudnie.

Dziś zatrzymałem się na chwilę, spojrzałem na kalendarz, ten jeszcze z początku miesiąca. Przypomniało mi się, jak planowałem wykorzystać końcówkę sezonu rowerowego, jak chciałem przygotować się na imprezę na statku z Papa Baru i kiedy wcisnę w grafik wizytę u znajomych w Warszawie.

A teraz? Zupełnie inne miejsce, inna codzienność, nie planowałem, że tu będę, a jednak jestem. Widok zza okna dobitnie przypomina mi, że to nie jest sen – to moja obecna rzeczywistość. Trochę zaskakująca, trochę nieprawdopodobna, ale właśnie taka.

Jest coś, co absolutnie uwielbiam w hotelach – śniadania. Zwłaszcza w weekendy, kiedy nie goni mnie żadna godzina, nie ma pośpiechu, a ja mogę spokojnie celebrować ten pierwszy posiłek dnia. W hotelu, w którym się zatrzymałem, wybór jest naprawdę imponujący. Klasyka śniadaniowych bufetów: jajecznica, kiełbaski, naleśniki, racuchy, a nawet jajka po benedyktyńsku i tosty z awokado, do tego świeże sery, wędliny, humusy, warzywa i lokalne smakołyki. Jeśli ktoś woli coś lżejszego to są płatki, owoce, jogurty, chrupiące pieczywo i cała gama dżemów i oczywiście świeżo wyciskane soki, które smakują wybornie.

Najbardziej lubię ten moment, kiedy mogę samemu komponować swój talerz, próbować po trochu wszystkiego, mieszać smaki i siedzieć bez presji czasu. To taki luksus, którego nie da się przeliczyć na pieniądze – powolne, spokojne śniadanie, które wprowadza w weekendowy nastrój.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Dzień 8 – leniwy weekend

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    O tak! Śniadanie to podstawa! Też staramy się sypiać tam, gdzie nowy dzień witamy budząc najpierw nasze kubki śniadaniowe! Oczywiście, gdy nie trzeba się spieszyć.

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    A ja też doceniam śniadania hotelowe chociaż dla mnie espresso i ewentualnie coś słodkiego. Ale kiedy byliśmy na wycieczkach z Vincenzo to przygotowywaliśmy kalorie na pełen zwiedzania dzień.

    Mam nadzieję, że złapałeś rytm i będzie coraz ciekawiej. 😍

  3. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Czasem los ma swój kalendarz i planuje za nas.. Wiem, to dopiero poczatek tej przygody i lepiej nie zapeszać. Ale myślę, że „niespodzianka” się udała(?) Nowe przynosi nowe. Spojrzenie i doświadczenia też..
    Spokojnego, na ile się da – nowego tygodnia!
    Pozdrawiam

Dodaj odpowiedź do saberblog Anuluj pisanie odpowiedzi