Przy takich upałach trudno o jakiekolwiek atrakcje na świeżym powietrzu. Wszystko, co się tu dzieje, przenosi się do klimatyzowanych wnętrz, bo na ulicy po prostu nie da się wytrzymać. Wyszedłem z pracy, wskoczyłem jeszcze na chwilę do basenu, żeby się zrelaksować i o 18:30 ruszyłem na koncert. Niby nic wielkiego, ale dla mnie to już atrakcja, alternatywa dla kolejnego wieczoru w hotelowym pokoju albo bezsensownego leżenia przy basenie. Czuję, że coraz bardziej ciągnie mnie do aktywności, byle nie tkwić w czterech ścianach.
Czasami mam wrażenie, że marzę o kimś, kto po prostu zorganizowałby mi wieczór, podjął za mnie decyzje, ogarnął logistykę, a ja mógłbym tylko pójść i korzystać. Bez planowania, zastanawiania się, czy zrobić pranie teraz, czy jutro, jak rozwiązać tę czy inną drobną sprawę, chciałbym czasem poczuć się po prostu zaopiekowany.
Zamówiłem taksówkę i pojechałem do Qatar National Convention Centre – miejsca, które pod jednym dachem łączy wydarzenia biznesowe, kulturalne i rozrywkowe, gości tu światowej sławy artystów i osobistości, więc wrażenie robi już sam fakt, że stajesz się częścią tego miejsca. Tuż przy wejściu wita odwiedzających monumentalna, dziewięciometrowa rzeźba pająka – „Maman”, autorstwa Louise Bourgeois, która powstała jako hołd dla jej matki tkaczki, a dziś wzbudza zachwyt i konsternację wśród gości.
Publiczność była naprawdę międzynarodowa: wielu Azjatów, Niemców, Hiszpanów, Francuzów, trochę Amerykanów i Brytyjczyków. Arabów stosunkowo niewielu, i w sumie trudno się dziwić, bo ten rodzaj wydarzeń nie wydaje się bliski ich codzienności. Osobiście nie czułem się niezręcznie, bo sporo osób przyszło samotnie, sala była pełna, koncert rozpoczął się punktualnie, a muzyka porwała od pierwszych dźwięków.
To była świetna odskocznia na początek weekendu. W innym miejscu, w innych okolicznościach pewnie nigdy bym się na coś takiego nie zdecydował, a tutaj okazało się to strzałem w dziesiątkę. Zaczynam jednak coraz mocniej odczuwać monotonię, lubię być sam, ale ten stan trwa już trochę za długo, mam ochotę wyjść do ludzi, spotkać się ze znajomymi, pójść na rower a tutaj nie jest to możliwe. Coraz częściej mam wrażenie, że moje dni kręcą się tylko wokół pracy, obowiązków, trudnych klientów i samotności w hotelowym pokoju od wieczora do rana.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
praca i oznaczony tagami
Katar,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Konsjerż- zapytaj o propozycje 🙂 w ostateczniesci AI 😉
Mówiąc poważnie- przypomniała mi się moja samotność w 4 ścianach hotelowych. To dziwne, bo ktoś za nas sprzata i gotuje, urządza przestrzeń wspólną, a i tak czuje się w tym hotelu jakąś taką samotność… ja wtedy pisałam o przytulaczu, ocieplaczu i innych takich głupotach…
Co do pływania na basenie- pływaj! Wyzwalają sie endorfiny, ciało się ładnie kształtuje, stawy nie są obciążone… pływaj, pływaj!