Dzień 17 – zmęczenie

Czuję się wypluty. Dziesięć razy zmieniałem dziś ten sam slajd, wpatrując się w prezentację, która już dawno straciła dla mnie sens. Po jedenastu godzinach ktoś rzucił: „to nie to, o co mi chodziło – teatralnie zamknąłem klapę laptopa jak trumnę, spuściłem głowę i wróciłem do hotelu.

Hotel to nie hotel – to klatka, chodzę tam i z powrotem, jak zwierzę na wybiegu, jak chomik, który zapomniał, gdzie ma kołowrotek.

Basen nie pomaga, spacery odpadają, bo wciąż jest piekielnie za gorąco. Zostaje mi więc bezsensowne krążenie po pokoju i gapienie się w ściany. Dalej nie rozumiem, czemu ludzie nie potrafią być po prostu życzliwi, zadajesz proste pytanie, a dostajesz prostą ścianę: „to nie moja działka”. Od dwóch tygodni słyszę tylko, kto się czym nie zajmuje, a ja chciałbym poznać kogoś, kto wie, co robi.

Do tego jeszcze absurd z godzinami pracy. Pracuję sześć dni w tygodniu, a powinienem pięć, usłyszałem, że to ja mogę mieć z tym problem. Ja? To chyba firma ma problem, że każe mi tyrać jak dziki osioł, bo ja siedzę od rana do wieczora i naprawdę zapieprzam, a nie udaję.

Zastanawiam się i nie wiem, czy dobrze zrobiłem, zgadzając się na to oddelegowanie, bo czuję się zmęczony, sfrustrowany, wypompowany, nie mam pewności, czy coś z tego w ogóle będę miał, ale w sumie wiem jedno – dawno nie czułem się tak styrany, jak dziś.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 Responses to Dzień 17 – zmęczenie

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Gdybyś nie pojechał, nie spróbował- też byś cierpiał. Lubisz wyzwania. To mogło okazać sie strzałem w dziesiątkę. Może z perspektywy czasu nim będzie…
    Wydaje mi się, że dokładnie wiem, co czujesz. Nie jest to łatwe doświadczenie… nie jest proste, bo jesteś ambitny.
    Jeśli basen nie pomaga, to szukaj czegoś innego.
    Jestem z Tobą! Jak nie od tego poniedziałku, to może od kolejnego będzie normalnie 😉

  2. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Włącz tryb „przetrwanie” (na pewno jakiś masz ;)) Jeszcze tylko 8x..
    Może byś miał łatwiej, gdybyś dostał konkretne wytyczne, co ma być i jak (na tych slajdach). Tryb „domyśl się co myśli i chce szefowa” na pewno nie ułatwia. A przemęczenie i wyczerpanie na pewno nie sprzyja.
    Duża rotacja pracowników tam jest? Wszystkich tak niemiłosiernie eksploatują? Ambicja ambicją, ale.. zdrowie najważniejsze. Nie daj się.. „zajechać”. Abyś tylko przez takie traktowanie tej roboty nie znienawidził..

  3. Lucia's awatar Lucia pisze:

    No i masz zjazd psychiczny. To odreagowanie na tamtą adrenalinę. Puści. Jak pomożesz organizmowi. Spróbuj w hotelu przejść na rozmowy internetowe z tymi sprawdzonymi. Pomaga. Wysypiaj się. Rób wieczorne spacery. Rób zdjęcia. Do pracy podchodź bez szybkości.

    Tobie też się przyda włoskie : piano, piano.

    I pamiętaj, że wszyscy tu trzymamy za Ciebie kciuki. To ma być przy okazji fajna przygoda. Uściski

  4. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku po izraelskim ataku. Chyba to nie będzie zbyt bezpieczne miejsce. Chociaż Ty masz na rozkładzie jeszcze bardziej niespokojne miejsca.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Dzięki! Wiesz że gdyby nie znajomi i rodzina nie wiedziałbym nawet że coś się dzisiaj wydarzyło w Katarze. Wracałem z pracy do hotelu, bez żadnych parobków, nic nie wiedziałem ani nie słyszałem. Dopiero później jak zacząłem być bombardowany smsami telefonami i wiadomościami czy wszystko jest ze mną ok, dowiedziałem się że był atak

      • Pod latarnią zwykle najciemniej. Pamiętam trzęsienie ziemi w Ekwadorze, o którym dowiedziałem się od znajomych. Poza tym, media umieją i lubią wyolbrzymiać,

  5. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Ja też sprawdzałam , co w tym Katarze

    Ale dotarłam do uspakajających wiadomości więc nie pisałam do Ciebie. U nas dziś nieciekawie.

Dodaj komentarz