Czas w Katarze mija mi teraz szybciej, niż bym się spodziewał. Teoretycznie za tydzień powinienem wracać do domu, a przynajmniej na chwilę zjechać do Polski, zanim ruszę na urlop. Zanim to jednak nastąpi, zdążyłem przeżyć kilka małych przyjemności, które pewnie na długo zapamiętam.
W zeszły weekend odwiedziłem Acoustic Music Bar – restaurację i koktajl bar na 36. piętrze hotelu Raffles. Markę kojarzyłem zawsze z najwyższą półką, w Warszawie hotel funkcjonuje pod dawną nazwą Hotelu Europejskiego i nigdy nie wpadło mi do głowy, żeby tam zajrzeć. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ceny w Doha wcale nie są aż tak straszne. Ba, kolacja z winem, drinkami, przystawką i porządnym stekiem kosztowała mniej niż w Polsce.
Sam budynek też robi wrażenie – Katara Towers, w których mieści się Raffles, to ikoniczna architektura, dwie skrzyżowane szable, symbol regionu, a w ich wnętrzu dwa luksusowe hotele Raffles Doha i Fairmont Doha. Gnany próżnością miałem ochotę spędzić wieczór w ładnym miejscu, z widokiem, lampką czegoś mocniejszego niż sok pomarańczowy i z muzyką na żywo i dokładnie to dostałem.
Wyprawa tam też była atrakcją – ekskluzywna winda obita pikowanym materiałem i z ławeczką, na wypadek gdyby komuś nie chciało się stać podczas jazdy. Na górze przywitał mnie sympatyczny concierge z Rosji, który od razu poprosił o paszport, bo jak się okazało, bez dokumentu w Katarze nie wejdzie się do żadnego miejsca serwującego alkohol.
Happy hour, koktajle tańsze niż w wielu polskich barach, codzoziemcy tacy jak ja, do tego świetna atmosfera, muzyka na żywo i widok, który aż trudno opisać słowami. Wróciłem do hotelu w naprawdę dobrym nastroju, z poczuciem, że taki wieczór był mi potrzebny.
Obiecałem sobie, że za tydzień odwiedzę może centrum handlowe Villaggio, bo prawda jest taka, że latem w Doha możliwości są ograniczone – przy czterdziestu stopniach na plusie nikt przy zdrowych zmysłach nie spędza czasu na zewnątrz. Wtedy zostają klimatyzowane centra handlowe, hotele i takie właśnie chwile, które pozwalają poczuć, że mimo upału – można tu miło spędzić czas.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
praca i oznaczony tagami
Katar,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.