Dzień 5 – Al Ula czyli w samym sercu starożytnej Arabii

Bardzo wczesnym rankiem, o 7:30, wyruszyliśmy z Hail prosto do Al Ula – jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Arabii Saudyjskiej. Podróż była długa, ponad sześciogodzinna, prowadząca przez środek kraju, przez pustynne pustkowia i skaliste krajobrazy, które z każdą godziną zmieniały kolory od jasnego beżu po głęboki pomarańcz.

Do samego Al Ula dotarliśmy wczesnym popołudniem. Krótki lunch i od razu ruszyliśmy zwiedzać Hegra – starożytne miasto Nabatejczyków. To miejsce zachwyca od pierwszego spojrzenia: 111 fasad grobowców wykutych w złotym piaskowcu, z których każdy opowiada historię sprzed dwóch tysięcy lat. Kunszt dawnych kamieniarzy widać w każdym detalu – od kamiennych pionowo ustawionych wizerunków bogów, po ślady po narzędziach wciąż widoczne na skałach.

Hegra była niegdyś ważnym punktem na szlaku handlowym tych samych ludów, którzy zbudowali Petrę. Ich inżynieria robi wrażenie nawet dziś – system studni, kanałów wodnych, mury obronne i bramy przypominają o czasach, gdy tutejsze piaski widziały karawany ciągnące z kadzidłem i przyprawami.

Po południu odwiedziliśmy Skałę Słonia, pocztówkowy monolit z czerwonego piaskowca, którego „trąba” i „ciało” powstały przez miliony lat erozji, wygląda jak gigantyczne zwierzę uwięzione w bezruchu. A gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem, całe miejsce nabrało magii: food trucki, muzyka, ogniska, ludzie siedzący na dywanach pod gwiazdami. Pustynia oddychałaby spokojem, gdyby nie tłumy influencerek, prześcigających się w najdziwniejszych pozach do zdjęć.

Po zmroku dotarliśmy do miejsca naszego zakwaterowania – luksusowego glampingu pośród palm daktylowych. Nocą, gdy wszystko cichło, z zewnątrz dało się słyszeć tylko dźwięk spadających owoców – pojedyncze uderzenia w ziemię, jakby ktoś rzucał drobnymi kamieniami.

Gdy wszyscy pojechali do starego miasta na kolację, zostałem na miejscu. Osobiście nie jestem fanem pól namiotowych – nawet tych najbardziej “glamour”. Wspólne toalety i prysznice skutecznie mnie odstraszają, a stanie w kolejce, żeby się umyć, to dla mnie raczej mało przyjemne żeby nie powiedzieć upokarzające doświadczenie. Skoro jednak już się tutaj znalazłem, nie było wyboru jak tylko zagryźć zęby. Wziąłem prysznic ze skaczącą wokół mnie żabą, zdjąłem soczewki i… uświadomiłem sobie, że bez nich jestem ślepy jak kret. Wracając do namiotu po ciemku, nie pamiętałem ani numeru, ani drogi. W dodatku wszystkie namioty wyglądały identycznie. Wędrowałem więc po omacku po wąskich, drewnianych ścieżkach, aż w końcu – metodą prób i błędów – trafiłem do tego właściwego. Ulga była ogromna, a myśl o tym, że mógłbym spędzić noc pod palmami, brzmiała równie zabawnie, co realnie.

Rano znowu brakowało mi dobrej kawy. Tutejsza kawa arabska z mlekiem i imbirem to napój, do którego nie mogę się przekonać. Na stacjach benzynowych czasem trafiają się kawiarnie, ale ich oferta to zawsze loteria.

To właśnie dla Al Uli zdecydowałem się na ten wyjazd. Choć zwykle podróżuję sam, tym razem wiedziałem, że dotarcie tu na własną rękę byłoby trudne. Dopiero w głębi kraju, wśród pustynnych skał i ciszy, zaczęła się prawdziwa przygoda – ta, której szukałem od samego początku.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 Responses to Dzień 5 – Al Ula czyli w samym sercu starożytnej Arabii

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Piękne miejsce!

  2. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Niezwykłe!

Dodaj komentarz