Nie będę ściemniał – Kuwejt kojarzył mi się dotąd co najwyżej z operacją „Pustynna Burza” i ogromnymi złożami ropy naftowej. Planując podróż do Arabii Saudyjskiej, wiedziałem jednak, że muszę choć na chwilę zahaczyć o to maleńkie państwo, z czystej ludzkiej ciekawości.
W Kuwejcie do naszej grupy dołączyły dwie nowe osoby. Ponieważ reszta znała się już dobrze, zaproponowaliśmy im wspólną kolację i wieczorny spacer. Kuwejt odebrałem jako miejsce bezpieczne, czyste i nowoczesne – zachwyca architekturą, ale wymaga też przestrzegania lokalnych zasad. Nasza pilotka przypomniała nam, żeby mimo upału nie wychodzić w krótkich spodenkach. Nie dlatego, że są zakazane, ale, jak powiedziała, „będziecie jedynymi tak ubranymi na ulicy”.
Co ciekawe, w pobliskim parku Al Shaheed okazało się, że to raczej my byliśmy w mniejszości. Wszyscy lokalni mężczyźni chodzili w spodenkach. Tłumaczyłem to sobie tym, że przyszli tu biegać a w tradycyjnych kefijach czy długich szatach byłoby im przecież niewygodnie.
Jak w wielu innych krajach regionu, często brakowało nam chodników. Tutaj się po prostu nie spaceruje, dotarcie gdziekolwiek pieszo jest wyzwaniem, a na krótkich dystansach szkoda było czekać na Ubera. Przechodzenie przez trzypasmową ulicę to prawdziwa sztuka przetrwania, o czym przekonywaliśmy się kilka razy dziennie.
Sam park Al Shaheed zrobił na mnie przyjemne wrażenie: zadbany, pełen zieleni i kontrastów, z jednej strony pustynny klimat, z drugiej spektakularne fontanny i restauracje serwujące przepyszne jedzenie. Co chwila mijaliśmy grupki mężczyzn zasiadających w dwanije, czyli wieczornych męskich zgromadzeniach towarzyskich.
Kuwejt nie posiada naturalnych źródeł wody pitnej, całość pozyskuje z odsalania wody morskiej, co pochłania ogromne ilości energii. Trudno mi sobie wyobrazić, jak kosztowne musi być utrzymanie tych wszystkich parków i zielonych trawników przy temperaturach sięgających latem niemal 50°C.
Miejscem, które szczególnie zapadło mi w pamięć, było Muzeum Męczenników, z zewnątrz wyglądający jak wojenny urbex – zniszczone fragmenty budynku, ściany podziurawione kulami. Wszystko pozostawiono celowo, by przypominało o krwawej, dziesięciogodzinnej obławie sił irackich na kuwejcką partyzantkę. Naprzeciwko muzeum stał iracki czołg użyty w bitwie niemal symboliczny świadek tamtych wydarzeń.
Kuwejt to jedno z najbogatszych państw świata pod względem zasobów ropy, jej złoża leżą tak płytko, że koszty wydobycia są najniższe na świecie. Nic dziwnego, że kraj jest od niej całkowicie uzależniony. W KOC Center mogliśmy poznać technologie wydobycia i zobaczyć wystawę poświęconą katastrofie z 1991 roku, gdy wycofujący się Irakijczycy podpalali szyby naftowe. To, co czytałem kiedyś w raportach podczas projektu w Katarze, tutaj mogłem zobaczyć na własne oczy i poczuć skalę zniszczeń.
Ogromne wrażenie zrobił też na mnie targ rybny, mieszczący się w pięknym budynku w kolorze pustyni, tuż przy porcie. Stąd rozciągał się wspaniały widok na zatokę pełną jachtów i wieżowców. Pomimo intensywnego zapachu i śliskich chodników pokrytych resztkami ryb, warto było się tam wybrać po to tylko by zobaczyć dziesiątki egzotycznych gatunków o niezwykłych kształtach i kolorach.
Nie sposób pominąć Souk Mubarakiya – ogromnego bazaru, którego historia sięga ponad 200 lat, czyli czasów sprzed odkrycia ropy. Zniszczony w czasie wojny został odbudowany i dziś uchodzi za najbardziej autentyczne i klimatyczne miejsce w całym Kuwejcie.




























Auta elektryczne w ogóle były gdzieś? Pewnie nie, a jak tam z czystością powietrza?
Elektryki są passe bo benzyna kosztuje 30 centów 🙂
Powietrze czyste przejrzyste pachnące niebo jasne bezchmurne ptaki fruwają dumne czaple brodzą wśród szuwarów.