Powrót, który wywrócił zespół do góry nogami 

To był tydzień pełen emocji i zderzeń, jakby wszystko nagle przyspieszyło po powrocie jednej osoby, która po dłuższej nieobecności wprowadziła sporo zamieszania w zespole. Szybko dało się zauważyć, że jej sposób zarządzania jest nietypowy, bo zamiast wspólnych spotkań, prowadzi indywidualne rozmowy z każdym z nas, omawiając bieżące sprawy i plany na kolejne tygodnie, w efekcie każdemu brakuje pełnego obrazu sytuacji zespołu. Na szczęście trzymamy się razem i sami wymieniamy się informacjami, choć wszyscy czujemy, że lepiej byłoby, gdybyśmy słyszeli to bezpośrednio od niej.

Nie do końca rozumiem tę strategię, bo sam podszedłbym do tego zupełnie inaczej, ale dobrodusznie staram się zakładać, że ma w tym jakiś cel. W środę emocje wzięły nade mną górę i doszło do bardzo ostrej wymiany zdań, która mogła skończyć się naprawdę źle. Gdyby to był koniec mojego okresu próbnego, pewnie inaczej spojrzałbym na dalszą współpracę i to byłby koniec.

W międzyczasie zgłosiłem się do prowadzenia wewnętrznego szkolenia z zarządzania projektami. Była to moja inicjatywa, poświęciłem na to swój prywatny czas, zrobiłem ankiety i porozmawiałem z osobami, które miały w nim uczestniczyć, żeby dobrze zrozumieć ich potrzeby. Chciałem, żeby to szkolenie było praktyczne i dopasowane do realnych oczekiwań zespołu.

Niespodziewanie pojawiły się jednak uwagi z drugiej strony, bo moja koleżanka zaczęła dzielić się swoimi sugestiami, które momentami bardziej przypominały narzucanie własnej wizji niż jakkolwiek konstruktywną pomoc. Miałem poczucie, że odbiera mi się przestrzeń do samodzielnego prowadzenia tego zadania, mimo że to ja się go podjąłem i odpowiadam za jego kształt. Nawet jeśli jest moją „przełożoną”, to była inicjatywa realizowana w moim prywatnym czasie i dlatego na moich zasadach.

Pojawiły się też różnice zdań co do samej koncepcji i podejścia do niektórych tematów. Były momenty napięcia, w których trudno było o spokojną rozmowę. Zalała mnie wtedy też fala dodatkowych bezsensownych zadań i pytań o terminy ich realizacji, co tylko zwiększyło moją frustrację. Na szczęście mogłem liczyć na wsparcie zespołu. Gdy moje emocje opadły, wróciłem do rozmowy i udało się choć częściowo uporządkować sytuację. Nie była to łatwa wymiana zdań, ale mimo wszystko myślę że mamy wspólny cel – dowiezienie tematów, za które odpowiadamy.

W czwartek spotkałem się z dyrektorem, który również w pewnym stopniu jest zaangażowany w tę sytuację. Znamy się od lat, więc rozmowa miała zarówno formalny, jak i bardziej osobisty charakter. Chciałem wyjaśnić, skąd biorą się napięcia i jak wygląda to z mojej perspektywy. Na ten moment trudno powiedzieć, jak sytuacja rozwinie się dalej. Mam wrażenie, że przez dwa miesiące nieobecności panował względny spokój, a po powrocie królowej dynamika zespołu mocno się zmieniła. Przed nami jeszcze sporo trudnych rozmów i decyzji. Ja staram się robić swoje i trzymać się faktów, nawet jeśli nie wszystkie decyzje wydają mi się spójne czy uzasadnione. Mam wrażenie że na nowo zaczynam okres próbny w nowej firmie, a „królowa” nadaje się do odstrzału.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Powrót, który wywrócił zespół do góry nogami 

  1. pszczolkamaja's awatar pszczolkamaja pisze:

    Ile to jedna osoba jest w stanie zmienić/zepsuć/rozprężyć w układzie współpracowników. U mnie takich osób jest kilka, zatem chaos murowany 🤣

Dodaj komentarz