Dzień, który zawsze wraca

Nie przepadam za 26 maja. Co roku ten dzień wywołuje we mnie smutek, a czasem wręcz wpędza w głęboką melancholię. Wracają wspomnienia, budzą się sentymenty, po których trudno mi się pozbierać. Gdyby nie był to Dzień Matki, a jedynie kolejna zwyczajna data w kalendarzu, pewnie z czasem byłoby mi łatwiej o tym wszystkim zapomnieć. Chyba jednak już nigdy się to nie wydarzy.

Tego dnia pracowałem i w gruncie rzeczy dobrze się złożyło. Skupiony na problemach innych ludzi nie miałem czasu, żeby rozpamiętywać własne sprawy, dopadło mnie dopiero wieczorem, tuż przed snem. Siedziałem, przeglądałem stare fotografie i mimowolnie rozdrapywałem dawne rany.

Wspomnienia wracały falami. Razem z nimi pojawiła się tęsknota za czymś, co już dawno się skończyło. Brakuje mi tamtego spokoju, lekkości i swobody, tego poczucia, że nie wszystko trzeba analizować i rozkładać na czynniki pierwsze.

Chciałbym podchodzić do relacji bardziej naturalnie, bez ciągłego ważenia argumentów za i przeciw. Wiem, że to są ważne decyzje i że potrafią wpłynąć na całe życie. Nie chcę jednak żyć z poczuciem, że każda z nich jest ogromnym ciężarem, który muszę dźwigać. Chciałbym po prostu czuć, że coś jest właściwe, zamiast nieustannie zastanawiać się, jakie będą konsekwencje, bez presji, bez lęku i bez tego przytłaczającego wrażenia, że właśnie decyduję o całej swojej przyszłości.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.