Sobota w cieniu upałów

Potworny dziś upał. Co prawda wczoraj wieczorem przeszła burza, ale niewiele z tego wyniknęło, powietrze nadal jest ciężkie, a z nieba znowu leje się żar.

O rowerze nawet nie myślę. Wyjazd w takim skwarze byłby bardziej karą niż przyjemnością. Liczę, że wieczorem temperatura trochę odpuści i uda się wskoczyć na rower, bo te moje 40 km wciąż czeka.

Wczoraj odbyła się impreza w mojej poprzedniej firmie. Nie mogłem na niej być, ale miło było usłyszeć, że kilka osób pytało o mnie i że podobno mnie brakowało.

Dla porównania – w mojej obecnej pracy impreza odbyła się tydzień temu, podczas wyjazdu ze znajomymi. Kilka przekąsek typu finger food, jakieś smutne kiełbaski z grilla i właściwie tyle, więc chyba nic takiego wielkiego mnie nie ominęło.

Dzisiejszy poranek był wyjątkowo leniwy, poleżałem trochę dłużej w łóżku, obejrzałem film, zjadłem spokojnie śniadanie, a teraz to trzeba złapać za szmatę i ogarnąć mieszkanie. Jak zwykle zacznę od sedesu, bo z tym po prostu najlepiej mieć „atrakcję” z głowy. I tak właśnie wygląda moja sobota, bez fajerwerków, ale też bez pośpiechu.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz