Kolejny tydzień minął, jakby ktoś przewrócił kartkę w kalendarzu jednym ruchem, weekend upłynął spokojnie – bez większych planów, spotkań ze znajomymi czy wychodzenia na miasto. Potrzebowałem po prostu chwili oddechu.
Jednego wieczoru po pracy spontanicznie spotkałem się z bratem. Poszliśmy pod nasyp, pogadaliśmy o wszystkim i o niczym, a do domu wróciłem dopiero późno w nocy.
Sobota należała do leniwego odpoczynku – w końcu się wyspałem, nadrobiłem kilka zaległych filmów i pozwoliłem sobie na nicnierobienie. Czasem właśnie tego najbardziej potrzeba.
W niedzielę wstałem wcześnie rano i wskoczyłem na rower. Prawie 60 kilometrów dało mi solidnie w kość, ale było warto, z każdym kolejnym kilometrem schodziło ze mnie napięcie nagromadzone przez cały tydzień pracy, głowa w końcu się przewietrzyła, a myśli przestały pędzić w każdą stronę naraz. Później pojechałem do rodziców na niedzielny obiad przypomniec sobie ze szczęście kryje się czasami w najprostszych rzeczach.
W pracy nadal trwa prawdziwy kierat i nerwówka, wszystko wskazuje na to, że nadchodzący tydzień wcale nie będzie łatwiejszy. Mimo to staram się nie wybiegać myślami zbyt daleko, będzie, co będzie. Na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Dobrze mieć wsparcie w bracie, czyli tu gdzie dość blisko.
60 km to dużo, u mnie dzisiaj burze i słońce na przemian. Dopiero niedawno mogłem wyjść na zewnątrz bo się rozpogodziło. A rower uskutecznić trzeba na tygodniu – może tak mi się uda zrobić.
Życzę spokoju w pracy 😊
Prawidłowo reset ważny,
A czy nie jest tak, że szczęście zawsze kryje się w najprostszych rzeczach? Im jestem starszy, tym częściej tak myślę.