Wrocław – Warszawa

To za czym najbardziej tęskniłem i było najbardziej wyczekiwaną chwilą to zwykły spacer nad Odrą i widok na oświetlony Ostrów Tumski. Wrocław ma dla mnie tyle różnych odcieni i znaczeń, pamiętam tyle obliczy tego miasta, że nie sposób wszystkich wyliczyć. Przeszedłem wzdłuż bulwaru, przystając na chwilę na moście by wsłuchać się w ciszę, potem minąłem Pałac Ossolińskich, przeszedłem pod budynkiem Uniwersytetu rzucając okiem w kierunku Szermierza i Cafe Unii, dalej dobrze znaną mi ulicą Szewską dotarłem do Rynku skąd rozbrzmiewały dudnienia z okolicznych klubów.
Cudownie było znowu móc tutaj być, patrzeć na dobrze znane miejsca, wystawy sklepów i księgarń, których widok łapczywie próbowałem zapamiętać, słyszeć rozmowy nieznajomych osób i rozumieć wszystko, każdy niuans ich wypowiedzi.
Obserwowałem napotykane przypadkiem znajome twarze i nie mogłem pozbyć się wrażeniem, że nic się nie zmieniło, jakby czas stanął dla nich w miejscu.
We Wrocławiu zawsze odnajduje swój południk zero, tutaj potrafię właściwie wartościować i priorytetyzować, wszystko nabiera właściwego znaczenia i kształtu…

Niektórzy znajomi nie chcę dotrzymywać mi juz towarzystwa, moje tempo i przelotność są dla nich oznaką lekceważącej wyższości: oto przyjeżdża zepsuty światowiec, wyznacza nam godzinę spotkania i zaznacza, że ma tylko pięć kwadransów. A ja tęsknię za nimi, ale nie próbuję niczego wyjaśniać.

W Warszawie widziałem się z R. Pojechaliśmy na kawę do ”Między Nogami”. Dziwnie było rozmawiać po latach w tym miejscu z tym samym mężczyzna, bo jakże odmieniły się nasze role. W niczym nie przypominałem tamtego absolwenta sprzed lat.

Cokolwiek robisz pamiętaj o śmierci. Pamiętam. gdybym miał dzisiaj umrzeć niczego bym nie żałował, niczego bym nie zmieniał.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

noc w Zurichu

Czasami umawiając się z kimś przypadkowym przeczuwam, kiedy będzie ciekawie, tak jakbym nauczył się wyczuwać pewien typ, który spotykałem już kilkakrotnie. Zaczęło się niewinnie, przy barze z widokiem na akrobatyczne show kelnerek, miałem czas by dobrze mu się przyjrzeć i z minuty na minutę czułem jak wzmaga się podniecenie.

Skoczyliśmy o północy, byłem cudownie zmęczony, ale na tyle rozpromieniony by chcieć zejść do baru wypić lampkę szampana. Na pożegnanie przemilczałem ze chciałbym moc kiedyś powtórzyć taki wieczór obawiając się ze powiem za dużo. Zamiast tego każdy z nas poszedł w swoja stronę, potwierdzając ogólno przyjęte reguły każdej podobnej tego typu zabawy, bez emocji i euforii. Nikt tego głośno nie wyartykułował, ale w powietrzu wisiał jakby smutek, jakby niedokończona historia, jakbyśmy obaj obawiali się przełamać utarty schemat podobnych spotkań.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Druga Siła: Śmierć

Po śmierci Juan znalazł się w pięknym miejscu. Zawsze marzył o wygodach i pięknym krajobrazie.
Podeszła do niego postać ubrana na biało.
– Możesz robić, na co masz ochotę – powiedziała – jeść, oddawać się przyjemnościom i uciechom.
Zachwycony Juan zrobił wszystko, o czym marzył za życia. Przez wiele lat oddawał się przyjemnościom i w końcu zaczął szukać osoby ubranej na biało.
Juan powiedział, że zrobił już wszystko, co chciał, a teraz pragnie popracować, aby poczuć się użytecznym.
– Tego właśnie nie mogę ci zapewnić – powiedziała osoba w bieli.
– Ale wobec tego będę się nudzić przez całą wieczność! Wolałbym być w piekle!
Osoba ubrana na biało zbliżyła się do niego i spytała cicho:
– A jak myślisz – gdzie jesteś?

I to jest moje marzenie o szczęściu: zobaczyć wszystko, by móc wreszcie skoncentrować się wyłącznie na pracy – jakiejkolwiek choćby poniżej mojego poziomu choćby mechanicznej, bo inaczej smutek mnie pożera.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

idzie ku lepszemu

Zagraniczni pracownicy nie rozumieją umów, które podpisują po przyjeździe do Polski. Dzięki właśnie uchwalonym przepisom to się wkrótce zmieni Tę lukę wypełnia uchwalona w zeszłym tygodniu przez Sejm nowelizacja ustawy o języku polskim. Przewiduje ona m. in., że cudzoziemiec zatrudniający się w polskiej firmie będzie mógł poprosić przyszłego pracodawcę o sporządzenie umowy o pracę, a także innych dokumentów związanych z jego zatrudnieniem (np. świadectwa pracy) w obcym języku. Nowela nie wymaga nawet, by była to jego mowa ojczysta. Wystarczy, że będzie to język, którym swobodnie włada.

Źródło: Rzeczpospolita 2009-07-20

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Belgrad

W pociągu do Zurichu zaobserwowałem starszą parę Hindusów podróżujących w tym samym kierunku. Oboje w wieku trudnym do oszacowania, zamożni co widać było po liczbie pierścionków i bransolet zgromadzonych na dłoniach kobiety. Mężczyzna, zapewne mąż, ubrany był cały na biało, w modnej koszulce od Ralpha Laurena, prezentował się na styl zachodni gdyby nie żółte plamy na jego białych, markowych spodniach, które wyglądały na kilkudniowe i sprawiały wrażenie niechlujstwa. Wsiadając do pociągu próbowali wepchać się przed wysiadającymi w Bernie pasażerami, wciskając na siłę swoje bagaże i ciężkie walizki. Ktoś z tłumu nie wytrzymał i głośno zwrócił im uwagę każąc im czekać.
Kobieta usiadła obok mnie, ledwo dołączył do niej małżonek poczułem dziwny zapaszek unoszący się nad nimi w powietrzu. Nie zawracałem tym sobie jednak głowy i bez zbytniego zainteresowania nimi stukałem w klawiaturę laptopa.
Nie reagowałem, gdy zaczęli rozmawiać a ich język rozbrzmiewał niczym melodyjny gulgot. Dopiero, gdy kobieta wyciągnęła orzechy i zaczęła głośno je łuskać, potem mlaskać poczułem jak podnosi mi się ciśnienie. Odgłosy chrupania, chrząkania a potem jeszcze bekania roznosiły się po całym przedziale wywołując podobne do mojej reakcje u innych pasażerów i skrzętnie ukrywane śmiechy dzieci.

Wyjeżdżałem z dusza na ramieniu obawiając się tego miasta bardziej niż wizyt w Bukareszcie czy Sofii. Z pobytu utkwiły mi najbardziej żar lejący się z nieba, który powodował ze pociłem się niemiłosiernie a ubrania przyklejały mi się do ciała, widoki zniszczonych przez wojnę budynków w centrum stolicy, które wyglądały jak otwarte i jątrzące się rany na smutnej historii tego miasta, jak gdyby wojna skończyła się tu wczoraj, zdezelowane pojazdy komunikacji miejskiej, infrastruktura, która działała jakby na słowo honoru a za chwile miało wszystko runąć, budynki grożące zawalaniem, wiszące kable, brudne auta i autobusy oraz przystojni mieszkańcy.

Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Wiedeń – dzień 4

W dniu powrotu od rana przeglądałem zaległą pocztę. Jak automat czytałem i odpowiadałem na maile, co kilka minut przerzucając zawartość skrzynki do folderu ‘done’. Nim się zorientowałem było już po 11 a za nie cale dwie godzinny odlatywał nasz samolot. W lekkim popłochu wrzucaliśmy do bagażu nasze rzeczy, kosmetyki, bacznie obserwując by czegoś przypadkiem nie zostawiać. Jeszcze przed opuszczeniem z pokoju rzuciłem okiem by po raz ostatni upewnić się ze na pewno wszystko spakowałem. Zebrałem panoszące się po pokoju ręczniki z zamiarem rzucenia ich katem w łazience.
Razem z M zjechaliśmy winda do lobby i zniecierpliwieni stanęliśmy w kolejce do recepcji. Gdy przyszła moje kolej podszedłem do uśmiechniętej młodej dziewczyny i poinformowałem ze chciałbym zdać pokój, po czym położyłem na blacie obok siebie kartę do naszego pokoju… i wszystkie nasze zużyte ręczniki.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wiedeń – dzień 1

Na początku roku przeglądając promocje w hotelach natknąłem się na ofertę
Radissona w Wiedniu. To miasto wydało mi się ciekawym miejscem na spędzenie tam urodzin. W tajemnicy przed M zarezerwowałem dla nas pobyt a o całym pomyśle
poinformowałem dopiero w maju, kiedy niespodziewanie podczas niedzielnego
śniadania zapytał mnie czy myślałem już jak spędzimy w tym roku moje urodziny.

Prawda jest taka, że M jest zły, kiedy planuje nasze wyjazdy z dużym wyprzedzeniem, uważa ze życia nie można zaplanować a ja na każdym kroku staram się mu udowodnić że jednak można…
Po ostatniej mojej akcji z kupowaniem biletów na Zanzibar na 10 miesięcy przed wyjazdem musiałem mu obiecać już nigdy tego nie zrobić. M. uważa mnie za porządnie szurniętego pod względem planowania. W październiku ledwo wróciliśmy z urlopu na Bali a ja już na następny dzień mogłem planować przyszłoroczne wakacje. Dlatego właśnie żeby zbytnio go nie denerwować na wszelki wypadek nic mu nie wspominałem i za jego plecami zacząłem organizować nasz wyjazd. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.

Czasami, gdy spotykamy się z naszymi wspólnymi znajomymi ostrzega ich by nie zaczynali tylko w mojej obecności tematu urlopów i wyjazdów, bo ja mam już w głowie zaplanowane wszystko na kilka lat na przód i tylko czekam na okazje żeby moc o tym opowiadać.

W noc przed wylotem, dokładnie o północy M wręczył mi urodzinowe prezenty. Dostałem
markowy pasek, który wspólnie podziwialiśmy na wystawie u Bernis’a, butelkę
ulubionych perfum, kolejna serie ulubionego serialu na dvd i bilet pierwszej
klasy do Zurychu skąd wylatywaliśmy do Wiednia. Niemal w tym samym momencie
dostałem pierwsze smsy z życzeniami.

Do Wiednia mam sentyment odkąd przyjechałem tam pierwszy raz z A. Zapamiętałem uczucie jak niesamowite wydało mi się to miasto, zostawiłem tam masę fajnych wspomnień, wydarzeń i pilota wycieczki.

Radisson Palais bardzo spodobał się M. Gustownie urządzony pokój z widokiem na park i
pomnik Straussa trafił w jego czuły punkt. Jednym z pierwszych miejsc, do
którego udaliśmy się tego dnia była kawa w hotelu Sacher. Popijając prosecco
odbierałem kolejne smsy z życzeniami. Nie spodziewałem się ile osób może o mnie
pamiętać tego dnia, dlatego czułem się jeszcze bardziej spełniony, ze spędzałem
ten dzień właśnie tam, w eleganckim hotelu, u boku ukochanego mężczyzny, w
ciepły słoneczny lipcowy dzień.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Berno – dzien 739

Ja mam ciekawą pracę.

Były nawet takie momenty, że myślałem, że trzeba pomyśleć o spłacie długu, który dał mi los. Myślałem, że jeśli ktoś miał szanse i z niej skorzystał, to później ma niejako obowiązek zaszczepienia wśród innych wartości, które posłużą rozwojowi ich samych.
Pomysł ‚spłaty’ mojego długu szybko wybiłem sobie jednak z głowy. Balem się, że w Polsce co najwyżej może spotkać mnie zawiść i plucie w twarz.

Idealna praca to taka, która zmusza cię by wciąż ciężko pracować, choć tak naprawdę nie musisz. Codziennie budować coś nowego, codziennie coś nowego odkrywać i czegoś nowego się uczyć. Poznawać też niesamowitych ludzi. Realizować swoje małe i większe marzenia, które jeszcze bardziej cię inspirują.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Helsinki – dzień 2

Najprzyjemniej spędziłbym tutaj czas razem z M. ale niestety nie tym razem. Za każdym razem, kiedy odwiedzam nowe miejsca myślę o tym że i jemu chciałbym moc je pokazać, by mógł być tutaj razem ze mną. Nie określiłbym tego uczucia pustką czy samotnością, bo lubię i cenię sobie te moje wyjazdy w pojedynkę; dziwnym trafem przy okazji poznawania nowego miejsca łapie się w myślach że koniecznie musze pokazać to kiedyś M. Nie, nie czuję się samotny, bo umiem zorganizować sobie dzień pełen wrażeń, ba nawet całą noc, choć z perspektywy czasu jakbym mniej przywiązywał do tego uwagi. Utarty scenariusz z lokalnymi atrakcjami w roli głównej, który przewinął się przez Stambuł, Sofię, Londyn, Dublin, Bukareszt, Rygę, Berlin, Sztokholm, Zagrzeb, Budapeszt i Dusseldorf – gdybym teraz tego nie wyliczył chyba lepiej bym sobie nie uzmysłowił ile tego było.

Siedziałem na schodach pod katedrą św. Mikołaja i jak zwykle z zainteresowaniem obserwowałem innych ludzi.
Nisko latające mewy przypominały o tym ze gdzieś blisko znajduje się morze, dookoła typowo skandynawska niska, prosta i funkcjonalna architektura i te pustki na ulicach przypominające o malej gęstości zaludnienia. W Helsinkach znalazłem pomysł jak chciałbym mieszkać, w apartamentowcu z dużym przeszklonym balkonem.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Helsinki – dzień 1

W stolicy Finlandii podobno najładniej jest w lecie, gdy świeci śłonce, nie pada i nie jest zimno. Kilka osób, którym wspomniałem o wyjeździe w tamten rejon stwierdziło, że trafię na najlepszą porę do odwiedzin skandynawskiej stolicy.

W Helsinkach dał o sobie znać uśpiony i raczej głęboko ukryty instynkt samozachowawczy. Kiedyś wyszedłem, że niby na chwilę, pod byle pretekstem rzucając parę nic nieznaczących słów, które nie zapowiadały tego, co nastąpiło potem – i nigdy nie wróciłem. Teraz było inaczej, zniknąłem, ale bardziej była to ucieczka – nie byłem na tyle asertywny żeby podziękować w momencie konfrontacji w realu.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz