Mosul

Niełatwo było mi dziś w nocy zasnąć. Prawie do rana przeleżałem w łóżku zasypiając może dopiero po 4. Wierciłem się i kręciłem. Późnym wieczorem dostałem jeszcze info od konsula że kopię noty do irackiego MSZ, z prośbą o wpuszczenie mnie do północnego Iraku, prześlą mi dopiero we wtorek albo środę. Nie było mi to rękę, zirytowałem się bo doskonale wiedział kiedy planuję wjazd do Erbilu dlatego na oparach cierpliwości ostatni raz grzecznie, ale stanowczo napisałem mu rozumiem, że był weekend i święto narodowe. Ale jeśli ich placówka miałaby możliwość oraz chęć udzielenia mi pomocy, to bardzo zależałoby mi na otrzymaniu poświadczenia naszybciej jak się da.

Długo nie było żadnej odpowiedzi, a potem coś w stylu, że tak się nie da i lepiej zaczekać.

Przed wyjazdem z Mosulu pojechaliśmy najpierw na śniadanie, ale nie byłem wstanie nic przełknąć, wypiłem tylko kawę a właściciel baru poczęstował mnie papierosem. Poszliśmy przejść się po lokalnym bazarze, zobaczyć jakie spustoszenia zostawiły po sobie walki o Mosul – ISIS walczący z armią iracką i wojskami sprzymierzonymi. Widoki przygnębiające jak w Aleppo.

Z Mosulu do Erbilu jest niecałe 85 km, trasę pokonuje się w 60-90 minut.  Pierwszy punkt kontroli przejechaliśmy bezproblemowo. Pokazałem paszport, potem stronę z wizą, od razu machnęli nam żeby odjechać. Drugi punkt kontroli przepuścił nas bez sprawdzania czegokolwiek. Wtedy poczułem że to może się udaċ, że kontrole są pobieżne, że przejadę cały Irak na improwizowanym paszporcie. Lepiej się wtedy poczułem, trochę zeszło ze mnie ciśnienie, zacząłem rozmawiać na luzie z przewodnikiem, bo od rana byłem raczej małomówny.

Trzeci główny punkt kontrolny a zarazem granica regionu wyglądał już jak przejście graniczne z prawdziwego zdarzenia. Duży wiata, kilka pasów, na każdym po kilka stanowisk, barierki, saperzy, mnóstwo obsługi, policji. Pan w uniformie poprosił o nasze dokumenty, pobieżnie je sprawdził, kazał otworzyć bagażnik, po czym pomachał żeby jechać dalej. Kolejny pan w ogóle nie był zainteresowany naszymi dokumentami, zadawał pytania po arabsku, pytał się o mnie i też pozwolił jechać dalej. Murtda uśmiechnął się pod nosem i skomentował tylko, że nie wierzy że to się dzieje naprawdę. Trzeci, najbardziej niepozorny pan, kazał nam zawrócić, zjechać na pobocze i przejść przez tzw. procedurę wjazdu. Kierowca zrobił jak mu kazano, wróciliśmy do punktu wyjścia, ale do punktu wydającym jakieś podstemplowane kwitki nie poszedłem, zostałem sam w samochodzie. Po kwadransie znowu ustanowiliśmy się do wjazdu licząc że będzie to już tylko formalność aby w końcu wjechać. Wtedy jakiś inny pan powiedział, że mamy stanąć na pasie awaryjnym, a ja udać się do jeszcze innego punktu i dostać dodatkowy kwitek z pieczątką do naszej kolekcji. Lekko tęgawy pan o niebieskich oczach siedzący w okienku przejrzał mój paszport, wizę, coś tam wpisał do komputera, mój papierowy spinacz wpięty w pierwszą stronę nie wydał mu się niczym dziwnym. Murtda rozmawiał, ja stałem i patrzyłem przed siebie bylem sparaliżowany i słyszałem jak oddycham. Po chwili paszport do mnie wrócił i udaliśmy się w stronę auta. Wtedy niespodziewanie zaczepił nas jeszcze wojskowy, który już nas sprawdzał, zapytał czy mam kolejną kartkę z pieczątką. Nie miałem, więc musieliśmy wrócić do okienka. To była już i tak tylko formalność, miło wyglądający, spokojny pan poprosił jeszcze raz o mój dokument i wtedy usłyszałem w głowie jakby huk zsuwającej się blachy falistej – strona ze zdjęciem się zsunęła. Pan pozostał niewzruszony, popatrzył, wpisał adnotację że skoro wizę mam aktualną, to do uszkodzonej strony w paszporcie nie będzie się przyczepiał, ale poradził mi naprawić swój dokument. Nie kryłem zaskoczenia, że tak ulgowo mnie potraktowano, wróciliśmy do auta nie dowierzając w to co się właśnie stało. Po chwili zauważyłem też wiadomość od konsula, z kopią noty do irackiego MSZ, gdzie prosi służby graniczne żeby zgodzili się na mój wjazd na terytorium Północnego Iraku. Konsul się ogarnął i wysłał mi pismo akurat jak stałem na bramce, trochę późno ale nie za późno. Akurat jak mi kartki przeglądali i odkryli że podróżuje na „improwizowanym” paszporcie. Założę się że musiał byċ zirytowany, zakłóciłem jego weekendowe „dolce far niente“.

Jestem już w Erbilu i nawet jeśli panu konsulowi zajmie kilka dni, żeby uruchomić maszyny drukarskie, jestem bezpieczny albo bezpieczniejszy.

Filmowa ta moja podróż.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 3 Komentarze

Samarra

Samarra to historyczne miasto Mezopotamii, które osiągnęło apogeum, gdy zostało stolicą Imperium Abbasydów, a następnie zostało przeniesione do Bagdadu, które rozciągało się od Tunezji po Afganistan. Dziś turyści jak ja przybywają, aby zobaczyć słynny meczet i jego minaret, podczas gdy szyici przybywają z pielgrzymką do grobowców swoich dwóch ważnych islamskich imamów. Samarra to miasto święte. Cud archeologiczny tego miejsca to Minaret Malwiya (spirala) flagowa atrakcja turystyczna Samarry i jedna z najsłynniejszych w Iraku. Mający ok 50m wysokości budynek od kilkudziesięciu lat pozostaje najwyższym minaretem na świecie. Nie tak dawno temu odwiedzający to miejsce turyści skarżyli się na długotrwałe kontrole, które czasami kończyły się odmową władz. Inni wspominali, że ochrona czasami zatrzymuje paszporty podróżnych w zamian za bilet, zmuszając ich do powrotu do punktu kontrolnego. Z własnego doświadczenia co prawda zauważyłem, że w tej miejscowości nie było więcej punktów kontrolnych niż gdzie indziej, ale ochrona za każdym razem po prostu szybko zaglądała do mojego improwizowanego paszportu i ani razu nie musiałem z nikim rozmawiać ani czekać. Niestety, kiedy dotarliśmy na miejsce, brama była zamknięta. Murtda kazał mi się nie przejmować, znaleźliśmy rozerwany druciany plot, przeskoczyliśmy nad jakimś wałem, potem nad kanałem ze ściekami i jakby nigdy nic bokiem weszliśmy na teren minaretu. Gdy byliśmy gdzieś 50m od wieży, usłyszeliśmy wołanie strażnika, który przesiadywał w cieniu pod jednym z budynków. Nie wiem co do siebie krzyczeli, nie było prośby o łapówkę, ale na koniec na znak przewodnika musiałem odkrzyknąć „I love Iraq!”

Samarra jest kontrolowana przez szyicką milicję, która zabezpiecza ten obszar, chociaż miasto jest w dużej mierze sunnickie. I jak wspomniano powyżej, pochowanych jest tam dwóch z dwunastu szyickich imamów.

Sytuacja generalnie jest stabilna, jednak kontrowersje religijne i sekciarstwo mogą wpłynąć na jej niestabilność. Zwiedziłem ruiny w odległych rejonach miasta, w promieniu 20 km, ale nie odczuwałem zagrożenia. Mimo to przewodnik ostrzegł mnie, że obszar ten jest niestabilny i może znajdować się w strefie konfliktu, a nawet stanowić zagrożenie.

Ze strony władz nauczyłem się, że nie ma się czego obawiać. Wszyscy wydają się bardzo pomocni i uprzejmi. Przy okazji, absolutnie należy unikać robienia zdjęć przy punktach kontrolnych – wojskowych – lub czegokolwiek z nimi związanym, bez zgody milicjantów, i wtedy wszystko jest w najlepszym porządku.

Nie można zatrzymać się w Samarze, ponieważ hotele nie są dozwolone . Nie jest też możliwe przebywanie z miejscową ludnością, gdyż obcokrajowcy nie mają wstępu.

Wyjeżdżając z Sammary w kierunku Mosulu Murtada opowiedział mi o masakrze w Tikricie, miejscu urodzenia Saddama – zbiorowe egzekucje nieuzbrojonych szyickich rekrutów dokonane przez dżihadystów z Państwa Islamskiego w połowie czerwca 2014 po zajęciu miasta. ISIS opublikowało kilkadziesiąt zdjęć i nagrań z tej egzekucji, które można obejrzeć na internecie. Obejrzałem i żałuję bo nie można tych obrazów „odzobaczyć”.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bagdad – Samarra

W Bagdadzie można natknąć się na ślady Królowej Kryminałów Aghaty Christie. Znana ze swoich zawiłych powieści kryminalnych z udziałem kultowych detektywów, takich jak Herkules Poirot, Christie miała swoje własne tajemnice i przygody — szczególnie jej związek z Bagdadem. Ta mniej znana więź łączyła literaturę, miłość i archeologię, kształtując nie tylko jej sposób opowiadania historii, ale także jej osobistą podróż. To ponoć najczęściej tłumaczona autorka, który kochała Bagdad. W 1928 roku, po bolesnym rozwodzie, Christie wyruszyła w podróż do Iraku. To, co zaczęło się jako samotna przygoda, przerodziło się w trwający całe życie romans z tym regionem. Tutaj poznała archeologa, który później został jej drugim mężem i gdzie znalazła ukojenie, inspirację i drugi dom. Dom nad Tygrysem położony w historycznej dzielnicy Karrada Maryam oferował spokojny widok na rzekę i stanowił bazę wypadową do eksploracji starożytnych miejsc w Iraku.

Czas spędzony przez Agathę Christie w Bagdadzie był czymś więcej niż rozdziałem w jej osobistej historii — był kamieniem węgielnym jej twórczej podróży. Dom nad Tygrysem, choć obecnie w ruinie, jest świadectwem jej trwałego związku z miastem. Uznany za budynek dziedzictwa, przechowuje wspomnienia pisarki, której ciekawość i duch przekraczały granice. Przygody Christie w Bagdadzie są przykładem tego, jak miejsce może stać się postacią w życiu autora, wpływając na jego sztukę i wzbogacając jego dziedzictwo. Dla Christie Bagdad nie był tylko scenerią — był źródłem inspiracji, oazą spokoju i rozdziałem osobistego ponownego odkrycia.

Jej miłość do Iraku i jego mieszkańców, wkład w archeologię i ponadczasowy styl opowiadania historii wciąż fascynują czytelników, przypominając nam o głębokich związkach między życiem, sztuką i historią.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bagdad

Bagdad, stolica, która była centrum wielu imperiów i cywilizacji. Uwielbiała kontrast między nowoczesnością a starożytnością, gwarne rynki i spokojne ogrody, meczety i pałace.

W wielu aspektach historia Iraku jest historią całej ludzkości. Ogromna kolekcja Muzeum Iraku opowiada epicką historię ludzkiej cywilizacji, od najwcześniejszych osad po wzrost i upadek ogromnych imperiów. Te artefakty, z których niektóre mają ponad 10 tys. lat, pokazują rozwój wszystkiego, od narzędzi łowieckich i piśmienniczych po matematykę, sztukę, prawo, religię i przemysł – a ostatecznie – najlepsze i najgorsze impulsy ludzkości.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bagdad nocą

Tego samego wieczoru, po przyjeździe z Basry, szybko wybraliśmy się, aby zobaczyć stolicę Iraku nocą. Murtdaza nie przestaje mnie zaskakiwać swoją pomysłowością, ogarną nam na szybko taksówkę, potem jakiegoś busa i zabrał na najlepszą kawę z kardamonem w okolicy. Od tygodnia piję tylko herbatę i wodę, bo do rozpuszczalnej kawy instant czyt. l’aqua sporca przekonać się nie dam. Poszliśmy obaj na szybkie coś do baru prowadzonego przez Syryjczyków, pokręciliśmy się wzdłuż głównej ulicy i wróciliśmy do hotelu. W sklepach królują podróbki znanych marek.

Lokalna kuchnia smakowo bardzo mi imponuje, gorzej z ogólną estetyką podawanych dań.. Ile razy zabieram się do jedzenia staram się nie koncentrować myśli na tym, że jemy palcami a talerze, pojemniki i stoły niekoniecznie są wzorem czystości.

Nie przyjechałem tutaj jako turysta węszący śladów wojny. Współczesny Bagdad jest zamożnym i wyrafinowanym miastem, którego bogate życie kulturalne można mierzyć licznymi muzeami, uniwersytetami i instytutami. Ludzie wydają się bardziej otwarci, gościnni, nowocześni, często uśmiechają się do cudzoziemców, poza tym widać różnicę w sposobie jaki się ubierają, kobiety np. “pompują” sobie usta. Infrastruktura wymaga jeszcze poprawy, przerwy w dostawach prądu bywają uciążliwe, brud, gruz, uciążliwe kawałki metalu, szkła i plastiku na chodnikach nie wyglądają zachęcająco, ciągle lepiej patrzeć pod nogi, ale miasto ma swój bliskowschodni klimat…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bagdad – c.d.

Świadomość przemieszczania się  po obcym kraju bez ważnego dokumentu nie jest uczuciem szczególnie przyjemnym. Za każdym razem kiedy przejeżdżamy przez punkty kontroli żołądek skręca mi się w trąbkę i mam wrażenie, że przestaję oddychać. Czuję jak napinają mi się wszystkie mięśnie, robi mi się sucho w ustach, maksymalnie się koncentruję. Ten stan utrzymuje się do czasu, kiedy przyjeżdżamy niekontrolowani albo oddają mi paszport i machają ręką każąc odjechać. Jak dotąd  pomysł ze spinaczem zdaje egzamin, policję bardziej wydaje się interesować wizą i celem podróży niż moim zdjęciem.

Żeby zmniejszyć ryzyko problemu na granicy poprosiłem nasz konsulat czy ma możliwość wystawienia mi czegoś w rodzaju pisemnego poświadczenia, że w związku z brakiem opieki konsularnej na terenie Iraku niezbędne jest moje osobiste stawiennictwo w w Konsulacie RP w Erbilu celem wystawienia paszportu tymczasowego. Odpowiedź dostałem szybko, krótką i na temat. Jest weekend i oni nie pracują. Ale mają nadzieję, że jakoś mnie przepuszczą.

Mój iracki przewodnik nieproszony sam wziął sprawę w swoje ręce. Skontaktował się z Biurem Wywiadu ds. Bezpieczeństwa Turystycznego, zgłosił incydent z moim paszportem telefonicznie. Jeśli mnie zatrzymają, mamy dzwonić.

Jutro planujemy przekroczyć granicę i jeśli to się uda, od razy jechać do konsulatu wyrobić tymczasowy paszport. Autentycznie spodziewam się wszystkiego, że każą mi wziąć numerek albo umawiać się telefonicznie na spotkanie na za kilka dni.

Nastepny tydzień mam zaplanowany w Kurdystanie, powrót w niedzielę. Na horyzoncie pojawiła się nowa trudność: odwoływane są samoloty z/do Erbilu czy Bagdadu. Nic nie odlatuje do Turcji, Kataru czy Emiratów, żaden samolot nie ląduje na terenie Iraku. Nawet jeśli chciałbym skorzystać z innych linii by się nimi stąd wydostać, okazuje się że z paszportem tymczasowym wybór krajów przesiadkowych mam bardzo ograniczony i wcale nie jest to takie proste. 

Opublikowano podróże | Otagowano , | 8 Komentarzy

Bagdad

Prawie w każdej rozmowie, artykule w prasie, programie telewizyjnym  Irak przejawia się jako synonim konfliktów, krainy zakurzonych, wątpliwych sporów, ale w mediach próżno szukać atrybutów tego kraju: fantastycznego ptactwa, lśniących oaz, turkusowych rzek, żyznych dolin, obiektów znajdujących się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i wspaniałych krajobrazów miejskich. Niektóre z najstarszych społeczeństw na świecie wywodziły się z tej starożytnej krainy, wiele z nich uważa ten region za kolebkę cywilizacji.

Łatwo można ulec całkowitemu oczarowaniu opowieściami o Bliskim Wschodzie: bazarami Mosulu i Basry oraz fascynującymi ruinami starożytnego Ur, Uruk, Niniwa i Nimrudo których, dzięki odkryciom dawniej szeroko rozpisywały się gazety.

Jednak pomimo swojej chwalebnej przeszłości kraj od lat nie ma zbyt wielu powodów do świętowania. Większość infrastruktury politycznej, społecznej, fizycznej i gospodarczej Iraku została zniszczona w wyniku inwazji pod przywództwem USA w 2003 roku. Wybory i wycofanie wojsk w 2009r. zdawały się zwiastować drogę Iraku do ożywienia gospodarczego i były powody do optymizmu: pomimo utrzymującej się przemocy. Turystyka ponownie wzrosła do imponujących 2 milionów ludzi rocznie i rok rocznie ta liczba zwiększa się.

Rząd ogłosił nawet, że odrestauruje Łuk Ktezyfonu, największy na świecie łuk z cegieł i pozostałości starożytnej perskiej stolicy o tej samej nazwie. Rozpoczęto naprawę szkód wyrządzonych na południowych bagnach, które osuszył Saddam Husajn i wykorzystania ich statusu ostoi ptaków do stworzenia centrum ekoturystyki.

W 2013 r. sytuacja w zakresie bezpieczeństwa gwałtownie się pogorszyła, czego kulminacją było zajęcie przez islamską grupę bojowników ISIS w 2014 r. dużych połaci terytorium na północy. Sytuacja pozostawała bardzo niestabilna.

Pomimo ostrzeżeń rządu, aby unikać podróżowania do tego kraju, firmy zajmujące się wycieczkami przygodowymi nadal zabierają małe grupy do Iraku, choć nie na północ. Jeśli i kiedy sytuacja w kraju w końcu się ustabilizuje, nie ma wątpliwości, że turyści w większej liczbie powrócą do kolebki cywilizacji. Jednak do tego czasu zdecydowanie odradza się podróżowanie do Iraku.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Basra – w poszukiwaniu spinacza do papieru

W nocy źle spałem, przed snem przypomniało mi się, że na obecny numer paszportu wystawiono mi zaproszenie do wizy do Afganistanu. Nowy paszport, oznacza nowe zaproszenia a jedno i drugo wymaga czasu a wyjazd już na początku listopada. Włączyło mi się myślenie, rozkminianie, liczenie strat, kombinowanie, szukanie najlepszego rozwiązania. Tempo miałem szaleńcze a pisanie maili tej nocy szło mi jak z płatka. 

Z natłoku spirali negatywnych scenariuszy wyrwała mnie jedna myśl: utknąłem w Iraku, nie mam ważnego dokumentu podróży, nie wiem jak dostać się przez granicę do konsulatu a ja martwię się o to co będzie w listopadzie.

Trochę zeszło ze mnie ciśnienie, ale niepokój pozostał, bo nie wiem co dalej. Najchętniej po prostu ruszyłbym w kierunku Erbilu, ale nie chce ryzykować cofnięcia z granicy i konieczności powrotu 500 km do Bagdadu.

Od rana próbuje dodzwonić się do polskiego konsulatu oddalonego o prawie 900 km od Basry. Dziś w Iraku świętują Dzień Niepodległości stąd wszystkie urzędy, biura i muzea są zamknięte – dotyczy to także konsulatów. Mam jakiś numer, pod który dzwoni się w nagłych wypadkach, ale i on milczy.

Po kilku godzinach okazuje się że dzwoniąc z Iraku z komórki irackiej na komórkę kurdyjską (numer alarmowy polskiej placówki) jest blokada i połączenia nie są realizowane. 

Dodzwaniam się dopiero przez whatsup. Pan konsul powiedział to co, napisali w mailu, że nie wie czy mnie wpuszczą do Kurdystanu i że w Bagdadzie nic nie załatwię.  Zapytałem się więc go co dalej?

Szczerze spodziewałem się odpowiedzi w stylu „a na ch…ja się pan tam pchał?” ale pan urzędnik był profesjonalny.  A że muszę wrócić do Polski na czas więc i ja muszę być miły, rzeczowy i roztropny. 

Uzgodniłem z nim, że napiszę dokładnie kiedy i gdzie będę przekraczał granicę, które check pointy mijał, bo jest ich kilka nim dojedzie się do właściwego przejścia granicznego.

On skontaktuje się z tym przejściem i poinformuje, że będzie taki pan z podartym paszportem jechał i że mają mnie wpuścić. 

Jak dla mnie cały ten pomysł grubymi nićmi jest szyty, więc na trasie spodziewam się mocy przeżyć i emocji.

Najbardziej panikowałem, że zaraz jeszcze tę luźną kartkę zgubię albo odleci gdzieś z wiatrem pustyni i będę miał paszport książeczkę, bez pierwszej najważniejszej strony. Obudził się we mnie pomysłowy Dobromir i rano przed wyjazdem z Basry uskuteczniałem akcję poszukiwany papierowy spinacz.

Basra wcale nie zachwyca. Niby drugie największe miasto w Iraku, ale nie ma tu niczego interesującego. Dawny pałac Saddama przerobiony na muzeum jest dziś zamknięty, nie mogłem go nawet zobaczyć, bo znajduję się za wysokim murem. Wieczorem po przyjeździe poszliśmy na spacer nad promenadę Corniche, z niewiadomego powodu była ciemna, nieoświetlona, było gorąco i potwornie wilgotno. Pierwszy raz spociłem się tak mocno, że zatęskniłem za klimatyzowanymi pomieszczeniami.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 Komentarze

Basra

Dojechałem do Basry. Zatrzymywali nas po drodze kilkakrotnie, ale zdążyłem do tego przywyknąć. W końcu to dla bezpieczeństwa wszystkich.

Na autostradzie po raz kolejny wertowali mój paszport, który niestety tym razem nie przeżył bezpośredniego spotkania z przedstawicielem irackiej władzy. Pan wyrwał mi kartkę ze zdjęciem i aktualnie jestem na etapie rozmyślania jak tu się nie wkurwiċ.

Ambasada w Bagdadzie jest ponad 500 km stąd, tam nie ma konsulatu, bo ten znajduje się w Erbilu 450km za Bagdadem. Telefonów nikt nie odbiera, napisałem maila, na dodatek w czwartek w Iraku jest święto narodowe (biura i urzędy pozamykane) a potem zaczyna się weekend więc w konsulacie zaczną pracować w niedzielę…

Rozumiem że potrzebuję paszportu tymczasowego żeby wrócić do kraju, ale nie wiem czy z takim zniszczonym paszportem wpuszczą mnie na teren Kurdystanu, bo między Irakiem a Kurdystanem istnieje kontrola graniczna.

Tak więc jestem trochę „w zawieszeniu” bo nie wiem gdzie powinienem się udać.

Napiłbym się teraz drina, ale nawet tego tutaj nie mogę.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 3 Komentarze

Kierunek Basra

Wcześnie rano wyjechaliśmy do Basry po drodze zatrzymując się …. na bagnach. 

Irackie bagna należą do jednych z największych na świecie, Saddam raz je nawet osuszył walcząc z bojownikami przeciwnymi jego reżimowi, zamieniając je w półpustynię. Obecnie ich stan się poprawia, po upadku reżimu ludzie zaczęli niszczyć tamy i umożliwiać wodzie powrót do osuszonego bagna. Jakiś czas temu wpisane zostały nawet na listę dziedzictwa UNESCO. Mieszkańcami tego terenu są Arabowie bagienni żyjący w prymitywnych warunkach bez prądu i bieżącej wody tzw. ludzie trzcin. Rdzenna ludność zajmuje się tu rybołówstwem i uprawą roślin od 5000 lat. Hodują bawoły wodne i budują domy z trzcinowisk na pływających wyspach w miejscu, gdzie rzeki Tygrys i Eufrat spotykają się przed wpłynięciem do Zatoki Perskiej.

Jeden pan, lider lokalnego klanu, wziął mnie na przejażdżkę swoją „wypasioną” łodzią podczas której mogłem podziwiać kąpiące się bawoły oraz bagienne krajobrazy. Potem zabrał mnie w trzciny i zaczął mi śpiewać. Przejażdżka miała na celu pokazanie okna w przyszłość, która może dotknąć inne części świata, jeśli nie będziemy zapobiegali i łagodzili zmian klimatu.

Dziś w nocy odebrałem kilkanaście wiadomości jakoby nad Irakiem zamkniętego przestrzeń powietrzną i nie latają żadne samoloty. Otóż samoloty latają, lotniska zamknięto wczoraj na 120 minut, bo Iran potrzebował wystrzelić z stronę Izraela kilka czy kilkanaście tysięcy dronów.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz