Na wieczór przed wylotem

Moje wyprawy do Warszawy nabierają zupełnie innego charakteru. Choć nie są już tak szalone, beztroskie, pełne kolorów i hałasu, jak kiedyś, to jednak przynoszą mi coś cennego – poczucie nostalgii ale i spokoju. Cudownie było znów tu być, odwiedzać miejsca, które kiedyś znałem jak własną kieszeń – hotele, sklepy, restauracje, bary i księgarnie. Każde z nich przypominało mi o tamtych wydarzeniach i ludziach, którzy wciąż są w mojej pamięci, niezmiennie. Spotykając znajome twarze, poczułem, jak wiele się zmieniło, ale jednocześnie dostrzegłem, jak płynnie ten proces przemijania wpisuje się w życie. Czas nie zatrzymał się dla nikogo.

Otagowano | 7 Komentarzy

Morze

Spędziłem cały tydzień nad morzem i jestem z tego powodu uszczęśliwiony. Odpocząłem, naładowałem baterie, miałem czas tylko dla siebie na lenistwo, spacery i komfort niemyślenia o pracy. Tyle tylko, że wybór miejsca tzn. morze poza sezonem nie był najlepszym pomysłem, bo wszystkie knajpy, bary, restauracje okazały się być akurat zamknięte. Spacer promenadą, bez możliwości przycupnięcia na kawę czy gofra trochę mnie frustrowało, ale za to nie było tłumów, rodzin z dziećmi, bazarów, kramów z chińszczyzną, salonów gier, dmuchanych zamków, cukrowej waty i ciucholandów. W mojej okolicy otwarte były tylko 3 sklepy Caritasu – jakby powiedział to M.: Lidl, Biedra i Dino.

Pierwszy raz w życiu odwiedziłem Mielno i byłem zaskoczony, nie spodziewałem się że o tej porze roku jest tam tak ładnie, szczególnie promenada, w porównaniu z innymi nadmorskimi miejscowościami Mielno daje się lubić. W sezonie muszą być tutaj tłumy. W ramach ukulturalniania się jednego wieczoru wybraliśmy się także do teatru w Koszalinie. Roznegliżowana pani Beata Ścibakówna robiła wrażenie , pan Zamachowski w negliżu mniej wyszedł apetycznie.

Przez cały tydzień mieliśmy całkiem ładną pogodę. Z żalem wracałem do domu bo na południu aura była iście barowa. Powrót do Wrocławia minął szybko, w niedzielę wieczorem wypakowując torbę wpadł mi do głowy pomysł, że w poniedziałek i tak nie wrócę jeszcze do biura.

W biurze rzeźnia, obłęd, krwawa łaźnia, kociokwik, pieprznik i rozpiździel – Indianie słuchają, kiwają głowami ale bez zrozumienia.

Żeby nie było że tylko narzekam. Drugi raz w tym roku dostałem nagrodę – premię więc dobra passa trwa. Stwarzam pozory bycia niezmordowanym, sumiennym, rzetelnym pracownikiem.

2 Komentarze

Słodkie nicnierobienie

Słodkie nicnierobienie trwa. Pogoda nad morzem nie rozpieszcza, ale w przeciwieństwie do lokalnych stron, tutaj nie pada i czasami pojawia się słońce. Ścieżkę wzdłuż morza w Ustroniu znam już na pamięć, codziennie pokonuję trasę 8km od pierwszego do dziesiątego wejścia na plażę, zapodaję sobie rybkę, piję kawę w jedynej otwartej poza sezonem kawiarni, po czym późnym popołudniem jadę na basen przez dwie godziny popływać i zrelaksować się w saunie. Wracam do domu i odpalam odcinek serialu albo kuchennych rewolucji po czym kładę się spać.

Dziś wybrałem się na wycieczkę do Kołobrzegu. Jako dziecko corocznie do 9 roku życia spędzałem tutaj lato z rodzicami albo dziadkami. Nie było mnie tutaj prawie 40 lat i praktycznie nie poznałem miasta. Spacerując po dawnych znanych punktach miasta rozpoznawałem niektóre stare budynki, wkomponowane w przestrzeń obecnych w większości współczesnych i bardziej nowoczesnych budynków.

3 Komentarze

Szum fal

W pracy trwa niekończący się zapieprz, ale dałem sobie na wstrzymanie i nie eksploatuję się już tak mocno jak jeszcze kilka tygodni temu. Unikam pracy po godzinach, nie wstaję o 5, nie angażuję się w rozmowy na czatach, o 17.00 wyłączam komputer, telefon i znikam.

Na fali tego buntu w piątek niespodziewanie wziąłem wolne, wsiadłem w samolot i poleciałem do Warszawy spędzić weekend z V. która specjalnie dla mnie przyleciała z Genewy. Chodziliśmy po stolicy, stołowaliśmy się w klimatycznych kawiarniach i restauracjach, nadrabiając miesiące niewidzenia się.

Efekt był taki, że po powrocie do pracy w poniedziałek byłem całkowicie rozleniwiony, zupełnie nie mogłem wejść w dawny tryb pracy, wszystko zajmowało mi dwa albo trzy razy więcej czasu. Klient wymyśla, zmienia zdanie, zespół się buntuje a ja jak mantrę powtarzam rytuały dnia od 8-17.00.

W tym tygodniu spiętrzyła się masa spraw i tematów, piątek zapowiadał się koszmarnie z gwarancją bólu głowy na koniec dnia i przez weekend. Nowy rok, zima, pierwszy kwartał a ja jeszcze przecież chory nie byłem – wpadło mi do głowy przed snem. Przez teleporadę wziąłem L4 i pojechałem na kilka dni nad Bałtyk.

Jestem w Ustroniu Morskim, mam ładny, wygodny apartament blisko morza, chodzę codziennie na spacery, wdycham jod i nie zastanawiam się co będzie, jak wrócę.

5 Komentarzy

Może od jutra będzie lepiej

Może od jutra będzie lepiej powtarzam sobie jak mantrę od początku nowego roku. W pracy mam zajob, z zespołu nagle zniknęły 3 doświadczone osoby, w zamian przyjęliśmy jedną nową z Indii. Młoda, niedoświadczona matka dwojga dzieci, która zgodziła się pracować w naszej strefie czasowej co oznacza dla niej pracę od 15 do 23. Z powodu dziwnych roszad w zespole trafiła pod moje skrzydła, więc uczy się, zadaje mnóstwo pytań powierzam jej zadania które próbuje wykonywać samodzielnie, ale po kilku godzinach zauważam jak dopada ją zmęczenie, spada jej zapał i możliwość koncentracji. Wcale mnie to nie dziwi, dlatego często zmuszony jestem kończyć po niej to co nieporadnie zaczęła. Brytyjski klient wymyślił, że wszyscy w naszym zespole zostaną zastąpieni niedoświadczoną, tańszą siłą roboczą, niewykwalifikowaną, z której w krótkim czasie zrobimy specjalistów. Swój dzień rozpoczynam pobudką o 5 rano, odpalam komputer, przydzielam ludziom zadania zaglądając, że o 8 kiedy pojawię się w biurze zostaną wykonane, żeby wspólnie zacząć pracować na tymi, które w większości pojawiają się między 10 a 18. O 15.00  kończą pracę dwie Hinduski, które zaczynają pracę o 6 rano. Sam z biura wychodzę o 18 żeby po powrocie do domu dokończyć tematy pilne. Na kolorowej prezentacji z logo firmy ten cykl wygląda ładnie, rzeczywistość jest inna, bo papier wszystko przyjmie.

– jestem w pracy przez 12-14 godzin na dobę, nieustannie gaszę pożary, załatwiam sprawy doraźne, czytam, odsłuchuję i komunikuje zespołowi wymagania klienta.

– dwie Hinduski tak samo niedoświadczone i niesamodzielne czekają aż pojawię się online żeby zasypać mnie pytaniami. Zdzwaniam się z nimi kilka razy dziennie a to czego nie potrafią załatwić spada na mnie.

– Hinduska, która jest z nami najkrócej, nie jest niezależna w ogóle, rozmawiam z nią kilka razy dziennie prowadząc ją za rękę, jeśli czegoś nie potrafi czeka aż jej to wytłumaczę, pokażę i zrobimy to razem.  

– moja sytuacja: praca leży, jestem zalewany życzeniami, prośbami i pilnymi sprawami od klienta. Na koniec dnia jestem tak przebodźcowany, że łeb mi pęka i coraz trudniej wynaleźć mi sposób żeby o tym wszystkim zapomnieć i się zrelaksować.

– co czują dziewczyny, które mają rodziny i dzieci, mają na głowie swoją pracę – nie wiem.

Dziś w nocy obudziłem się o 4 rano, sama myśl że za kilka godzin wejdę do tego cyrku sprawiła, że wziąłem urlop na żądanie. Wyłączyłem telefony, komunikatory, powiadomienia, portale społecznościowe. Spałem do południa, umówiłem się na kolację z koleżanką, dla której nigdy nie miałem czasu, zrobiłem sobie smakowite śniadanie, na co nigdy nie miałem czasu, zrobiłem porządek w szufladach z papierami na co nigdy nie miałem czasu, wyprałem poduszki na co nigdy nie miałem czasu, rozsiadłem się na sofie którą mi naprawiono, włączyłem telewizor żeby bezmyślnie obejrzeć odcinek dawno nieoglądanego serialu, na co nigdy nie miałem czasu.

Dopiero jutro wrócę do kołchozu.

Opublikowano praca | Otagowano | 7 Komentarzy

mój kolega Ali

W mojej pracy ponad 10% pracowników naszego biura stanowią obcokrajowcy. Wśród nich największą grupę tworzą Irańczycy, Algierczycy, Włosi, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy, Hindusi, Algierczycy, Marokańczycy, Ukraińcy, Egipcjanie, Kameruńczycy, Angolczycy. Wielu z nich podjęło się trudnego zadania nauki języka polskiego, aby przystąpić do egzaminu z języka, celem uzyskania Karty Polaka. Uważam to za śmiały cel i wspieram każdego kto chce zamieszkać w naszym kraju i korzystać z praw z tym związanych. Mój bardzo dobry kolega z Maroka ostatnio na posiadówce w firmowej kuchni opowiedział nam historię którą bardzo chcę zapamiętać. A. od kilku lat mieszka w Polsce, uczy się polskiego, idzie mu całkiem dobrze, chętnie ćwiczę z nim – podobnie jak inni –  rozmówki polskie, pomagam w zadaniach domowych i wypracowaniach, tłumaczę zawisłości ortografii.

A. mieszka w wynajmowanym mieszkaniu w centrum Wrocławia. Pali, a większość wspólnot i spółdzielni formalnie zabrania palenia na prywatnym balkonie lub klatce schodowej, wskazując do tego miejsca wyznaczone dla palaczy tj. przed bramą lub na ulicy przed blokiem. W ziemie A. pali więc w kuchni przy uchylonym oknie i ostatnio usłyszał komentarz sąsiadów z piętra: „to ten ciapaty z dołu znowu pali”.

Sprawdził w słowniku słowo „ciapaty” i bardzo się obruszył, bo zrozumiał że to o nim, że to określenie obraźliwe, poza tym on ciapatym przecież nie jest. Siedzieliśmy sobie wszyscy w kuchni, przy kawie, zaczęliśmy szukać po internecie i rzeczywiście ciapaty to osoba pochodząca z Indii, Pakistanu, Bangladeszu ale tez krajów arabskich lub ciemnoskóra. A. ciemnoskóry nie jest, ale śniady już tak, więc temat uznaliśmy za zamknięty.

A. nie odpuszczał, bo koniecznie nie chciał być ciapatym czy brudasem.

Zaczęliśmy rozstrzygać na głos opcjonalne synonimy: pakol, arabus, szmatłogłowy, ciapol, ciapak, brudas, smoluch, czarnuch, asfalt…

– To czy możecie nazywać mnie szmatłogłowym? – zapytał niespodziewanie.

– No nie bardzo, bo nie nosisz turbanu. A. do pracy przychodzi zawsze nienagannie ubrany, garnitur, biała koszula albo jakieś eleganckie spodnie i polo.

– To może asfalt? To określenie bardziej mi się podoba. – poprosił.

A. wiesz co to znaczy asfalt po polsku? – zapytałem

– Nie, ale brzmi czule – odparł A. zanosząc się rozbrajającym szerokim uśmiechem białych zębów.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Styczeń

Wróciłem z urlopu z Madery i rzuciłem się w wir zawodowych obowiązków. W połowie roku szykują się duże zmiany, potrzebuję zatrudnić kogoś w Indiach, bo w przyszłości moją pracę będą wykonywali ciapaki. Mam stworzyć plan przeniesienia wiedzy do Indii, zatrudniać, wyszkolić nowych pracowników i sprawić że nie odbije się to na jakości pracy. Potrafię wiele, mogę zatrudnić obiecujących kandydatów, zorganizować kilka miesięcy szkolenia, być miły i cierpliwy ale za nikogo nie zrozumiem ani tego nie sprawię.

Z planami wyjazdowymi na Azory miałem poczekać do połowy lutego. Nie wytrzymałem, kupiłem już bilet do Porta Delgada a na koniec czerwca wpisałem w kalendarzu tygodniowe L4.

Odwiedziła mnie koleżanka, została na noc, spała w salonie na rozkładanej sofie. Moja sofa, gdyby mogła mówić napisałaby pamiętniki czerwonego pantofelka, wiele widziała i wiele przeżyła. Niestety nie uniosła wagi koleżanki i pękły mi nóżki przez co szykują mi się nowe wydatki.

Zacząłem mieć wątpliwości czy wyjazd do Kongo z początkiem nowego roku to był dobry pomysł. W Afryce pociąga mnie nic, nie ma tam kultury, muzeów, owszem są widoki, natura, fauna i flora ale im więcej myślę że miałbym spędzić dwa tygodnie w dżungli z gorylami, w potwornie wilgotnym klimacie, łazić po krzakach, chaszczch, torując sobie drogę maczetą, unikać komarów, spać w namiocie, pocić się, myć się w beczce z wodą, potem w Angoli wydawać astronomiczne kwoty na byle jakie wydatki to odechciewa mi się takiej przygody. Nawet dolot do Brazzaville jest fatalny i zaczynam myśleć że kontynent afrykański nie jest mi przeznaczony.

Weekendy spędzam w gronie bliskich mi osób. Obecny spędziłem na gotowaniu i nie wiem o co w tym chodzi, ale zauważyłem że gotowanie mnie uspokaja, bardzo odpręża i sprawia mi przyjemność.

2 Komentarze

Madera

Na Maderze mógłbym mieszkać. Klimat przypomina mi Bay Area z San Franciso bo nigdy nie jest ani za ciepło ani za zimno. Deszcze zdarzają się wszędzie i zdaje sobie sprawę że mieliśmy szczęście przez cały nas pobyt ani razu nie padało.

Zawodowo nie sądzę że znalazłbym tutaj pracę, chyba że bym się przekwalifikował na coś bardziej związanego z turystyką, kokosów bym na tym nie zarobił ale żyłoby mi całkiem dobrze. Musiałbym tylko nauczyć się portugalskiego bo bez znajomości lokalnego języka byłoby mi gorzej.

Do hotelu mamy pod górę, codziennie kilka razy wspinam się na Kilimandżaro albo conajmniej ściankę bo wzniesienia mam wrażenia są tutaj pod kątem 90 stopni.

Kiedy przylecieliśmy tutaj z K. pierwsze co zauważyliśmy to że nie ma tutaj turystów z dziećmi. To olbrzymia zaleta bo rozdartych dzieci oboje nie znosimy.

Codziennie pokonujemy pieszo po kilkanaście kilometrów, zwiedzane miejsca wymagają wspinania się ale zdążyłem polubić ten wysiłek.

Często spacerując po lokalnej promenadzie oglądamy tutejsze apartamentowce z olbrzymi oknami, których widok wzbudza nas zachwyt. Ich cena pozostaje nieosiągalna, ale miło jest wyobrazić sobie że nas na nie stać.

Jedzenie w hotelu jest bardzo dobre, zarówno na śniadanie jak i kolacje serwują nam bufet. Głodny nie chodzę.

Podobno Azory są bardzo podobne, tylko dziksze dlatego następny wyjazd planujemy właśnie tam. Podobno Azory to Hawaje Europy i chcę sam to zweryfikować.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Madera

Ta wyspa jest przeurocza. Idealna temperatura jak dla mnie. Człowiek w ogóle się nie poci. Mamy szczęście bo w ogóle nie pada a ponoć opady zdarzają się tutaj regularnie. Nie ma tutaj piaszczystych plaż, ale zapierające dech e piersiach widoki zielonych gór schodzących do krystalicznie czystej wody oceanu wynagradzają ten brak. Rozumiem dlaczego Madera nazywana jest „wyspą wiecznej wiosny” bo klimat rzeczywiście jest bardzo łagodny a temperatura utrzymuje się na stałym poziomie przez cały rok. Niestety nie wypożyczyliśmy tutaj samochodu, bo w tym okresie wszystko zostało wykupione ale robimy wszystko żeby zwiedzić wyspę wzdłuż i wszerz.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Madera

Pomimo swojego wizerunku jako centrum emerytów, ta portugalska wyspa oferująca bary, górskie wędrówki, fale oraz tętniąca życiem stolicę Funchal, skradła moje serce.

Lecąc tam, zdawałem sobie sprawę że nie jest to najbardziej pożądane miejsce na wakacje w zimie, spodobało mi się jednak że Madera jest pełna „starych ludzi”, zaskoczył i oczarował mnie dramatyzm i piękno tego miejsca – strome doliny pokryte bujną zielenią, różowe domy mocno trzymające się zboczy.

Z przyjemnością chodziłem po lewadach Madery – dawnych kanałach irygacyjnych, które teraz służą jako szlaki turystyczne. Mój ulubiony prowadził przez tunele w górach, pod wodospadami i oferował spektakularne widoki.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze