Bern – dzień 82/83

Dai!
Dimmi, cosa ti manca ?
Sei mica, monca!
Sei fatta bene,
Sei fatta…
Che cos’altro, vuoi…
Se t’ha portato,
Via, lui!
Una madre,
Tu almeno, ce l’hai,
Ed un fratello,
Anche se, la sua corte, non vuoi…
Dai!
Ma, di che ti lamenti, ehm ?
Dopo, tre, quattro, interventi,
Una faccia, riavrai!
Vuoi suicidarti, anche tu…
Ci sono tante cose belle, in TV!
Ma tu pensa, che jella,
Se poi… Tu ti uccidi,
Ed il film, non vedrai!
Dai!
Ci sono cose, più importanti, sai!
E non venirmi, più a dire,
Che non ne puoi, più!
Gli psicofarmaci, ormai…
È una vita, che li mandi, giù!
Per te, abortire,
È come chiudere, un occhio…
È da dieci anni, che sei cieca,
Ormai… Ia!
Ma, ma, ma, ma, ma, ma!
Sevena! Se sei una…
Erano in quattro, laggiù…
Su quel prato, di periferia!
Ma, tu ancheggia,
Un po’ meno e vedrai…
La pelle intatta, a casa, porterai… Ai!
Sei… Insopportabile, sei!
Ma… Vivi!
C’è chi sta peggio… Che vuoi!?
Non ne posso, più…
E la ragione, dei miei mali, sei tu!
Ma, se non fossi,
Il problema, che sei…
Probabilmente, io non ti amerei!
Tragico samba, sei tu!
E la sfortuna, non ti mollerà, più!
Tragico samba, da ballare, da sola!
A un altro samba, non resisterai…Ai, ai, ai, ai, ai… Dai!
Questo è un tragico samba!
No! No! No!

Po wspólnej kolacji Marco odwożąc mnie do domu puścił te piosenkę na cały regulator i śpiewał ją doprowadzając mnie ze śmiechu do łez.
W ten sposób odreagował chwilową złość z powodu mandatu, który znalazł za szybą swojego auta.
Gdy byliśmy już pod moim domem pożegnaliśmy się jak zwykle, ale tym razem zaprosiłem go na górę i mandat odszedł w zupełną niepamięć…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Berno – dzień 81

W Dublinie na każdym kroku napotykałem Polaków. Sam mieszkam zagranicą, ale w Szwajcarii tego nie ma.

Szkolenie trwało 2 dni, w pierwszym dniu zaniepokoiła mnie ilość osób, która się na nim pojawiła, miało być 60 a przyszło 12.
Valerie na koniec dnia spłodziła soczystego maila, którego rozesłała do wszystkich świętych, co poskutkowało 100% frekwencją następnego dnia.

Do domu (cholera teraz mam dwa) wracałem przez Londyn-Heathrow, które ma świra na punkcie security.
Najpierw chcieli wybebeszyć mi wszystkie torby a potem kazali upchać laptopa i whisky w jeden mały podręczny bagaż.
Musiałem go nadać, bo bez tego nie wpuściliby mnie do samolotu. W Zurychu wylądowaliśmy późno w nocy i zamiast wskoczyć do pociągu musiałem najpierw poczekać na torbę.
Po 23. lotnisko było puste, wszystkie punkty informacyjne, kasy i biura pozamykane.
Zadzwoniłem do Marco, bo padł mi internet w komórce a nie wiedziałem czy będę miał szanse dostać się jeszcze czymś do Berna. Perspektywa szukania w nocy hotelu tez nie napawała mnie optymizmem.
W domu byłem o 2.30 a o 7 musiałem być w biurze. Przez cały dzień byłem niewyspany i wyglądałem jak zombie. Na dodatek przez przypadek skasowałem całą skrzynkę mailową naszego działu wraz z zawartością i całym archiwum…Prawdziwy master of disaster.
Debbie powiedziałem o tym dopiero na koniec dnia. Dzięki pomocy kolegi z Niemiec dane na szczęście po 10 godzinach udało się odzyskać.

Po mimo zmęczenia całego tego bałaganu ostatecznie polubiłem swoją prace. Jaka inna pozwoliłaby mi odwiedzić 7 krajów w ciągu 4 tygodni…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 1

Ucieszyłem się na ten wyjazd bo to zawsze jakaś odmiana od szwajcarskich landszaftów. Zorganizowałem sobie podróż tak, by w niedziele wieczorem spotkać się z kolegą z dawnej pracy i razem wyskoczyć na piwo do pubu.

Wcześniej wypadało przygotować się do tego wyjazdu, bo nie jechałem tam turystycznie, ale w tygodniu były ważniejsze rzeczy, dni mijały i co wieczór przed pójściem spać obiecywałem zająć się tym jutro, ale albo nie znajdowałem w ogóle czasu albo wypadało mi cos lub ktoś albo po prostu akurat cos przyjemniejszego było na widoku…

Mój ragazzo mnie rozczula. Spotkaliśmy się w czwartek u niego w domu na kolacji. Specjalnie dla niego wyszedłem tego dnia wcześniej z pracy. Najpierw przyjechał mnie odebrać a zanim zdążyliśmy do niego dojechać umówiliśmy się już na sobotę. Marco zaproponował mi bym się do niego wprowadził po tym jak, jego zdaniem, przypadłem do gustu jego kotu. Jako niespodziankę zainstalował w domu kablówkę z TV Polonia. Kątem oka oglądałem powtórkę 1478 odcinka Klanu co chwila słysząc jak Marco próbuje powtarzać usłyszane w tv słowa.

Dublin. Nie chciałbym mieszkać w tym mieście. Odstrasza mnie tam ten niezorganizowany tłum na O’Connell, te wszystkie stare, obdrapane i jakby brudne budynki. Podoba mi się typowo angielska architektura lubię atmosferę pubów, ale nie potrafię pozbyć się złudzenia, że wszystko wokół jest pokryte bardzo starym brudem, jakby niedomyte, zdezelowane, działa albo trzyma się na słowo honoru i zaraz tak naprawdę runie komuś na głowę…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 71

Nie mam weny do opisywania tego co dzieje się wokół.
Zycie towarzyskie na moment nabrało rozpędu, w pracy pojawiły się nowe wyzwania, z którymi chce się zmierzyć. Niepodziewanie pojawiły się nowe plany wyjazdowe i wizyty. Dokładnie rok temu byłem u Ryan’a i Katryn na ich weselu w Lozannie. Tym razem jest na odwrót – to oni przyjeżdżają do Szwajcarii odwiedzić mnie…
W listopadzie wreszcie urlop, wizyta we Wrocławiu, potem zaraz święta i znowu będzie Wrocław.
Do końca listopada musze uporać się z nowym projektem, od którego zależy co będę robił po nowym roku…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Berno – dzień 69

Dzisiaj Debbie zaprosiła mnie na 1-to-1 by omówić wyniki mojej pracy.
Jak to ona, od razu przeszła do konkretów – zakomunikowała mi, że ni mniej ni więcej, wykraczam poza jej oczekiwania.
Nie przeszkadzałem jej gdy wygłaszała glorie chwały na mój temat.
Siedziałem spokojnie wbity w fotel, jak gdyby nigdy nic, z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem wyrażającym beztroskość, po czym podziękowałem za zupełnie niezasłużone słowa uznania, zapewniając entuzjastycznie o dalszej chęci współpracy i zaangażowania w bieżące sprawy działu i nowe projekty. W środku czułem jak wypełnia mnie cudowny stan satysfakcji.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Berno – dzień 63

Wieczorem po pracy przyjechał do mnie Marco i zaprosił do siebie. Zabrałem butelkę wina i skorzystałem z okazji by spędzić ten wieczór razem. Zrobiliśmy sobie kameralne party na podłodze u niego w salonie. Wciąż popełniam gafy z winy słabej znajomości włoskiego. Gdy zobaczyłem że ma w domu kota głośno zachwyciłem się jego ślicznym cazzo (zamiast gatto) dorzucając parę pieszczotliwych określeń, na co z początku, wydawał się nie zwracać najmniejszej uwagi. W końcu skapitulował i wyprowadził mnie z błędu. Pewnie nigdy w życiu nie usłyszał tylu komplementów, czułości i zachwytów pod adresem swojego penisa…

Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 62

Kateryna wyciągnęła mnie w piątek po pracy do baru na drinka. Zdradziła mi swoje ulubione miejsce gdzie serwują najlepsze chicken wings w całym Bernie i się nie myliła. Opowiedziała mi o okolicznościach, w jakich poznała swojego męża. To jedna z najromantyczniejszych historii, jakie kiedykolwiek słyszałem. Oczywiście mi się taka nie przydarzy, ale za to ja mam swoje historie, o których lepiej żeby ona nie wiedziała…
Usłyszałem o tym, co działo się w firmie nim się tam pojawiłem.
Ogólnie było warto.

Otagowano | Dodaj komentarz

Diabeł ubiera się u Prady

Od poniedziałku zapowiadał się pracowity tydzień. Zaskoczeniem dla wszystkich było nie pojawienie się w pracy Debbie – oficjalnie źle się czuła. We wtorek było podobnie z tym, że zdołała wysłać mi mail z wypunktowaną listą spraw i bezwzględnie nieprzekraczalnymi terminami ich realizacji.

Vasilka obchodziła akurat tego dnia swoje urodziny i po pracy w większym gronie wybraliśmy się do Desperado. Bylem wypluty po pracy a na zabawę ochoty nie miałem. Kiedy wróciłem do domu żołądek miałem skręcony w trąbkę, zabrałem się do pracy i pracowałem do 4 nad ranem. W środę mój dzień wyglądał tak samo i podobnie noc. W czwartek na samą myśl o pracy robiło mi się niedobrze,
Debbie zostawiając mnie ze wszystkim założyła, ze sobie poradzę. Do czwartku musiałem przygotować raporty i powysyłać je do Stanów. Sęk w tym, że nigdy wcześniej samodzielnie ich nie przygotowywałem, ba! nawet nie miałem kogo o nie dokładnie zapytać…
W piątek Emilio miał ostatecznie zaopiniować datę sign-off’u dla Szwajcarii i wtedy wyszła prawda, że na temat całego projektu wie on jeszcze mniej ode mnie. Zadawał tak podstawowe pytania, że ja na jego miejscu zapadłbym się pod ziemię. Pomyślałem wtedy, że skoro on nie ma zielonego pojęcie co się tutaj dzieje, to ja nie mam czym się stresować, bo i tak wiem dużo więcej niż on…
Skoro projekt jest taki ważny, a Debbie pojechała od środy na urlop, zostawiając cały ten szajs za sobą, to znaczy, że nie powinienem był się od początku niczym stresować…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 60

W poniedziałek przypadkiem zawarłem nową znajomość z pewnym bardzo eleganckim Irańczykiem. Umówiliśmy się na drinka i nie byłoby w tym spotkaniu niczego wyjątkowego, gdyby nie to, że opowiedział mi historię o tym, jak rok temu spadł z roweru. Okazało się, że ma szramę w tym samym miejscu co ja, siniak na ramieniu i parę identycznych śladów na dłoniach. Siedzieliśmy w restauracji wśród dziwnie egzaltowanych gości i niespodziewanie zaczęliśmy się przed sobą dosłownie obnażać, pokazując sobie te wszystkie miejsca. Ludzie w koło byli z zniesmaczeni tym, co wyprawia się przy naszym stoliku, ale my bawiliśmy się przednio.
Lody między nami dziwnym trafem zostały nagle przełamane, M. opowiedział mi o sobie więcej, co robi i czym zajmuje się na co dzień.
Zaproponował, że pokaże mi swoje atelier z pięknym widokiem na miasto a ja z naturalnie brzmiącym głosem i radością przystałem na tę niewinną ‘niczego nie zapowiadającą’ propozycję, w końcu przecież faktycznie może straciłbym jedyną okazję zobaczenia wyjątkowo pięknego widoku.
No i zobaczyłem.
Pokazał mi parę bardzo ładnych drobiazgów, które kupił na aukcji po śmierci księżnej Sorayi, pamiątkowe albumy i fotografie. Widziałem też prywatne zdjęcia jak tajna policja w Iranie potrafi rozprawić się z ludźmi, którzy nie przestrzegają religijnych zasad.
Była też okazja by zasmakować bliżej języka farsi, żeby nie było co do tego jakichkolwiek wątpliwości…
W końcu gej, nawet jeśli dyplomata, to też tylko facet.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

HP revange

Stan upojenia nie trwał jednak długo. Wieczorem padł mi laptop i tym samym na tapecie pojawił się nowy problem. Zadzwoniłem do serwisu HP w Szwajcarii, ale każdy upierał się, że nie mówi po angielsku. Odsyłano mnie pod numer w Wielkiej Brytanii.
Kolega z Warszawy aktualnie był na urlopie więc nie mogłem liczyć na pomoc znajomego. Nie poddałem się i próbowałem kontaktować się z kimś innym.
Wiem, że mogę wysłać laptopa do Polski nawet zaraz, ale zawziąłem się załatwić to tutaj na miejscu, w ramach gwarancji. To żadne moje widzimisię, tylko ogólnodostępny standard dla każdego klienta…
Panna z help desku w Szwajcarii znowu ‘wysłała mnie na drzewo’, ale tym razem zdobyłem jej nazwisko a po kwadransie miałem numer telefonu, mail i namiar na przełożonego.
Będę ćwiczył eskalację powołując się na wartości HP.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz