W sobotę wybrałem się na bal karnawałowy.
Pojawiłem się tam dosyć późno, bo za długo drzemałem potrzebując zregenerować siły po wyjeździe J.
Impreza w budynku muzeum trwała do 2.00, jedzenie, które serwowano określiłbym jako siermiężne, brakowało miejsc siedzących, Steczkowska przyjechała z godzinnym opóźnieniem, zawyła kilka mniej lub bardziej znanych piosenek do kotleta po czym równie nagle zniknęła.. Dopisali za to ludzie, bo pojawili się fantastycznie poprzebierani (impreza była utrzymana w stylu lat 80tych) i tacy, których zwykle na takich zabawach nigdy nie było widać…
Niedziele spędziłem w odwiedzinach u prababci – byłem z siebie dumny, że udało mi się wstać wcześnie rano po całonocnej eskapadzie. Wieczorem dodatkowo wybrałem się z ojcem do Rynku na małe co nieco po szlaku Inspiracja – Złoty Jeleń – Paparazzi – Vincent.
Zrobić rundę wokół wrocławskiego Rynku przy okazji WOŚP, bez serduszka w widocznym miejscu i bez chęci wsparcia akcji wymagało bycia dzielnym i odważnym. Raz tylko usłyszałem za plecami, że mam zimne serce. Uśmiechnąłem się w myślach, bo od dawna twierdziłem, że mam w tym miejscu bryłkę lodu zamiast…
Autor listu o Impresjach znów sobie o mnie przypomniał – delikatnie wysłałem go na drzewo.
Z reszta nie tylko on sobie o mnie przypomniał. Los bywa przewrotny, ale jak nie szukam towarzystwa to wtedy się o mnie ludzie dopominają…
Późnym wieczorem wpadł M przypomnieć sobie, co mu się we mnie podoba. Będziemy obaj smażyli się za to w piekle…
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.