Impresje – bez ciągu dalszego

Autor listu o Impresjach z powodu mgły utknął gdzieś na lotnisku w Anglii, choć tak naprawdę nie mam żadnej pewności, że to prawda.
Bo to cały Pan B. – niewiadomo kto, niewiadomo skąd, niewiadomo czym się zajmujący ale ujmująco czarujący pozer.
Nic o nim nie wiem, prócz tego, że ile razy się zjawia potrafi zaskoczyć: raz obiadem ugotowanym, gdy chory leżałem w łóżku, a to naprędce upieczonym ciastem albo pierogami urabianymi o 4 nad ranem, albo przyniesionym zniczem z okazji 1. listopada, potem smacznymi koreczkami a teraz ujmującą sztuką ładnego pisania.
Zdawałoby się, że takiego łatwo pokochać. Chociaż to nie jego, raczej wizerunek w jakim się przedstawia.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

świąteczne nastroje

Na święta do Wrocławia zajechał R, kiedyś aktor teraz stripteaser w klubie go-go w Londynie. Najpierw zadzwonił, potem niespodziewanie wpadł do biura wywołując swoim strojem niezdrową ciekawość współpracowników. W malej sali konferencyjnej opowiedzieliśmy sobie wszystko, co można było opowiedzieć przez niecałe 30 minut, bo na więcej czasu nie miałem. R. obiecał zastanowić się nad przedłużeniem swojego pobytu we Wrocławiu o jeden dzień dłużej.
Jestem świnią – wiem o tym – ale chciałem przekonać się ja to jest, kiedy ktoś taki zwróci na mnie swoja uwagę.
W sobotę dałem się wyciągnąć na drinka do Blue Jeans Baru a potem na balety do kurewnika. Byłem wstawiony i nie dałem mu się dwa razy namawiać. Przystałem równie chętnie, co półświadomie na pomysł z tańcami godowymi, szoł na parkiecie i parę innych ekscesów włącznie z bardzo skutecznym ignorowaniem obecności M vel bambo.

Ponad rok temu zaczął się tamten romans. Rozpoczął się od wariackiego zadurzenia, urzekła mnie cielesność i prawie czarna skóra.
Jego obecność zmieniła warunki mojej egzystencji i tak on jak i ja z każdym kolejnym dniem z przygnębieniem stwierdzaliśmy, że w ogóle do siebie nie pasujemy. Opętani niepokojem, baliśmy się urazić jeden drugiego i być dla siebie ciężarem. Był starszy, przystojny, zamyślony, małomówny i wyglądało na to, że bał się wzbudzić moje niezadowolenie, jego stosunek nabierał do mnie jakiegoś przewrażliwionego poszanowania.
W zeszłym roku w święta nastąpiło rozstanie.
Na krótko.
Potem cała sprawa stawała się bardziej mroczna, nasze stosunki polegały na wzajemnym wykorzystywaniu się a moja rolę opiekuna podkopywała chorobliwą nadopiekuńczość. Zdawałem sobie sprawę, że mógłby z czasem stać się zabawką i niewolnikiem, ledwie świadomy swego poniżenia, które w równym stopniu podniecało mnie, co osłabiało moja pozycję.
Seks nabrał niemal oczyszczającego charakteru, jakby po wielu godzinach bezczynności i schodzenia sobie z drogi mogliśmy unicestwić nasze niewypowiedziane lęki w gwałtownym, niemym działaniu. Seks zaczął usprawiedliwiać jego obecność w moim domu, potwierdzał że nie byliśmy dwójką obcych sobie ludzi, którzy przez przypadek spotkali się i skazani byli na bycie razem.

Opublikowano Mądrości | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Wzięło mnie ostatnio na czytanie książek

Znam taki typ faceta, co potrafi uwieść brzydkich: grubych, niezgrabnych o nieładnych ciałach. Nie ma on wtedy problemu. Jakoś rozumie ich trudną sytuację. Oni zdają sobie sprawę, że są nieatrakcyjni, każdy ich kontakt z mężczyzną podszyty jest niepewnością, a raczej prawie pewnością, że naprawdę nie chodzi o nich tylko o to, co od nich zależy. Zwykle przyglądają się bacznie i próbują oddzielić to, co zawodowe, od tego, co stanowi element gry uwodzenia. On nie musi się na szczęście starać żeby wszystko wyglądało wiarygodnie. Dobrze sobie z tym radzi. Jakimś cudem ogarnia go wtedy bezrozumna czułość i opiekuńczość wobec tych niechcianych, niedopieszczonych, a ewentualne seksualne wysiłki traktuje wtedy jako akt miłosierdzia. To dodaje mu sił i większej pewności siebie.
Gorzej radzi sobie z tymi, którzy są ładni, ale głupi, a przy tym przekonani o własnej inteligencji, aroganccy i drażniący. Potrzeba dużo silnej woli żeby nadskakiwać, obłapiać, udawać zainteresowanie, gdy najchętniej po jednym razie wywaliłoby się takiego z łóżka.
Stosunkowo łatwo urabia też takich, co na siłę starają się zaprzyjaźnić, ale potem jak zaraz zaczną częstować swoimi mądrościami, wyczytanymi bóg wie gdzie, mówiąc z tą obezwładniającą pewnością, kategorycznie jakby każdy inny pogląd był absurdalny i niemożliwy.
Jego mieszkanie mogłoby być narzędziem pracy. Kryjówką, w której chowają się spragnieni miłości kochankowie. Wywołuje zamierzone wrażenie, „ale tu masz super”.

Opublikowano Mądrości | Otagowano | Dodaj komentarz

Moje życie jak sen

Z przyjemnością patrzę jak układa się w życiu osobistym przyjaciołom i najbliższym znajomym. Miło jest patrzeć na ludzi szczęśliwych, zadowolonych, realizujących się nie tylko w pracy, ale też w byciu w związku z drugim człowiekiem. Jakoś nie myślę wtedy o tym, że mogłaby mnie spotkać taką miłość, wszystko widzę inaczej, nie jestem z tej bajki. Lubię patrzeć, przyglądać się z boku, kiedy się sprzeczają, jak w pół słowa się rozumieją, odgadują swe myśli i nastroje, jak zmieniają się żyjąc z kimś drugim.
Niektórzy dorobili się już dzieci. Ale u mnie nic pod tym względem się nie zmieniło. Zatrzymałem się na etapie fascynacji robieniem dzieci. Dzieci lubię, ale cudze…

Zbyt długo zaniedbywałem towarzysko swoich przyjaciół, trochę z powodu pracy i złego humoru, który w związku z nią mi towarzyszył, trochę z lenistwa, po części z powodu łajdaczenia się.
Sporo kolegów powyjeżdżało albo urwały się nam kontakty. Mogę niby się napiąć, zorganizować coś ekstra, paść na kolana, uderzyć w wysokie tony, że muszę, bo mi zależy, że ten czy tamten to ten jedyny. Mogę i czasem tak robię, ale potem zaraz palę za sobą kontakt. Taka ostateczność. Potem można zacząć wszystko od nowa. Wszystko można systematycznie, bez pospiechu zaplanować. Niby poco robić rzeczy na wariata.
Czasami głuszenie facetów przychodzi zbyt łatwo.
Czasem mam za dużo kolegów, którym wiszę kawę, piwo, kolacje i noce.
Prędzej czy później przychodzi ta sama myśl: Nie, nie pozwolę wypasać mojego konika na takiej łączce.
W większości przypadków sprawdza się metoda szybkich powrotów do łóżka. Znam jednak kilka osobników, którym za mało jest dwa razy wieczorem i dwa razy rano – wtedy nic tylko zniknąć.

Niektórym zdaje się widzieć kwintesencję dobrego smaku.
Nie dostrzegają zupełnie braku pakietu moralnego.

Opublikowano Mądrości | Otagowano | Dodaj komentarz

Impresje

Witaj!
Nieźle się miewa stara, dobra Anglia. Nie wiem dlaczego my, „kontynentalni” darzymy ją takim sentymentem. Może przez ten specyficzny klimat elżbietańskich uliczek wplatających się z gracją w XXI letnia atmosferę? A może, raczej Wiktoriański duch zwycięstwa i przetrwania , emanujący z pomnika Królowej przed Pałacem Buckingham. Może poplątane ścieżki metra, gdzie można zanurzyć się pod ziemię i jechać, jechać… żeby znaleźć się w zupełnie innej okolicy podmiejskich rezydencji otoczonych wysokim płotem
z czerwonej cegły i okolonych rozległymi równinami, na których zwłaszcza na wrzosowisku, grasują wichry i cień psa Baskerwillów. Ciepła herbata pita o piątej z chińskich filiżanek pamiętających czasy kolonialnego Imperium, nalewana ze specjalnych czajniczków które samym wyglądem i finezja dodają jej aromatu. Historia, tradycja i emblematy minionych epok sprawiające, że czujemy się trochę jak w domu, a trochę jak u babci gdzie czas się zatrzymał, ale gdzie jest zawsze wygodnie i bezpiecznie usiąść w Wolterowskim fotelu. Gdzie biskwity pachną zachęcająco i kuszą aby podkreślić nimi niebywały aromat blisko 100 letniej brandy….
Ale się rozmarzyłem! Widzę mój ulubiony Londyn, obwieszony kolorowymi świątecznymi dekoracjami. Harrodsa z nieodłączną girlandą lampek bożonarodzeniowych
i dyskretną elegancją świątecznego przepychu. I Ciebie – idącego ulicami i wydychającego mroźne obłoczki pary w mgłę płynąca znad Tamizy. Uśmiechniętego łobuzersko i beztrosko(jak zawsze), rozglądającego się ciekawymi świata oczami i pozdrawiającego mijanych przechodniów. Czasami wpadającego się zagrzać, do pubu, – gdy wilgotne powietrze przegra walkę z mrozem i ochłodzi nadmiernie dłonie oraz zwichrzy grzywę :-). Miłe to chwile takiego beztroskiego oczekiwania na Święta. Gdy Mikołaj już zapowiedział narodziny Dzieciny, a Trzej Królowie szykują się do drogi… Dobrze jest w taki wieczór przystanąć na chwilę i spojrzeć w niebo zasnute smogiem. A nóż można będzie ujrzeć Gwiazdę Betlejemską trochę wcześniej ?
A u nas troszkę jakby inaczej. Tradycyjny szał świątecznych zakupów trwa
w najlepsze. Ludzie przemykają ulicami, stoją w korkach i spieszą się żeby koniecznie zdążyć kupić masę nikomu nie przydatnych prezentów. Nie mają czasu, by wczuć się w nastrój Świąt, lecz raczej zastawić suto stoły i jeść i jeść i jeść….. Po sutej kolacji Wigilijnej, nie ma często nawet siły, żeby pójść na Pasterkę. No, ale cóż – taka widać specyfika naszego regionu. Ledwo kończy się świąteczna gorączka zakupowo-konsumpcyjna a już zaczyna się swoisty szał sylwestrowy. Gdzie pojechać, z kim, na jak długo, za ile, jaka będzie muzyka, co do jedzenia, jakie atrakcje, i wreszcie: nie mam co na siebie włożyć – więc znowu bieganina po sklepach. A po sylwestrze mniej – lub bardziej – udanym, znowu początek roku
i noworoczne obietnice których nikt nie zamierza dotrzymywać…..
( A niektórzy chcą pracować w Sylwestra……..)
Tak to już jest, w tym cyklu świąt i lat, które następują po sobie szybko. Jak dla mnie – trochę za szybko 🙂
Z serdecznymi pozdrowieniami, dołączonymi do Świątecznych Życzeń wszelkiej obfitości, oraz z ogromną sympatią, którą mam nadzieję móc wyrazić osobiście

Best Regards

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Porządki

Przyszedł moment, że zdecydowałem się zrobić porządek w komórce. Skasowałem numery ludzi, do których nie potrafiłem dopasować twarzy.
Oni nie zadzwonią, ja do nich tym bardziej. Zrobiłem miejsce dla następnych, bo zawsze kiedy ktoś odchodzi, ktoś inny zajmuje jego miejsce.

Fascynacja mija przez dostępność. Gdy wszystko jest na wyciągniecie ręki, nic nie robi już wrażenia. Należy po prostu do pewnego scenariusza. Jak można dziko pożądać kogoś gdy zna się od kilkunastu lat i gdy widziało się go gdy krzyczy, rzyga, płacze, chrapie, sika, zostawia syf w łazience.

I wciąż nawet nie jest mi przykro…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

kwasy

Zeszły tydzień znowu chodziłem struty i podminowany, najpierw wkurzałem się na układy panujące w firmie, potem na siebie, bo przy prezes niepotrzebnie dałem upust emocjom i wydawało mi się ze nie obędzie się bez konsekwencji.

Ogarnęło mnie zniechęcenie, tumiwisizm w najczystszej postaci, włączyło się olewactwo, kilka razy podejmując istotne decyzje złapałem się na myśli „ a co mi tam, walić to”…
Dzieje się ze mną coś niepokojącego i niedobrego. Obojętne jest mi to co pomyślą inni, czy kogoś nie zranię albo czy kogoś zrażę do siebie czy też nie, czy okażę się fajnym pomocnym kumplem czy łajdakiem do kwadratu, egoistą i samolubem, zblazowanym 28latkiem któremu wydaje się że coś w życiu osiągnął, jest odtąd samowystarczalny i może pluć na ludzi.
Mam czasami tak ze wyłączam telefon na kilka godzin, znikam dla znajomych, przyjaciół, rodziny, świata – po prostu mnie nie ma. Znikam i zatracam się we własnych przemyśleniach. Przeżywam wyrzuty sumienia, gdy niebezpiecznie powracam myślami do wydarzeń z przeszłości, ludzi, sytuacji, miejsc, własnych wypowiedzianych słów.
Mój dziwny stan odbija się też na pracy, zdarza mi się podejmować nieracjonalne decyzje, które później w myślach staram się przed sobą usprawiedliwić. To albo depresja albo wariuje. Zdecydowanie za dużo myślę, za dużo….

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

dobry uczynek

Mój kolega Czech, który z początkiem miesiąca przenosi się do wawy, szukał mieszkania do wynajęcia.
Zobowiązałem się załatwić mu środową stołeczna Wyborczą z ogłoszeniami,.
Na moja propozycję tylko się zaśmiał, bo zna nas „polaczków”…

Kilka telefonów, pare smsów, znajomy znajomego przylatujący do Wrocławia porannym lotem z Warszawy. Nim Czech pojawił się w biurze gazeta czekała na jego biurku, zostawiłem mu kartkę „nieźle jak, na Polaczka, co?”

Wszystko się da.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

o czym rozmawiam w pracy

koleżanka: o, Ola K weszła online
koleżanka: napisz do Oli
ja: co mam jej niby napisać?
koleżanka: niech pomyślę…
koleżanka: ze tęsknisz za jej norweskim???
ja: ona musi się wreszcie pogodzić, że moje serce bije juz dla innej
koleżanka: a dla kogo?
ja: dla Ciebie, Ewy R. Kasi C. itd
koleżanka: …jeśli o mnie chodzi to kochałeś się we mnie od samego początku
koleżanka: co do Ewy to nie mam wątpliwości – uwielbiasz ją nad życie
ja: nie ukrywam
ja: mam z nią fantazje seksualne
koleżanka: nie wiedziałam, ze podnieca Cię sypianie z kawałkiem lodu
koleżanka: ja osobiście wole cieplejsze klimaty…
ja: chciałbym żeby mnie zdominowała
ja: tak jak ona to potrafi
koleżanka: zauważyłam już dawno, że lubisz silne kobiety
koleżanka: jak tylko na Ciebie nakrzyczę od razu jesteś szczęśliwy
ja: no, gdybyś mi jeszcze siadała na klatce piersiowej mocno zaciskając uda – byłoby juz w ogóle super
koleżanka: z tym siadaniem to nie wiem , ale mogę kupić pejcz i kajdanki
ja: …i takie wysokie buty z ćwiekami
koleżanka: nie wiem tylko, czy skórzany czarny kostium będzie mi pasował
koleżanka: może lepsze są różowe koronki?
koleżanka: tak dla kontrastu
ja: obojętnie, potem i tak go zedrę…
koleżanka: nic mnie już nie zaskoczy w Twoim wykonaniu, po tym jak na cały przystanek krzyczałeś „było super, ale następnym razem więcej bitej śmietany!”
koleżanka: śmiałam się pół drogi do domu
ja: widzisz, jesteśmy dla siebie stworzeni
koleżanka: zgadzam się – dwoje inteligentnych, uroczych i bardzo sympatycznych młodych ludzi
ja: z perwersyjnymi potrzebami grrrrrrrrrrrrrrrr
koleżanka: szkoda, że nie masz dostępu do sieci intranetowej – moglibyśmy wstrzelić się w net meeting, szerować razem desktopy a nawet mogłabym kliknąć specjalnie dla Ciebie „allow control”…
ja: :)to jest dopiero wyuzdane:)
ja: to jest lepsze niż czateria

Kto to jest koleżanka?? Kobieta, która ma to coś co sprawia, że nigdy nie będziesz jej pożądał…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

nic ważnego

Cały poprzedni tydzień zleciał mi i nawet nie wiem kiedy.
Wszystko przez stres związany z wydarzeniami ostatnich dni, rozmowami z ludźmi, których najchętniej bym unikał, sytuacjami w życiu osobistym, które tylko narobiły niepotrzebnych kwasów, niewyspaniem, niesamowitą ilością wypalonych papierosów i wypitej kawy.

W czwartek przypadkiem wylądowałem na Bollywood party z kilkoma Hindusami z pracy, dałem się wyciągnąć, bo wydawało mi się, że to dobry pomysł na rozładowanie emocji, ale nawet to nie poskutkowało.

W pracy wciąż jedna wielka niewiadoma, nowa szefowa staje na wysokości zadania, bo tylko z nią mam bardzo przejrzyste relacje i czuję że jest po mojej stronie, z innymi gorzej: układy, kliki, dąsy, fochy, pomówienia, szeptania – ze znoszenie takich zachowań radzę sobie najgorzej.

W piątek na koniec dnia dowiedziałem się, że z pracy rezygnuje mój super fajny (i przystojny) kolega Czech, dostał pracę w stolicy.
Na wszelki wypadek ja tez zacząłem szukać sobie innego zajęcia, od półtora tygodnia wysyłam swoje cv-ałki i dostaje pierwsze telefony z zaproszeniem na interview.

Tutaj awanse rozdawane są zakulisowo jeszcze zanim niektórzy zdążą złożyć aplikacje albo spotkać się z recruiting managerami. Nie chce obudzić się z ręką w nocniku, więc działam.

W weekend zamknąłem się domu, nie miałem ochoty na towarzystwo ani by ktokolwiek leżący nawet obok zakłócał to, czego potrzebowałem najbardziej: normalnej wypielęgnowanej i ustabilizowanej samotności, takiej samotności z zawsze czystą łazienką, naczyniami prawidłowo ustawionymi na umywalce, moimi ulubionymi sobotami przed telewizorem, z książka i piosenkami w tle.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz