Sex w mniejszym mieście

Spotkałem się wczoraj wieczorem z K.
W restauracji obok naszego stolika siedziała jakaś parka. Z tego co obojgu nam udało się niechcący podsłyszeć spotykali się od niedawna. Facet – typ przystojniaka, dbającego o swój wygląd nie grzeszącego raczej inteligencją (a to ze względu na tematy jakie poruszał!). Jego laska – typ zrobionej lolitki, która jak to się mawia „z nie jednego pieca jadła chleb”.
Gdy podano im głowne danie K. kątem oka zauważyła jak facet zaczyna karmić partnerkę używając swojego widelca.
Wg jej teorii facet, który tak robi jest jednocześnie typem, który w łóżku stara się za wszelką cenę wymusić na partnerce szamanko (czyt. sex oralny).
Ciekawe czy to prawda…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Powiało chłodem

Przed chwilą zadzwonił.
Trajkotałem bez przerwy o czymkolwiek byle nie zapanowała cisza.

Pierwsze słowo jakie przyszło mi na myśl, gdy odkładałem słuchawkę:
S P I E R D A L A J

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Gdzie psy dupami szczekają, bociany startują pionowo a wróble zawracają…

Wróciłem z wyjazdu w góry!
Był niezapomniany, m.in. dlatego, że to ostatni wspólny wyjazd z G. przed jej wylotem do Chicago.
Nie myślałem w ogóle, że będzie mi dane jeszcze w tym roku zobaczyć taką prawdziwą zimę. (Może dlatego też durna pała zapomniała wziąć z domu czapki?)
Śniegu w Międzygórzu było pod dostatkiem a w dniu wyjazdu po kolana aż auto musieliśmy wygrzebywać z zaspy.
Miejsce na weekendowa eskapadę okazało się być bardzo trafione, warunki full-wypas (może za wyjątkiem pani biurokratki), widoki na tamę i wodospad w zimowej scenerii niezapomniane, towarzystwo też się spisało.
Czas dzieliłem między wieczorne biby, spacery w ciągu dnia(z ciężkim bólem głowy) i obgadywanie, gdy nikt nie patrzył.
Dziękuję Ci M. że zabrałaś mnie ze sobą, teraz tylko czekać na nasze wspólne zdjęcia w śniegowej scenerii gór i lasów…

Wczoraj minął równo rok odkąd poznaliśmy się z A.
Pamiętał o tym lepiej ode mnie. Zaskoczył mnie tym.
Nie bardziej niż dziś, po powrocie. Ledwo wszedłem do domu, zadzwonił i wyciągnął na wieczorną kawę w Planet.
Było zwykle i magicznie zarazem. Nie straszny był ni śnieg ni mróz.
A. pamiętał o tym, że uwielbiam marcepan.
Ja to mam szczęście:)

Nieźle jak na dodatkowy dzień w roku!

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 2 Komentarze

Wyjazd w góry

Jade dzis z paczka znajomych w góry. Wydarzenia ostatnie kilku dni stawiały pod znakiem zapytania caly wyjazd ale udalo sie!

Wczoraj A. najpierw zmyl mi porzadnie glowe, a potem pocieszyl i prawie przytulil… przez telefon.
Hm fajnie, ze jest ktos taki jak on.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Pytanie

Czy jeśli ktoś uważa, że warunkiem stabilizacji życiowej jest dla niego bezpieczeństwo finansowe a nie fakt, że będzie miał przy sobie osobę, którą kocha to znaczy, że świetnie radzi sobie z deptaniem własnych uczuć?

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 17 Komentarzy

Śledzik

Ludzie na pewnym etapie życia przestają dobierać się na na zasadzie znajomy z podwórka, znajomy ze szkoły, znajomy ze studiów. Ktoś kto zarabia 600zł nie rozmawia z osobą, która zarabia 7 tys.

Im dalej w las, tym bardziej liczy sie kasa.

Opublikowano Mądrości | Otagowano , | 2 Komentarze

3 razy TAK

Wpadł mi dziś w ręce artykuł z przedrukiem wywiadu jakiego udzielił A. Żuławski, opowiadał m.in. o tym, dlaczego w Polsce nikt go nigdy nie docenił:

„Najchętniej odpowiedziałbym słowami, których nie chce tutaj zamieszczać. Nikt w Polsce mnie nie docenił, bo to są marni, głupi ludzie, bo to jest marna cywilizacja i mierna kultura. Tu panuje zasada: kto głupszy ten lepszy. Oni nie zrozumieli ani pierwszego ani ostatniego mojego filmu. Być może, gdy umrę ktoś coś zrozumie. Ale cieszy mnie, że na świecie jest odwrotnie. Czuję się Polakiem, ale nie czuję się przykuty kotwicą do polskich opinii, polskie opinie uważam za zaściankowe, prześmierdłe, absurdalne. Tej literatury, którą się tu chwali, nikt na świecie nie czyta. Tych filmów, które tu zbierają laury, nikt na świecie nie ogląda. Dlaczego więc ma mnie obchodzić, że nasi panowie krytycy jadą po moich filmach?”

Tęskni pan za miłością?

„Nie lubię tego słowa. Francuzi mają takie określenie les mots bateaux – słowa-frachtowce. Tyle można w nie wsadzić towarów, że one już nic kompletnie nie znaczą i należy ich unikać”.

Czym jest dla pana związek dwojga ludzi?

„To tak jakby mnie pani zapytała, czym jest dla mnie życie. Myślę, że jesteśmy tak skonstruowani, że o wiele lepiej lub o wiele gorzej możemy funkcjonować tylko w parze. I dobry związek dwojga ludzi to stała rozmowa na każdy temat, łącznie z tematem zmysłowym. Ze związkiem jest jak z chodzeniem do kina. Jeśli nie wyjdziemy lepsi po dwóch godzinach, mądrzejsi, roześmiani, bardziej wrażliwi, zasmuceni, to film był do dupy.”

Opublikowano Mądrości | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zdarzyło się w mojej kuchni

Bawiąc się pilotem od telewizora trafiłem wczoraj przypadkiem na ostatni odcinek serialu „Zaginiona”. W kilku scenach spostrzegłem grającego tam drugoplanową rolę L.A., z którym dane było mi spędzić wspólnie kilka tygodni ubiegłorocznych wakacji. Mój brat oglądał akurat serial ze mną i na widok L. na szklanym ekranie zareagował „ O kurwa, brat. Patrz!”

Spotkaliśmy się przypadkiem w sierpniu w Rynku, siedział z moimi znajomymi. W teatrach trwał akurat sezon ogórkowy, więc L. przyjechał do Wrocławia, bo akurat miał tu matkę. Przysiadłem się do nich wracając z pracy. Zamiast o 18.30 byłem w domu po północy. Na koniec tamtego wieczoru padł pomysł, aby za niedługo powtórzyć takie spotkanie w tym samym składzie
Rodzice właśnie polecieli wtedy na 2 tygodnie do Egiptu, pamiętam że każdego wieczoru praktycznie lądowałem wtedy w ogródkach ze znajomymi i kasa dziwnie szybko się rozchodziła.
L. zadzwonił do mnie już po kilku dniach, żalił się że chłopacy gdzieś wyjechali, że został sam, koniecznie chciał wyciągnąć mnie na miasto. Ja po kolejnych 3 czy 4 nocach z rzędu spędzonych w Rynku za bardzo nie miałem już za co balować. Pomyślałem że lepiej będzie jeśli L. wpadnie do mnie na chatę, urządzimy sobie męski wieczór we dwoje a ja nie polecę wtedy tak bardzo z kasą.
Zgodził się, przyjechał, przywiózł ze sobą 4 Guinessy i dużą butlę Passport Whisky. Przy szklaneczce dobrych trunków, z muzyczką w tle i w oparach dymu siedzieliśmy w mojej kuchni i rozmawialiśmy, żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie własne oraz zasłyszane u innych znajomych historyjki.
Było już późno w nocy, gdy zauważyłem że L. strasznie się spocił, na czole pojawiły się mu takie grube krople potu, zrobił się czerwony, siny, próbował wstać, ale wtedy nagle zaczęło nim trząść i po paru sekundach runął pod stół aż słychać było jak jego głowa jebudu uderza o panele. Wystraszyłem się, zacząłem go cucić, klepać, nie wiedziałem czy w ogóle oddycha i przez moment byłem w panice. Chciałem dzwonić po pogotowie, ale bałem się go samego zostawiać. Zacząłem wołać po swojego brata, ale ten spał w swoim pokoju. Najdziwniejsze, że w takiej chwili zacząłem martwić się co ja powiem starym o tym, że mieliśmy w kuchni trupa. Imprezę, mały pożar, pobite naczynia czy nawet głośną imprezę z najazdem policji jakoś bym wytłumaczył, ale trupa dorosłego, praktycznie nieznajomego faceta (widziałem go wtedy drugi raz w życiu) chyba bym nie wytłumaczył…
L. oddychał, serce mu biło, miał tylko dziwne skurcze, wyciągnąłem mu tylko język z ust w obawie że go połknie, ułożyłem ciało w bezpiecznej pozycji (lekcje pierwszej pomocy na PO się przydały) i zacząłem intensywnie myśleć co dalej robić. Panika już mi minęła a L. zaczął sam odzyskiwać przytomność. Powiedziałem mu że miał chyba jakiś atak i czy bierze może jakieś specjalne leki, ale odparł że wszystko jest ok i że możemy siadać dalej.
Jakoś nie miałem już ochoty kontynuować tej imprezki, dlatego pod byle pretekstem zaciągnąłem go do swojego lóżka. Resztę nocy przy nim spędziłem. Co jakiś czas upewniałem się tylko czy aby nadal żyje czy oddycha i czy nie ma kolejnego ataku.
Rano L. wstał jakby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy sprawdził sobie pocztę, nie chciał kawy ani śniadania. Poszedł sobie do kuchni, dopił swoją whisky poczym nalał sobie kolejną szklankę. Mocno mnie to zdziwiło. Zapytałem go delikatnie czy ma epilepsję i czy wie skąd ten atak. Po krótkim namyśle odparł mi zupełnie zwyczajnie, że ma wszyty w dupę esperal.
Wtedy też pomyślałem sobie: O kurwa!

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Opole

Obejrzałem wczoraj w telewizorni wywiad z E. Zapendowską. Jej opowieści z czasów Festiwalu w Opolu przypomniały mi moje własne wspomnienia.
Cały koloryt wychodzi naraz na ulice, wszyscy lokalni książęta, księżniczki chcą się zaprezentować, pokazać swoje wdzięki i atuty, zawsze jest co jeść i pić, w powietrzu unosi się smrodek grillowanych kiełbasek, przenośnych latryn, wszędobylskiego piwa i innych wytworów festiwalowej kultury. Po Rynku przechadzają się politykierzy, prezydent miasta (wtedy był Cygan zwany przez lokalną ludność Burakiem) i różnej maści gwiazdy wschodzące i spadające, przeróżnych formatów.
Nareszcie coś zaczyna się wtedy dziać w tym sennym mieście. Nigdy nie wiedziałem tam aż tyle osób jednocześnie, ludzi widać wszędzie podobnie jak sterty plastikowych kubków.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Chciałbym być partnerem a nie niezaradnym życiowo utrzymankiem

Będę próbował wieść życie pełne puchu i piany, ale nie chcę żyć z presją, że musi mi wyjść, że musi mi się udać, bo trzeba odnosić sukcesy za wszelka cenę, być najlepszym… bo tego się ode mnie oczekuje… bo skoro innym się udaje to mnie musi też… bo wszyscy patrzą.. bo będzie wstyd… bo świat nie lubi przegranych…

Świat materialny mnie interesuje, bardzo lubię wyrafinowane, przeto drogie rzeczy, ale nie muszę ich mieć stu.

Nie stać mnie na taki standard życia, nie jestem wstanie dotrzymywać kroku takim osobom.
Czasem po prostu doświadczam z ich strony niezapomnianych, miłych chwil, dobra, które w połączeniu nadają smaku i wyrafinowania mojemu zwykłemu codziennemu życiu.
Zwykle potem rezygnuję z takich znajomości, bo na dłuższa metę nie jestem w stanie….

Nie zaryzykuje bycia z kimś takim, bo boje się, że będę tylko dodatkiem, że za dużo ryzykuję, że zostanę z niczym, że za bardzo się przyzwyczaję, że nic nigdy nie będzie „nasze”, że słysząc słowo „nasze” tak naprawdę myślimy „ja kupowałem, więc jest moje”, boję się, że nie zniósłbym porażki.
Czy źle myślę?
Asekurant ze mnie.
Boje się też, że nie podołam pokładanym we mnie nadziei i planów, że polegnę pod presją odniesienia sukcesu, ta presja otoczenia jest ogromna.
Boje się zaufać, że zostanę skrzywdzony.
Czasem wiem, gdy ktoś chce mi powiedzie coś ważnego – wtedy ja uciekam, bo czuję, że nie potrafię odpowiedzieć tym samym. To straszne uczucie.

To ja już wolę być sam a szczęśliwym bywać od tak sobie od czasu do czasu…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz