Odnaleziona epistolografia – 2

Droga koleżanko z piaskownicy!

Bardzo mocno cię pozdrawiam zza oceanu i na początku lojalnie uprzedzam, że list, który teraz do Ciebie piszę może okazać się trochę bez ładu i składu, ale piszę go w dużych odstępach czasowych, pomiędzy jedną a drugą pracą. Zacznę może jednak od początku…

Dziękuję bardzo za „płomienny” list (niespodziewany!!!). Sprawił mi wiele radości, przynajmniej miałem co czytać, bo tutaj w tv, radio i prasie ciągle mówią o JFK Jr., puszczają migawki, wywiady z nim, z rodziną, znajomi wypowiadają się o jego życiu, pracy i takie bla bla bla 24 h na dobę!

Do Nowego Jorku doleciałem bez żadnych problemów. Najbardziej męczące okazały się te 6 godz w Amsterdamie na lotnisku, gdzie czekałem na przesiadkę. Ludzie, z którymi leciałem byli różni, wielu w ogóle nie chciał z nikim rozmawiać – dziwne… bardzo dziwne… zważywszy, że brali udział w wymianie kulturalnej i wypadałoby zamienić z innymi kilka słów. Gdyby dolatywaliśmy do NY pilot ogłosił, że temperatura w mieście wynosi 36°C (była 21:00) a ja naiwniak pomyślałem, że to mój angielski szwankuje. Dopiero gdy wyszedłem przed lotnisko zrozumiałem co to znaczy upał w Stanach. Wtedy pomyślałem sobie, że jeżeli tutaj jest tak gorąco w nocy, to może lepiej wracać do domu…

Oczywiście Olu na lotnisku nikt na nas nie czekał. Dopiero po godzinie ktoś łaskawie się pojawił, kiedy wszyscy byli już podenerwowani i lekko „kurwujący” na całą tą organizacją. Wtedy też okazało się, że pięć osób, które z nami leciało załatwiło sobie pracę w USA przez inną organizację niż InterExchange i po nich nikt się nie zjawił. Nasz organizator stwierdził, że nie musi się o nich martwić, bo przecież nie miał ich nazwisk na liście i w ten cudowny sposób zostawiliśmy na lotnisku Kennedy’ego 5 osób bez rezerwacji hotelowej, nazwy czy adresu hotelu, numeru telefonu do organizacji Itp itd. Zauważyłem, że Amerykanie nigdy nie robią więcej niż muszą i nie zajmują się sprawami, których nie mają na papierku, że te należą do ich kompetencji. Wszystkiemu i wszystkim, którzy wykraczają poza mówią czule „goodbye”.

W NY mieszkaliśmy w super hotelu na Manhattanie, na dwudziestym siódmym piętrze. Pomimo zmęczenia nie poszedłem spać tylko wziąłem prysznic i o północy poszedłem zwiedzać Manhattan. Podobno to nierozważnej i niebezpieczne, ale za bardzo mnie korciło… Widziałem (wtedy i przez następne trzy dni) wszystkie te miejsca, które pokazują na filmach albo w czołówkach gazet. Ameryka jest bardzo filmowa wszędzie tzn. w muzeach, sklepach, biurach, hotelach jest wszędobylska klimatyzacja (błogosławieństwo). Dzięki niej, chodząc i zwiedzając wszystko tylko w sandałach, nabawiłem się bardzo szybko kataru. Na ulicach jest brudno, jeżeli nie syfiasto i trudno się oddycha z powodu dziwnej konsystencji powietrza (czyżby to smog?)

Rano, pierwszego dnia poszedłem do baru na śniadanie – taki sam bar jak na filmach o policjantach, którzy kupują pączki i kawę i spotkałem Polaka, który powiedział mi dzień dobry! Później wielokrotnie spotykałem jeszcze Polaków – właściwie sami do mnie podchodzili, gdy tylko usłyszeli, że rozmawiam z kimś po polsku. Nigdy wcześniej i nigdzie z czymś takim się nie spotkałem. Nauczyłem się jeździć nowojorskim metrem, odczytywać adresy/ numery ulic tak więc widziałem dużo jak na te trzy. Najgorsze jest to, że zrobiłem mało zdjęć bo #1 było cholernie gorąco – 43° #2 tłok na chodniku i ulicach, #3 nie bardzo o tym pamiętałem, bo chciałem zobaczyć jak najwięcej, więc ciągle gdzieś się spieszyłem.

Z biletem w jedną stronę udałem się do Bostonu a później do Portsmouth New Hampshire. Na miejscu odebrał mnie mój nowy menadżer, który od początku był bardzo miły i w ogóle zmienił mój dotychczasowy pogląd na Amerykanów.
Okazało się, że będę mieszkał w osiem osób wolnostojącym domu z dwoma piętrami. Jedynym problemem było to, że dom stał trzy mile od Ogunquit, w którym pracowaliśmy, ale Mitch znalaz rozwiązanie: kupił nam osiem rowerów a jeżeli komuś nie chce drałować się do pracy, to zawsze ktoś z obsługi hotelowej może po niego podjechać autem, bo większość pracowników Anchorage by the Sea dojeżdża z innych miasteczek.
Mieszkam z trzema Polakami, dwoma Czechami, Litwinem, Wietnamczykiem i jeszcze z dwoma pawiami, które budzą mnie co rano przeraźliwym jazgotem. Te pawie należą do sąsiada, ale jakoś ciągle udaje im się przedostać przez gąszcz drzew i krzewów i uprzykrzyć nam wszystkim życie.
Praca jest monotonna, ale krótka, pracuję sześć dni w tygodniu od 09:30 do 14:30. Biegam po całym ośrodku i sprawdzam czy pokoje, z której wymeldowali się poprzedni goście są gotowe do przyjęcia nowych, sprzątam, zgłaszam usterki i spełniam życzenia gości hotelowych. Przez pierwsze dwa tygodnie nie mogłem podjąć drugiej pracy, popołudniami i wieczorami strasznie się nudziłem, bo do miasta daleko, w tv nuda, nie miałem znajomych, bo czekałem na taki amerykański odpowiednik polskiego NIP-u. Teraz mam już drugą pracę. Wracając z pracy w Anchorage zatrzymałem się na moment w jednej z restauracji i zapytałem czy nie mają jakichś wakatów. Prawdę mówiąc liczyłem na zmywanie garów coś podobnego a tu niespodzianka – zostałem kucharzem! Przygotowuje przystawki, desery i sałatki. Musiałem wykuć na blachę nazwy dań, ich skróty też bo kelnerom nie chcę się wpisywać całych nazw na zamówieniu, ich sposób podawania, przystrajania i dekorowania talerzy – prawdziwy koszmar! Niektórzy są mało wyrozumiali dla moich starań co do odpowiedniego przygotowania posiłków, ale znaczna większość jest bardzo miła. Muszę jak najszybciej nauczyć się nowych słów związanych z jedzeniem, posiłkami, kuchnią itp., bo rękami nie wszystko da się pokazać…
W restauracji Clay Hill Farm poznałem bardzo dużo świetnych ludzi. Prawie wszyscy są starsi ode mnie, ale to bez znaczenia. Zawsze lubiłem starsze towarzystwo. Razem ze mną w knajpie pracuje dwóch Amerykanów polskiego pochodzenia: Greg i Pat. Greg jest dzieckiem (43 lata, ładne mi dziecko, Polaków z Obornik Śląskich koło Wrocławia , Pat ma na nazwisko Wieczorek! Oni się cieszą, że mają z kim poćwiczyć polski a ja, że zawsze mogę na nich liczyć. Ostatnio Pat, taka babcia 60-letnia zapytała mnie czy smakuje mi amerykańskie jedzenie: gumiaste, wszystko fat i caffein free, bo jeżeli nie, to zaprasza mnie do siebie do domu na polską kiełbasę. Na pewno skorzystam… Oprócz tych dwojga w Clay Hill pracują ludzie z Puerto Rico, Irlandii, Włoch – to podobno bardzo amerykańskie. Najbardziej cieszy mnie fakt, że w dni, w które pracuje w Clay Hill lunch i kolację mam za darmo + napoje więc prawie nie wydaję pieniędzy na jedzenie.
Ostatnio kolega, notabene Sean – taki jak twój dobry znajomy, zaprosił mnie na mecz bejsbola, bo w restauracji kilka osób bierze udział w jakiś rozgrywkach. Zapytano mnie, czy nie chciałbym się nauczyć albo chociaż spróbować w ramach wymiany kulturalnej. Każdego wieczoru, po pracy wychodzimy sobie na taras na piwko, kelnerki przygotowują ogromniastą pizzę dla tych, którzy są nadal głodni i gadamy, śmiejemy się, gadamy i tak całą noc.
Tego będzie mi najbardziej brakować. Praca w restauracji chociaż jest ciężka od 15 do 23 co najmniej, to chodzę tam z przyjemnością, bo lubię ludzi tam pracujących i atmosferę, prawie rodzinną. Wiem, że nie chciałbym tutaj mieszkać, ale ludzie są po prostu extra! Każdego dnia coraz bardziej przekonuje się do Ameryki i aż boję się pomyśleć, co będzie gdy za dwa miesiące będę musiał zacząć się pakować i wracać do Europy.

Organizacja programu przez JDJ pozostawia wiele do życzenia: ciągle wychodzą na wierzch jakieś niedoróbki, niedopatrzenia i braki organizacyjne. Jedyne co mogę zrobić, to uzbroić się w cierpliwość, ale jak wrócę JDJ nad KFC już nie będzie. Rodzice dzwonią do mnie prawie co drugi dzień, koleżanka powiedziała mi, że jak wrócę do Polski będę mi cały czas mówili, że mnie kochają i inne takie słodkości.
Mama jest dumna, że miała rację zmuszając mnie do gotowania rodzinnych obiadków, bo teraz dzięki niej mam lepszą pracę. Ma rację, ale nie mów jej tego.

Ostatnio wybrałem się z paczką do kina na Wild Wild West, chcemy wybrać się także na Uciekającą Pannę Młodą i Notting Hill i wszystkie możliwe nowości i premiery, żeby nie oglądać ich już w Polsce po roku 2000. Pozdrawiam cię bardzo ciepło i czekam z utęsknieniem na list od ciebie.

Pozdrowienia dla mamy i brata (czy student?)

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s