Wczoraj na Rynku przypadkiem spotkałem S.
Nie widziałem go blisko 2,5 roku, zero kontaktów, telefonów, spotkań, rozmów z naszymi znajomymi – mieszkając w tym samym mieście, bywając w tych samych miejscach wydawałoby się to niemożliwe.
Zastanawiałem się nawet czy warto poświęcić mu w ogóle tę notkę.
Wyglądał tak samo dobrze, nic się nie zmienił, wydawał się szczęśliwy, nie był też sam.
Nie poczułem nic po tym spotkaniu, nic nie zabolało, nie zakłuło, żadnych emocji, trochę było mi może żal czasu, tamtych paru chwil spędzonych razem – jakbym ja był dalej sobą i robił te same rzeczy co przed laty.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek

żal? nie poznaję „kolegi”.
łajdacy tez miewaja chwile slabosci, zadko bo zadko ale maja
proponuję ustanowić jakieś święto tego dnia rangi co najmniej ogólnopolskiej.