Dublin – dzień 2

Golenie się nad zlewem gdzie są dwa krany, osobny na zimną i gorącą wodę nie jest najłatwiejszą sprawą. Trochę musiałem się nakombinować nim udało mi się znaleźć sposób na ten cud techniki.

Śniadanie nie stanowiło praktycznie żadnej niespodzianki, wprawiony po bojach w Yorku wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać. Zapachy rozgotowanej fasolki pierdziolki, pieczonego mięcha i tostów rozchodziły się po całej jadalni dlatego szybko się uwinąłem by mieć tę wątpliwą przyjemność za sobą. Nie zdziwiło mnie też to, że połowę obsługi hotelu stanowili Polacy. Pierwsze wrażenie w biurze to wiek ludzi z którymi będę pracował. Wszyscy podchodzili mi pod 40tke, wyglądałem przy nich jak smarkacz, który ma zadanie nic nie mówić tylko patrzeć i przysłuchiwać się ich rozmowom. Wydawali się być zdziwieni gdy zadawałem pytania i rozumiałem tematy, które poruszali. Nie wiem jak mnie odebrali, ale na wejściu postawiłem sobie za cel by bez zbytniej natarczywości przez cały dzień uczestniczyć w ich dyskusjach, nie potrafiłbym siedzieć jak słup soli. Pierwszy dzień w pracy określiłbym jako kurtuazyjną wymianę zdań. Myślałem ze jeśli tak ma być już zawsze to szybko zacznę żałować swojej decyzji. Śliczna Polka pracująca na recepcji od początku zwracała się do mnie per pan jakby bała się oskarżenia o pouchwalanie się. Zaryzykowała dopiero gdy sam ja zaczepiłem.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz