z krótką wizytą na Zielonej Wyspie czyli matrix w Dublinie

Wizyta w Dublinie nie wniosła żadnych dodatkowych emocji do i tak pełnego już ognistych, organoleptycznych przygód bagażu doświadczeń. Dzień przed wylotem spotkałem się przy drinku z kolega, który mocno starał się mnie przekonać by odwiedzić rajski Mauritius, z którego pochodził. Na koniec wytoczył swój największy z możliwych argumentów, wobec którego pozostałem zupełnie bezbronny i ostatecznie do tego pomysłu się przekonałem…

Za to następnego dnia mało brakowałoby a spóźniłbym się na samolot, bo na Heathrow choć przybyłem odpowiednio wcześnie, pomyliłem wyjścia i zamiast udać się w kierunku connecting flights przeszedłem bramkę Immigration. Nie pomogło spojrzenie smutnego pudla, kazano mi wyjść z lotniska i na nowo przejść security check, co na T1 w Londynie do zadań najprostszych nie należy. Do samolotu wbiegłem zgrzany, prawie bez jednego buta, z niedopiętymi portkami, ale w czasie mniejszym niż 15 minut. W Dublinie polecam hotel Westbury: wytwornie, elegancko, miło i można spotkać Laurence’a Fishburne’a.
Na wieczór zaprosiłem kolegę do siebie ”na mecz”. Niestety gola żadnego mu nie strzeliłem, nie wznosiłem się nawet na wyżyny intelektualne a to wszystko za sprawą kiepsko działającego ogrzewania. Od zimna twardniały mi tylko sutki…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „z krótką wizytą na Zielonej Wyspie czyli matrix w Dublinie

  1. sotion pisze:

    trzeba było zmienic hotel:)

  2. saber pisze:

    na jaki?! moj byl najlepszy….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s