Wyjście awaryjne

Nadopiekuńczość że strony matki staje się nie do wytrzymania, jej wszechobecność dosięga mnie nie tylko podczas wizyt w rodzinnym domu, ale też 1000km poza nim. Zwykle towarzyszą mi wtedy niemoc i rozdrażnienie, nie potrafię się pogodzić że krzyki i uperdliwość to w czasie świąt sytuacje nieuniknione.
I tak w ciągu kwadransa 5 razy muszę odpowiadać czy chce zupy a na każde moje ”nie” zdaje się nie być reakcji, na koniec przed moim nosem ląduje talerz gorącej zupy bo przecież ona musi postawić na swoim, bo tylko ona wie co jest dla mnie najlepsze.
Ostatnim razem przez krótką chwilę pojawiała się nawet w hotelu sprawdzić czy aby nie dzieje mi się tam krzywda, na szczęście w porę ja wyprowadziłem nim zdążyła upokorzyć mnie jeszcze bardziej, a jedyną szkodą jaką wyrządziła to że zabrała mi wszystkie herbaty, cukier i kawę oraz szampony i odzywki do włosów z łazienki.
Jestem albo za chudy albo za gruby, za krótko gole głowę, jem jak francuski piesek i za bardzo szastam pieniędzmi choć nigdy gdy przywożę jej torby wypełnione kosmetykami Lancom albo La Praire.
Potrafi dzwonić bez końca, bez przerwy a kiedy nie odbieram natychmiast dzwoni do skutku. Przerywam wtedy coś naprawdę ważnego żeby dowiedzieć się że ojcu nie smakują jej mielone albo że jakaś sąsiadka pytała o mnie ewentualnie tematem zastępczym są barwne losy jej serialowych bohaterów.

Po mimo tego kocham moją mamę.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz