moje SF

Od momentu, gdy samolot zaczął zniżać się do ładowania (jakby wprost znad morza), ze zwielokrotnioną intensywnością zaczęły powracać dawne wspomnienia i emocje.
San Francisco ma zapach, pachnie słodkawo, ma także swój niezwykły dźwięk ulicy.
Na Powell, by dotrzeć na druga stronę ulicy, jak zwykle musiałem przeciskać się pomiędzy turystami oczekującymi w kolejce na cable car i ulicznymi muzykami.
To co tak bardzo urzeka mnie w tym mieście to mieszanka kultur i łatwość przemieszczania się miedzy nimi: Chinatown, Nob Hill, Tenderloin, Russian Hill, Japanese Town, Mission, Castro. Gdy przymrużę oczy nie wiem czy jestem w Chinach czy w Meksyku. Ten sam zapach powietrza, architektura, kolorystyka jak w Pekinie, ludzie…nie wiem gdzie jestem, to jest niesamowite wrażenie. Odwiedzilem wszystkie stare miejsca a wspomnienia znów nagle znajdowały swe ujście.

Można zarzucić mi ”kolekcjonowanie turystycznych wrażeń” zamiast prawdziwego ”doświadczanie miejsca” przez włóczęgę zamieszkanie naprawdę, ale tego miasta akurat to nie dotyczy.

Mimo ciężkiej stresującej czasami pracy, podróże są oddechem od codziennego kieratu i rutyny.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „moje SF

  1. sotion pisze:

    nigdy nie byłem w San Fransico, ale chciałym kiedyś tam dotrzeć… niestety tam trzeba latac leciec samolotem a tego nie lubie… wiec pewnie długo nie…
    jednak w z przjemoscia czytałem samolotowe wspomnienia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s