kutas, któremu wyrósł facet

Do Krakowa pojechałem zupełnie bez przekonania. Obiecałem, a że słowa zwykle dotrzymuje musiałem się zmobilizować i robić dobrą minę. Doświadczony traumą z przeszłości obiecałem sobie być bardziej asertywny w tych sprawach, ale głupiej torby życie nic nie nauczyło, znowu zatoczyłem krąg.

Wstając wcześnie rano na pociąg już czułem wewnętrznie, że coś jest nie tak, że nie będzie to udany weekend, że spotka mnie rozczarowanie, że będę tego żałował no i wcale się nie pomyliłem…
Pierwszy niesmak przeżyłem jeszcze na lotnisku w Zurichu, kiedy on rzucił mi się na szyję a potem odstawił gorące powitanie połączone z tańcem godowym. Ledwo nadałem swój bagaż znowu chciał to robić, praktycznie na całej trasie miało być to samo: mokro, soczyści i intensywnie.
Ciuchy, obuwie, drogie, markowe dodatki, uderzająca woń perfum, tytuły – do tego zdążyłem się przyzwyczaić, za to opryskliwość, oschłość i traktowanie wszystkich z góry wciąż rodzą wewnętrzne wzburzenie. Milczałem i nie uczestniczyłem w tym popisie maniery zastanawiając się skąd we mnie ten osobliwy dar przyciągania takich kutasów…
Zupełnie nie odnajduje się w takim stylu życia, ciągle pod presją, że musi mi wyjść, że musi mi się udać, bo trzeba odnosić sukcesy za wszelka cenę, być najlepszym, bo tego się ode mnie oczekuje, bo skoro innym się udaje to mnie musi też, bo wszyscy patrzą, bo będzie wstyd, bo świat nie lubi przegranych…
Zasada jak kraść to miliony jak pieprzyc to księżniczki moim przypadku się nie sprawdza. Na utrzymanka się nie nadaje, nie potrafię brać, żerować, uszczknąć materialnie coś dla siebie z takich znajomości, tylko dlatego że jest okazja – świadomie staram się takich znajomości unikać, przy najmniej tak mi się wydawało.
Przy posiłkach rozmowa kleiła się trochę lepiej, mniej było słychać dźwięków uderzanych o talerz sztućców i odkładanych na spodki filiżanek, ale to głównie za sprawą konsumowanego wina.
Najgorsze były tylko wieczory – nazwałbym je fizyczną reakcją ciała na erotyczne symulacje…
Wróciłem upokorzony przed samym sobą, ale chyba już mi to mija.
W gruncie rzeczy takie doświadczenie od czasu do czasu bywają budujące – bardziej doceniam, co mam.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „kutas, któremu wyrósł facet

  1. vanilasta pisze:

    A Krakow przeciez bywa (jest?) tak… no wlasnie jaki? Chyba taki inny od tego wszystkiego, co wyzej opisujesz. Kompletnie inna bajka dla mnie. Mieszkam tu prawie 10 lat i ciagle czuje sie tu ” na miejscu”, ciagle odczuwam „przyjaznosc” tego miasta. Wystarczy spedzic dzien gdzies w srodku, a czuje sie, jakbym byla na wakacjach. Trzeba nauczyc sie z niego korzystac, sam nic nie podaje na tacy. I chyba tylko do tego mi sie tak ciezko przyzwyczaic… 🙂 Pozdrawienia z siarczyscie upalnego Krakow 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s