Ostatnie 3 tygodnie to w Szwajcarii prawdziwy ewenement pogodowy. Przywykłem, że upały trwają tu kilka dni, w miesiącach letnich zwykle pada a temperatura utrzymuje się na stałym poziomie dwudziestu kilku stopni. W domu nie daje rady wytrzymać, nasze mieszkanie na poddaszu nagrzewa się do takich temperatur, że po powrocie z pracy ochoczo paradujemy po nim nago, co kilka godzin schładzając ciała lodowatym prysznicem.
Najgorzej jest, kiedy przychodzi mi wbijać się w koszule, krawat i jechać do Zurychu by wziąć udział w jakimś spotkaniu. Czerwiec to ulubiony miesiąc do zorganizowania wszelakich konferencji, wykładów, zjazdów i branżowych spędów, z których nie zawsze mogę się wykręcić.
Ponadto ostatnie kilka tygodni upłynęły mi nad planowaniem szkolenia dla Hindusów, które prócz wątpliwej przyjemności obcowania z nimi wiązało się z wyjazdem do Indii. Razem z K przeszliśmy przez piekło wielogodzinnych rozmów telefonicznych, które wymagały dużego samozaparcia by zrozumieć, choć trochę ich treść z powodu silnego obcego akcentu, po czym zgodnie stwierdziliśmy, że nie mamy wyboru jak tylko tam pojechać. Hindusi zapewniali nas, że wszystko jest na najlepszej drodze, że są przygotowani, zaakceptowali warunki, nawet udało nam się wymusić od nich te deklaracje na piśmie, gdy nagle niespodziewanie po prostu się rozmyślili. Projekt może jeszcze poczekać a poza tym tam ciągle trwa w Indiach pora monsunowa, więc nie szczególnie spieszy mi się tonąć w strugach deszczu i brodzić wśród brudnych ulic, pełnych intensywnych zapachów miejskich ścieków. Przedstawiając szefowej swoje wyobrażenie o Indiach trafiłem na bardzo podatny grunt, bo od razu wyobraziła sobie, że skoro w miastach nie mają kanalizacji to muszą mieć problem ze szczurami. Żeby przekonać ją do przełożenia wyjazdu na jasień niechcąco zasugerowałem, że szczury w Indiach są wielkości psów i tak mocny argument przekonał ją w zupełności.
Nie czuje się z tym szczególnie źle, bo Indie nie poddają się żadnym uporządkowanym charakterystykom.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mjanmar
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek

Skwar, jak chyba wszędzie, niemiłosierny. A rzeczony Szwajcar, całe szczęście, jest Polakiem. Zresztą spostrzeżenia ma cokolwiek podobne do Twoich. Na temat Szwjcarii oczywiście.
Szwajcarscy Szwajcarzy maja to do siebie ze czesto sie nie myja albo sa daleko posunieci przez kola czasu – miales sporo szczescia