O nas – rzeczywistość z nieco innej strony

Wiadomość z ust M odebrałem jakbym dostał obuchem w łeb – zakomunikował, że myśli o otwarciu własnego interesu, najchętniej we Włoszech. Przestałem słuchać wywodów o sposobie finansowania tego przedsięwzięcia, choć było tam coś o mnie i kredycie z banku, gdy między zdaniami padł zbagatelizowany szczegół chęci powrotu do zapyziałej ziemianki na południu Włoch, zaraz potem poszedłem w zaparte i skwitowałem, że to najgłupszy pomysł jaki kiedykolwiek przyszedł mu do głowy. Można mi zarzucić egoizm, że w takiej sytuacji nie próbowałem go poprzeć tylko wdeptałem uczucia w ziemię, zacząłem myśleć o sobie i jak taka zmiana wpłynie na moje (nasze?) życie materialne i zawodowe. Od razu nasunęła się jedna myśl – jeśli ma dojść do tego, że M wyjedzie i postanowi zrobić rewolucję w swoim życiu to muszę zadbać o to by ta zmiana jak najmniej odbiła się na mnie. Ktoś może nazwać mnie samolubem, kutasem, który myśli tylko o sobie, ale jeśli coś jest niedorzeczne i głupie to nie będę udawał, że jest inaczej.
M. ma talent do pakowania się w beznadziejne sytuacje, które wiążą się zwykle z finansowymi zobowiązaniami i zwykle zachowuje się tak, jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Tak było z kupnem auta, którego ubezpieczenie odbija się mu finansową czkawką ile razy przychodzi termin płacenia raty leasingowej i ubezpieczenia, zwykle chodzi wtedy struty i naburmuszony, wygląda jak wielka chmura gradowa. To szczegół, że tak naprawdę auta nigdy nie potrzebował i nawet teraz używa go tylko kilka razy w miesiącu, bo z i do pracy jeździ kolejką co zajmuje mu 6 minut.
W przypadku M posiadanie auta nierozłącznie łączy się z mandatami, tydzień bez mandatu lub dwóch to tydzień stracony. Z dziwną lekkością zostawia auto w miejscach niedozwolonych a ostatnio policja osobiście pofatygowała się do niego do pracy, grożąc mu że następnym razem, jeśli mandat okaże się nieskuteczny, wezmą auto na lawetę.
Od czerwca zmienił mu się status pobytu w Szwajcarii a tym samym sposób rozliczania z fiskusem. Kiedy dostał pierwszą fakturę zaniemówił, po czym przelał do Urzędu Skarbowego 1/3 wskazanej kwoty. Zapytałem go czy wie czy aby tak na pewno można, odpowiedział tylko ”no jasne”. Mnie nie wydawało się to być tak oczywiste dlatego w pracy poradziłem się naszego doradcy podatkowego, który wyjaśnił mi całą procedurę. M przyjął moje informacje do wiadomości, ale mało się nimi przejął, nie docierały do niego żadne argumenty, na koniec uparł się, postawił na swoim i tkwiłby w tym swoim postanowieniu długo gdyby Urząd Skarbowy nie zadzwonił do niego na komórkę…
Inna słabością M są super oferty kart kredytowych z załączoną umową, które wystarczy tylko podpisać i wysłać. Obecnie ma ich 5, z czego 3 umowy zawarł w języku francuskim (którego nota bene nie zna) i za każdym razem gdy coś niepokojącego dzieje się z rachunkiem nie może nawet skontaktować się z działem obsługi klienta by wyjaśnić problem przez telefon czy email. Inna sprawa, że nie zna on w ogóle żadnych innych języków prócz włoskiego (co nigdy nie stanowiło dla mnie problemu bo widziały gały co brały), ale podpisywanie umów prawnych klasyfikuje się dla mnie jako zwykły akt samobójczy i tylko czekać kiedy wpakuje się (nas) na jakąś minę.
W niedzielę na widok słonecznego poranka ogarnęła mnie niesamowita ochota wyjechania gdzieś poza Berno, nad jezioro do Lozanny albo Montreux gdyby tylko nie to, że nad głową wisiało nam odkładane od tygodni zadanie specjalne pt. porządki w pakamerach. Nasze mieszkanie znajduje się na poddaszu i w związku z licznymi skosami otrzymaliśmy kilka dodatkowo wydzielonych pomieszczeń gospodarczych, do których bez namysłu wrzucamy wszystkie mało przydatne przedmioty oraz odzież, czasopisma, zepsute urządzenia, słoiki, kartony, styropiany, stare albumy i rachunki. Wiedziałem, że jeśli nie zabierzemy się za to dzisiaj, to nie zrobimy tego przez następne kilka miesięcy, bo M do listopada pracuje non stop, potem lecimy na Karaiby, w międzyczasie mam europejskie tournee, które potrwa do końca stycznia. I tak zamiast cieszyć się pięknym, niedzielnym słońcem zatopiliśmy się w tonach śmieci, kartonów i kurzu, ale za to gdy dopięliśmy swego rozpinała nas duma. Wyrzucanie śmieci w Polsce jest rzeczą prostą: wystarczy zebrać, znieść i wyrzucić na śmietnik, w Szwajcarii trzeba dodatkowo poświęcić dodatkowe godziny na ich posegregowanie według jednej z 50 kategorii odpadów, ułożenie w paczki a potem wywiezienie na wysypisko.
Po tak intensywnym dniu nie miałem serca patrzeć na M stojącego w kuchni, z drugiej strony mnie też jakoś nie śpieszyło się do garów. Choć zmęczeni rozpierała nas radość na widok tak sprawnie wykonanego zadania, uważałem więc że zasłużyliśmy na coś lepszego niż talerz makaronu i mus z dyni.
Poznaliśmy się, zakochaliśmy się bez pamięci, lewitowaliśmy dziesięć centymetrów nad ziemią, stać nas było na największe szaleństwa, nasze wspólne życie było bajką ale wreszcie zaczynamy żyć normalnie…
Dzisiaj, patrząc na to wszystko z dystansu wydaje się że po 3 latach wspólnego mieszkania i życia pod jednym dachem trochę oklapłem i straciłem zapał do codziennych powtarzalnych czynności i rytuałów, przestałem starać się o względy, w nasze życie wdarła się rutyna a drogie prezenty nie są żadnym rozwiązaniem i nie rekompensują niczego. Obiecałem sobie, że po powrocie z Włoch wyciągnę go z domu, zaproszę niespodziewanie na kolacje do dobrej restauracji i porozmawiamy o rzeczach ważnych dla niego, a ja postaram się spojrzeć na nie jeszcze raz obiektywnie i bez emocji, spróbuje wesprzeć w pomysłach i zaoferować najlepszą na jaką mnie stać pomoc…
Kiedy problem osiągnie masę krytyczną znowu będę musiał się z nim zmierzyć, ale na razie skrzętnie i ochoczo zmiatam wszystko pod dywan.
A poza tym rano nie było mi już zupełnie do śmiechu, lejący się katar, ból głowy, ogólne rozbicie, wstawałem jakbym szykował się na ścięcie i gdy miałem już wyskakiwać z pidżamy przeszła mi myśl, że mógłbym właściwie zostać dziś w domu i zrobić sobie wolne. Włączyłem tylko komputer, upewniłem się że mam włączony telefon i spokojnie wróciłem z powrotem na godzinę do łóżka.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „O nas – rzeczywistość z nieco innej strony

  1. sotion pisze:

    no pewno, ze po trzech latach musi coś oklapnąć , nie może przecież cały czas stać :))

    ważne, ze chcesz się jeszcze starać, oby tak było kiedy będziecie mieli za soba 5, 10 i więcej lat…

    no i szybkiego powrotu do zdrowia życzę :))

  2. saber-->sotion pisze:

    nie wiem jak ja to robie ale nieustannie cały czas stoi

    z braku fajnych podmiotow wokolo zostaje z tym z kim jestem teraz, no chyba ze Ty bys sie kwalifikowal…? 🙂

  3. sotion pisze:

    :))) to faktycznie niezły zawodnik z Ciebie…

    jeżeli chodzi o kwalifikacje…to na pewno nie; dzieli nas przecież odległość prawie ze lat świetlnych :)))

  4. saber pisze:

    czym jest odleglosc dla tagiego latajacego holendra jak ja

  5. sotion pisze:

    latający holender (: nie mogłeś znaleźć lepszego comparatioto – to zły omen, przynosi nieszczęście i zwiastuje śmierć… dlatego takie związki na odległość nie maja przyszłości

    :))ponieważ jednak nikt mi już takich propozycji nie składa czuje się dowartościowany…:)

  6. whyme pisze:

    Si, parlo italiano 🙂 Come mai…?

  7. saber-->whyme pisze:

    bene grazie:)
    alora, adesso abbiamo una nostra lingua speciale che nussuno qui capisce…

  8. sotion pisze:

    dziwne, na przegladarce explolera tez komentarze mam niewidoczne ale na Mozzili sa, nie wiem co jest grane, to nie moja robota…

  9. whyme -> saber pisze:

    Sei sicuro che nessuno capisca l’italiano qui, sul forum? 🙂 Dove hai imparato questa bella lingua?

  10. saber pisze:

    certo di si, questo forum e soltanto pieno di ignoranti…

    Mio ragazzo e Italiano e io l’ho immparato per lui

  11. whyme pisze:

    Complimenti – scrivi molto bene in italiano 🙂 Il mio ragazzo non e’ italiano – purtroppo 😦

  12. saber pisze:

    anzi, il mio e un po fascista, devo fare esercizi ogni giorno.

    Dimmi se cerchi un ragazzo italiano. Ci sono moliti qui in Svizzera: belli, snelli, maschili e sexi 😉

    Abiti a Varsovia?

  13. whyme pisze:

    Allora per questo motivo il tuo italino e’ cosi’ buono… E’ la questione della motivazione.Svizzera? Ragazzi italiani? Nooo… ci ho provato qualche volta e nonostante che siano simaptici, io non sono in grado di accettare un rapporto con l’italiano 🙂

  14. sommer pisze:

    To chyba normalne po 3 latach.
    Życie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s