urlop w oku huraganu

Z jednej strony jestem trochę zły na siebie, że tak nalegałem na to miejsce, z drugiej przy takich emocjach będzie, co wspominać po powrocie…
Koleżanka z Warszawy podsunęła mi ciekawy pomysł na spędzenie urlopu – czarter katamaranu na Karaibach. Pomysł genialny (i wcale nie drogi), ale mimo to nie wypalił, bo marzyła mi się Arka Noego – czyli same pary, które pojechałyby z nami, bo z obcymi to raczej ryzyko i żadna frajda. Jak znam swoje szczęście trafilibyśmy na homofobów albo forsiastych ”betonów”, dla których największą atrakcją na urlopie byłoby nawalenie się do granic przyzwoitości. Dlatego chwilowo zrezygnowaliśmy z tej opcji, ale nie przestaliśmy szukać takiego miejsca, które pozwoliłoby nam na odwiedzenie kilku sąsiadujących wysp.
I tak w piątek lecimy do Miami a stamtąd na St. Martin. Jechać tylko na jedną wyspę wydawało się być mało wyszukane, ale połączenie pobytu ze zwiedzaniem St. Barthelemy, Anguilli i Saby spowodowało, że w oczach zaświeciły mi się lampki.
Gorączka przedwyjazdowa zaczęła udzielać się nam na dobre, gdy w samolocie do Miami zorganizowałem dla nas miejsca w klasie biznes, co by M mógł wygodnie wyciągnąć nogi i nie musiał gnieść się w klasie cargo. Przećwiczyliśmy też podstawowe dialogi z tematu rozmowa z amerykańskim immigration na wspomnienie, którego do dzisiaj żołądek skręca mi się trąbkę.
A od wczoraj z duszą na ramieniu śledzę doniesienia CNN na temat huraganu Tomas, który pustoszy Karaiby i przyczynił się do zamknięcie lotnisk na Barbados i w St. Lucia. Sezon tropikalnych cyklonów na Atlantyku niby się skończył, ale wściekła Shary pustoszy Bermudy, a Tomas w najlepsze śmiga po Karaibach.

Mój zapał trochę, więc ostygł zwłaszcza, że do soboty jeszcze wiele może się zmienić. Władze poszczególnych wysp ogłosiły alarm i wezwały mieszkańców oraz turystów do zachowania ostrożności, a przede wszystkim do opuszczenia plaż, gdzie mają uderzać kilkumetrowe fale. Już widzę nas dwoje w naszym pięknym apartamencie, zabezpieczanym workami z piaskiem, ściśniętych w objęciach a na koniec ewakuowanych helikopterem razem z kobietami i dziećmi…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to urlop w oku huraganu

  1. Nieznane's awatar xell pisze:

    huragany nie są złe
    nie ma po nich komarów a przez tydzień świeci słońce, bo wszystkie chmury zostały przepędzone

    będzie dobrze

  2. Nieznane's awatar sotion pisze:

    uwazaj zeby wiatr Was nie porwal 🙂

  3. Nieznane's awatar saber pisze:

    to musialby byc tajfun zeby uniesc moje 150kg…

  4. Nieznane's awatar sotion pisze:

    bez przesady 🙂

Dodaj komentarz