Miami – dzień dobry bardzo

Ledwo na dobre rozsiedlimy się w wygodnych fotelach klasy biznes a podniebne kelnerki  rozpoczęły serwowanie napojów i posiłków M rozsunął swój fotel do pozycji horyzontalnej i zasnął. Nie były wstanie obudzić go wykwintne menu ani system pokładowej rozrywki. Ujął mnie niezmiernie jego romantyzm…
Późnym popołudniem wylądowaliśmy w Miami, tym razem bez traumatycznych przeżyć przeszliśmy przez US Immigration, za pierwszym razem znaleźliśmy właściwe wyjście by hotelowym shuttle busem pojechać wprost do hotelu. Nasz suit w Hiltonie reklamowany jako de luxe lata świetności miał już za sobą, ale co tam łóżko wciąż spisywało się na medal. Cały poranek spędziliśmy na tarasie – M nie gorzej niż rasowy Japończyk pstrykał zdjęcia lądującym samolotom podczas gdy ja próbowałem wygrać walkę z ekspresem do kawy a raczej maszyna od moczopędnej cierpkiej lury.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Miami – dzień dobry bardzo

  1. sotion pisze:

    widze, ze M wie co dobre 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s