Koniec urlopu, powrót do pracy czyli laby ciąg dalszy

Efektem ubocznym każdego urlopu albo dłuższego przebywania poza biurem jest konieczność przebicia się przez niezliczoną ilość korespondencji elektronicznej, które napływa podczas naszej nieobecności. I choć przez ostatnie kilka lat (dzięki uprzejmości starszych bardziej doświadczonych kolegów) wypracowałem metodę radzenia sobie z tym bolesnym zadaniem tym razem było inaczej, bo niechcąco zahaczyłem nogą o kabel, w rezultacie mój laptop przeleciał przez całą długość pokoju, pękł monitor tak i jakby coś wylało się w nim środku… A dzięki temu, że nasze IT znajduje się w dalekiej Malezji przez pierwsze 2 dni nie drgnęło nic w sprawie jego naprawy, dlatego w biurze można było mnie spotkać głównie popijającego kawę z kartką i długopisem w ręku.
Przypadkiem odnowiłem kontakt z dawną koleżanką z Chujowych Produktów. Krótka rozmowa wystarczyła żeby sobie przypomnieć, dlaczego mnie wkurzała i przekonać się, że niekiedy czas wcale ludzi nie zmienia. Mieszkanie zagranicą i rzadsze obcowanie z polską mentalnością zmiękczyła mnie trochę w kontekście radzenie sobie z takimi osobami, ale na przyszłość będę omijał ją szerokim łukiem. Ma ona w sobie kilka irytujących cech, z których natręctwo i autorytatywny sposób mówienia do tylko wierzchołek góry lodowej. Doskonała, jako korporacyjny szczur wyścigowy, który mnie odrzuca i z którym zupełnie się nie identyfikuje. Ja w swojej pracy jestem pozostawiony sam sobie, a jeśli musze się z kimś ścigać to tylko sam z sobą…
Obecnie ścigam się w myślach na temat planów urlopowych w przyszłym roku, jest tyle miejsc które chciałbym zobaczyć i przeżyć, że zdaję sobie sprawę że mogę nie zdążyć, że ktoś lub coś może mnie zatrzymać. Dzięki swojemu przemijającemu urokowi osobistemu przekonałem M do kolejnego szalonego pomysłu wyjazdu do miejsca na widok, którego ludzie wołają z zachwytu Oooo – Aaa – Huuuu

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Koniec urlopu, powrót do pracy czyli laby ciąg dalszy

  1. Nieznane's awatar sotion pisze:

    co to za miejsce?

  2. Nieznane's awatar saber pisze:

    OOaaahuuu

  3. Nieznane's awatar sotion pisze:

    aajjaajjaa, ale dlaje mi to nic nie mowi :))

  4. Nieznane's awatar saber pisze:

    154°40’W – 162°W

  5. Nieznane's awatar sotion pisze:

    teraz rozumiem :))

Dodaj komentarz