Dubai non stop

Jeszcze 40 lat temu Emiraty to były pustkowiem, teraz widać palmy, złote wnętrza i portrety szejka.
Skala bogactwa, jaką widziałem nie była mi obca, ale konkurowanie z lokalnymi krezusami z góry skazane byłoby na porażkę. Wszystko jest jak z Baśni tysiąca i jednej nocy tylko współcześnie: białe wille z basenami, jachty, sportowe auta, centra zakupowe z dziesiątkami sklepów, butików najdroższych firm, cala Europa ma chyba tyle Guccich co jeden Dubaj.
Właściwie wszystko, co na świecie największe, najnowocześniejsze, najdroższe i najpiękniejsze znajduje się w Dubaju i ja w to wierzę. Dzięki petrodolarom dokonał się tutaj niewyobrażalny postęp. Dubaj jest symbolem tego, co wydawało się niemożliwe, dlatego tak bardzo mi się podoba i na dodatek daleko mu do kiczowatego amerykańskiego Las Vegas. Niewiele lat temu była tam tylko pustynia, a w ciągu zaledwie jednego pokolenia dokonały się tak wielkie zmiany.
Punkt o 13.00 dumnie wkroczyliśmy do Dubai Mall gdzie zgodnie z programem mieliśmy spędzić czas do wieczora. Lunchem u Libańczyka zainaugurowaliśmy szał zakupowy, który trwał nieprzerwanie do wyczerpania zakładanego limitu. Centra handlowe mają tutaj najlepsze jakie widziałem, największe, najlepiej urządzone, z największą liczbą atrakcji, największymi fontannami, rzeźbami, akwariami. D&G, Versace, Armani, Ferre, Trussardi, Tom Ford, M Jacobs, Burberry wszystkie salony w jednym miejscu, po kilkanaście, na wyciągniecie ręki, po których płynnie można się przemieszczać

Nieplanowane wyjazdy mają to do siebie, że niewiele można przewidzieć i z reguły wiele rzeczy choćby chciałoby się zrobić albo zobaczyć okazuje się, że nie starcza na nie czasu i trzeba je odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. Dubaj będzie kojarzył mi się głównie z życiem nocnym, zakupami u Armaniego i imponującym budynkiem Burj Khalifa.
Na tarasie klubu Trilogy urządziliśmy prawdziwie sylwestrową imprezę. Życie nocne Dubaju toczy się wokół hoteli, w ciągu jednego wieczoru potrafiliśmy zaliczyć od 3-5 miejsc. Niestety wieczór ‘’dla Panów’’ odbywał się wyłącznie w poniedziałki, więc nie miałem szans na znalezienie godnego siebie repertuaru uciech nocnych. Za to w piątek w hotelu Westin załapaliśmy się na ‘’ladies night’’ i obecność podstarzałego playboya Hugh Granta.
Lądując w Bottom Rock wśród pijanej brytyjskiej klienteli osiągnęliśmy jak dla mnie dno totalne, dlatego resztkami sił wczołgałem się do taksówki i wróciłem sam do hotelu.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Dubai non stop

  1. Nieznane's awatar sotion pisze:

    Nieplanowane wyjazdy, to takie po których do końca nie wiadomo czego się spodziewać. To trochę jak gra hazardowa; raz natkniesz się na fortunę a kiedy indziej będziesz musiał się tylko obejść smakiem.

Dodaj komentarz