Obserwacje

Siedząc w przedziale silent zone, w którym obowiązuje całkowity zakaz rozmów, słuchania muzyki i telefonowania oprócz mnie było jeszcze kilka innych osób: starsza pani i czarnoskóra matka z niemowlakiem, które spało. Wszyscy zachowywali się tak, jak wymagało tego miejsce tzn. zero rozmów, hałasu i niepotrzebnych dźwięków, nawet ja czytając książkę za każdym razem gdy przewracałem kartkę uważałem żeby robić to jak najciszej, niemal bezszelestnie. Paranoja, ale taka właśnie jest Szwajcaria.
Na wysokości Olten wsiadła do nas jakaś kobieta, cudzoziemka z dzieckiem, które zaczęło płakać jak tylko pociąg ruszył w kierunku Zurychu. Starsza pani zareagowała niemal od razu każąc młodej matce znaleźć sobie inny przedział, bo w tym obowiązuje całkowita cisza. Prośbę powtórzyła jeszcze raz kategorycznie po angielsku i francusku, gdy zorientowała się, że kobieta nie mówi po niemiecku. Gdy prośba nie poskutkowała wezwała konduktora, który zaproponował matce z dzieckiem pomoc w znalezieniu innego miejsca w sąsiednim wagonie. O dziwo przy okazji dostało się też tej drugiej kobiecie podróżującej z niemowlakiem. Także jej konduktor zasugerował zmianę przedziału, ale ta odmówiła tłumacząc się, że jej dziecko śpi. Wtedy do rozmowy włączyła się rezolutna babcia najwidoczniej ośmielona wygraną pierwszą bitwą, głośno komentując, że dziecko w każdej chwili może się obudzić i zakłócić spokój innych pasażerów. Murzynka nie przyjmowała tego argumentu do chwili, gdy jej dziecko obudziło się wrzeszcząc. Gdy konduktor przenosił bagaże obu kobiet do innego wagonu starsza pani triumfalnie zatarła ręce komentując pod nosem coś o braku szacunku dla zasad i przepisów panujących w tym kraju…
Jestem w drodze do Londynu, niewyspany, bo we znaki wciąż daje mi jet leg, czuję jak buzuje we mnie napięcie, jak bardzo nie pasuje do tych realiów i jak nigdy wcześniej mam wielką ochotę wrócić do domu.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii emigracja, Szwajcaria i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 Responses to Obserwacje

  1. Nieznane's awatar sotion pisze:

    Nie dziwie sie, ze jestes zmeczony. Od jakiegos czasu słysze tylko, ze jestes to tu, to tam. Ciagle w drodze…

  2. Nieznane's awatar PLUTO pisze:

    Szkoda że nikt nie wygarnął starej, że w każdej chwili może zakłócić ciszę konwulsjami.

  3. Nieznane's awatar saber-->sotion pisze:

    to ze jestem ciagle w drodze akurat daje mi motywacje do dalszej pracy i sprawia ze mam chec robic to co robie, inaczej chyba rzucilbym to wszystko w pierony

  4. Nieznane's awatar saber-->pluto pisze:

    ja po francusku nie umiem…

  5. Nieznane's awatar PLUTO pisze:

    Przecież mówiła po niemiecku i angielsku. Chyba że koloryzowałeś :>

  6. Nieznane's awatar saber--> pluto pisze:

    ja po niemiecku ani huhu, a po angielsku nie odpowiedzialem bo mnie zatkalo
    PS ja nie koloryzuje, co najwyzej opowidam inna wersje tej samej prawdy

  7. Nieznane's awatar PLUTO pisze:

    Świadek ewidentnie plącze się w zeznaniach :>

  8. Nieznane's awatar saber pisze:

    ewidentnie to Ty mnie bierzesz pod wlos, to sie chyba nazywa dreczeniem swiadka…

  9. Nieznane's awatar PLUTO pisze:

    A skąd, to się nazywa sprawdzaniem wiarygodności 🙂

  10. Nieznane's awatar saber pisze:

    w takim razie moge zaprezentowac namacalny dowod albo zorganizowac nawet wizje lokalna – tyle ze nalegalbym by odbywalo sie to bez swiadka

  11. Nieznane's awatar PLUTO pisze:

    W tym zakresie dysponuję relacjami :>

  12. Nieznane's awatar saber pisze:

    a czy swiadkowie sa wiarygodni?

Dodaj komentarz