Różnica między dawnym życiem a tym nowym sprawia, że doświadczam, częściej poczucia władzy i siły. Co rusz pojawia się wrażenie, że cały świat padł mi do stóp… Staram się wychwytywać kontrast między tym, co było a tym, co jest, bo często wywołuje on fałszywe przekonanie o własnej wielkości i nieomylności, wszystkie wydarzenia z życia interpretuje, jako potwierdzenie tego sukcesu i pompuje do granic możliwości moje ego. Za sprawą rodziców, wychowania, przyjaciół staram się pilnować i wkładam dużo wysiłku by nie umacniać przekonania o tzw. „własnej wspaniałości”, a co za tym idzie, postrzegania innych jako gorszych, mniej utalentowanych, mniej ważnych, amatorów, leni itd.
Jeszcze kilka lat temu obawiałem się, że moja zagraniczna przygoda sprawi, że samotność, do której nie jestem przyzwyczajony zacznie mi doskwierać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, że najsilniejsze przyjacielskie więzy się poluzują, że najdawniejszym, sprawdzonym znajomym i odwiecznym przyjaciołom rozmowa ze mną zacznie sprawiać kłopot, że poczuje że nagle stracili oni zdolność rozmowy bezinteresownej. Kilka tygodni temu we Wrocławiu, siedząc z przyjaciółmi w restauracji przestałem się bać tej myśli, nabrałem pewności, że nic się nie zmieniło, może tylko rozmawiamy na inne tematy, bo jesteśmy starsi.
Każdy człowiek na Ziemi szuka miłości. Generalnie wszystko się do tego sprowadza, żeby te sprawy mieć z głowy: kochać kogoś i być kochanym, i wtedy można zabrać się do życia. Wszystko jest temu niespełnieniu podporządkowane i męczy nas ono póki jesteśmy sami, niespełnieni, nie mamy tej drugiej połówki. Póki nie ma spełnienia duchowego całe życie jest na niby i mamy tego świadomość albo co najmniej podświadomość. Pojawienie się drugiego człowieka w życiu sprawia, że można się już nie spinać, nie udowadniać, nie grać, wejść w te relacje, będąc sobą.
Często rozgrzewam się gdzie indziej, pozadomowo, więc nie jest to związek idealny.
Osobiście najwygodniej byłoby dla mnie może osiągnąć tak silny duchowy kontakt, aby równocześnie móc pozostać parą ludzi absolutnie wolnych i nie być od siebie w żaden sposób zależny. Tak ze gdyby M zniknął niczego by to nie zmieniło, ponieważ ani ja nie byłbym zależny od jego fizycznej obecności, ani on od mojej.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek

zwiazek idealny taki chyba nie istnieje, jest raczej tylko sztuka kompromisu…