Wizytacja – Cyrk – W uścisku silnych ramion – Orient sexExpress – Wielkanocny zapach naftaliny

Moja szefowa po prawie 2.5 roku nieobecności pojawiła się wreszcie w naszym biurze dostarczając mi nieskończenie wielu powodów do radości. Wciąż śmiem twierdzić, że jest najlepszą szefową pod słońcem: nie dość, że jest daleko i śpi kiedy pracuję i nigdy do mnie nie dzwoni, to jeszcze daje mi całkowicie wolną rękę w sprawach zawodowych, jest wyrozumiała, pomaga gdy o to proszę i dba by kwota, która co miesiąc wpływa na moje konto była odpowiednio wysoka. Pierwszy wieczór postanowiła spędzić taplając się w ogromnej hotelowej wannie (nie towarzyszyłem jej), ale na drugi dała porwać się na wspólny wieczór w Azzurro. Nadskakiwałem jej jak pudel, zabawiałem, komplementowałem, śmiałem się z jej dowcipów, sypałem anegdotami jak z rękawa, pilnowałem jej komfortu i dobrego samopoczucia, za co w efekcie zostałem nagrodzonym mamusinym cmokiem i uściskiem łamiącym kości, ale za to zaaprobowanym budżetem na resztę wydatków tym roku. Big mama wybaczyła mi nawet niedyspozycję spowodowaną grypą żołądkową i fakt że do Zurychu musiała jechać zupełnie sama.
Praca przed świętami spędzała mi sen z powiek. Odkąd siłą wżenili się mnie w organizację firmowej imprezy w Barcelonie każdy dzień stal się pasmem udręki, nieprzewidzianych sytuacji. W konsekwencji nieprzemyślanych decyzji ‘’góry’’ chodziłem zmęczony ogarnianiem tego bajzlu i ciągłym gaszeniem pożarów, zacząłem wręcz niedomagać na polu zawodowym a czasem wprost sobie odpuszczać. Organizacja wyjazdu pozostawia wiele do życzenia, nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z poprzedniego roku z tym że w tym roku znacznie częściej zdarza mi się obrywać.
W sytuacjach, kiedy w biurze panuje full house zwykle najlepiej sprawdza się proste zniknięcie ludziom z oczu, najlepiej na kilka dni na co ochoczo przystałem…
Po raz pierwszy odwiedziłem nasze biuro w Mediolanie. Zaskoczyła mnie przyjacielska wręcz luźna atmosfera, otwartość ludzi i brak zadęcia wśród najwyższej kadry menadżerskiej. Na spotkanie zaprosiłem naszego dostawce na widok, którego nogi mi się ugięły, wpadłem w osłupienie a cały mój luz i pewność siebie zniknęły. Ów osobnik miał na imię Antonio, pochodził z Toskanii, miał silne ramiona, popełniał zabawne błędy mówiąc po angielsku i patrzył tak świdrującym wzrokiem, że przez całe spotkanie czułem pistolet w spodniach. Zaliczyliśmy drętwy początek, mało błyszczałem, nie tryskałem w ogóle polotem, ale z czasem jednak atmosfera się poluzowała a my z Antonio kilkakrotnie poklepaliśmy się porozumiewawczo po ramionach. Wracając pociągiem do Szwajcarii myślałem o nim, snując wyobrażenie jakby to było gdybyśmy byli razem. Wciąż rzuca mi się na głowę jak o nim pomyślę i już planuje nasze następne spotkanie.

Jak nigdy wcześniej w Stambule było zimniej niż na północy Europy. Nim dotarłem do hotelu niechcąco zabawiłem się w rycerza wybawiając z opresji pewną wyelegantowaną i zbytnio epatującą bogactwem Niemkę, która przyjechała spędzić wielkanocne ferie z koleżankami i która zbyt pochopnie dała nabrać się na zaloty pewnego Turka z wypożyczalni aut. Pozornie niewinny flirt szybko przeszedł z fazy rozmowy do fazy dotykania i macanek, na co ewidentnie pani nie była przygotowana.
Z Monachium przyleciał F, odwiedzał rodzinę, ale znalazł czas by postrzelać do jego bramki. Leżąc z nim w łóżku, zmęczeni, spoceni, w skotłowanym łóżku, mokrym od potu i śladów naszej ekspresji zauważyłem, że takie momenty prawie nigdy nie zdarzały się między mną a M. Jedna z tych znajomości, którą nie łatwo jest zakończyć a każde kolejne spotkanie dostarcza nowych emocji.

Wczesnym świtem w drodze na lotnisko znowu nie mogłem przestać zachwycać się niezwykłym położeniem tej metropolii, na zderzeniu kultur wschodu i zachodu.
W przeciwieństwie do reszty miasta, przytłoczonej smutkiem i biedą, Bosfor tętnił radością życia, ekscytacją i szczęściem. Teraz cieśnina jest źródłem siły Stambułu, ale na początku jej nie doceniano od, zwykły brzeg z jakąś drogą, ładnym widokiem, po prostu dobre miejsce na letnie pałace, jakie budowano tam w ciągu ostatnich dwustu lat. (…) Osmanowie zaczęli wznosić tu swoje letnie rezydencje, rozwinęła się charakterystyczna imperialno – stambulska kultura, odcięta od świata zewnętrznego (…) Uwielbiałem pływać po zatoce Bebek, krążyć wśród innych łodzi, kutrów, promów i kryp z burtami oblepionymi przez ostrygi; czuć siłę prądu z dala od brzegu i uderzenia fal wzbudzanych przez mijające nas jednostki. Chciałem, aby te wyprawy nigdy się nie kończyły. (…) Przejażdżki po Bosforze (…) dają nieodpartą przyjemność podglądania tego miasta dom po domu, dzielnica po dzielnicy, a jednocześnie pozwalają podziwiać z oddali jego wiecznie zmieniający się jak miraż, zarys….
Jakiekolwiek święta w domu kojarzą mi się z jednym schematem: podróż, jedzenie, telewizor, cmentarz, odwiedzanie rodziny, jedzenie i nieoparta chęć żeby się wreszcie wyrwać, dlatego ile razy jadę do domu wybieram spanie w hotelu żeby mieć swój azyl i czasem święty spokój. Tym razem w Radissonie pełno było niemieckich seniorów, którzy wydzielali wokoło dziwny zapach naftaliny, starego człowieka i śmierci…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wizytacja – Cyrk – W uścisku silnych ramion – Orient sexExpress – Wielkanocny zapach naftaliny

  1. sotion pisze:

    – Czytam Twoje wynurzenia na temat M. i taka mnie nachodzi refleksja, ze nikt nie jest doskonały…niestety.

    A cytat o Bosforze czyj?

  2. saber pisze:

    Orhan Pamuk

  3. sotion pisze:

    tak sadziłem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s