Wracam do domu ostatni raz

W ostatni weekend zatrzymałem się w domu rodziców, z którego po nie całych 2 godzinach uciekłem do hotelu. Matka najpierw próbowała siłą mnie nakarmić wciskając nieustannie domową pasze, potem rozpoczęła przesłuchanie z kim, gdzie i kiedy zamierzam się spotkać, płynnie przechodząc do próby wytłumaczenia mi decyzji o wyjeździe do Australii Zosi z ‘’Na dobre na dobre i na złe’’ i innych perypetii bohaterów telenowel a kończąc na intrygujących spostrzeżeniach dotyczących polskiego rynku reklam. Syndrom nauczycielki na wakacjach daje się jej we znaki coraz mocniej a moje zachowanie niemające nic wspólnego z czołobitnością, podporządkowaniem, poddaństwem i ulęgłością działa na nią jak płachta na byka. Na quizy i przesłuchania szkoda mi czasu i nerwów a wrocławski Sofitel chętnie udzielił mi azylu.
Kilka dni wcześniej na krótko poleciałem do Palermo – zupełnie nie planowałem, ale wciąż nie nauczyłem się nie ulegać lotniczym promocjom. Do stolic zwykle stosunkowo najłatwiej się dostać, ale oczekuje się od nich dużo więcej niż od innych miast. Łatwo narzeka się, że nie reprezentują całego kraju, regionu, że są zbyt turystyczne, przepełnione i drogie. W moim przypadku rozczarowało mnie tylko jedno: bród i wszechobecne rynny śmieci. Nie wiem, dlaczego mieszkańcy tego urokliwego miasta nie mają w zwyczaju używania śmietników.
Lubię włóczyć się bez celu po nieznanym mieście, zgubić się w krętych uliczkach nieuczęszczanych przez turystów, próbować zlokalizować miejsca, skrzyżowania i kierunek biegnących ulic. W leniwej atmosferze Palermo piłem najsmaczniejszą mrożoną herbatę na świecie zupełnie nie myśląc o istnieniu sycylijskiej mafii. Trudno poradzić sobie jeśli nie zna się tutaj włoskiego, ale zagaić rozmowę jest już dużo łatwiej, no ale to oczywista oczywistosć…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Wracam do domu ostatni raz

  1. Nieznane's awatar sotion pisze:

    Tak to juz jest z mamami :-))

Dodaj komentarz