uroki pracy

R zaproponowała spędzić wieczór w restauracji First Floor w towarzystwie A i jego kolegi-klienta z ambasady. Już na wejściu było trochę szi-szi fu-fu bo w progu witała nas dyrektor hotelu a szef kuchni osobiście odprowadził nas do stolika, 3 grube menu: karta dań, win i… wód mineralnych – dla wymagających mieli bling water.
Spodziewałem się, że cały wieczór będę musiał silić się na sztuczną kurtuazję, demonstrować bon ton, uskuteczniać rozmowy o niczym w towarzystwie napompowanego sztywniaka udającego sommeliera a tu miła niespodzianka, bo starszy pan był normalny, ba nawet opowiadał frywolne żarciki o swoim szefie.
W nocy nie mogłem spać, głowa znowu wydawała mi się wielka od natłoku spraw, w żaden sposób nie potrafiłem się wyłączyć i przestać o nich myśleć. Czasami czuje się bardzo zmęczony i zupełnie nie cieszą mnie dobrodziejstwa płynące z pracy w mojej firmie.
Dla kogoś z boku moja praca to bajka – ciągłe podróże samolotem, wygodne hotele, nieustające kolacyjki przy winie, blichtr, puch i piana. Pobudka – kawa –pociąg – samolot – taksówka – spotkanie – hotel – taksówka – samolot. W przerwach telekonferencje oraz robocze lunche i oficjalne kolacje… Zmieniają się tylko miejsca spotkań, choć i to przestaję powoli rejestrować. Gdyby nie widok resztek muru berlińskiego w drodze na spotkanie z linią lotniczą w ogóle nie zauważyłbym, że jestem w Berlinie, wczoraj nie poczułem, że byłem w Wiedniu, bo spotkanie odbywało się na obrzeżach miasta.
Wyjazdy i nawet największe odległości trochę mi spowszedniały, prawie nie zauważam, co dzieje się wokół. Punktem odniesienia stają się zabytki, znane atrakcje turystyczne albo pomniki. Lotnisko z Zurychu i Monachium znam na pamięć – śmiało mógłbym trafić do dowolnego wyjścia choćby po ciemku.
W pracy spotykam ludzi o podobnych cechach. Dobijających do czterdziestki, którym wydaje się, że stan kawalerski jest najlepszym z możliwych w świecie, gdzie niemal każdy czynnik egzystencji zależy od poziomu zadłużenia na koncie bankowym. Obciążeni kredytami, z gromadka dzieci byliby kolejnymi przegranym przeciętniakami, którzy budzą się w nocy zlani potem i z przerażeniem stwierdzają, że nie stać ich na lekarstwa albo wyprawkę do szkoły. Dla jednych taki życiowy wybór jest aktem tchórzostwa, dla innych – oznaką gorzkiej mądrości.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to uroki pracy

  1. Nieznane's awatar vanilasta pisze:

    Nie za wczesnie na kryzys wieku sredniego, moj drogi? 😉

    Moze to cos w powietrzu? Niby oddychamy innym, bo ty gdzies w swiecie, czlowieku swiatowy, ja ciagle tym zasmodzonym krakowskim, ale …

    Odkad rozpieprzylo mi sie zycie prywatne (swoja droga, juz nie tesknie tak bardzo, chyba, ale dobija mnie samotnosc), mam wrazenie, ze podwojnie spalam sie w pracy. Bardziej jak dawniej irutuje mnie nierzetelnosc pracownikow, podejscie ludzi, ze nalezy im sie COS za NIC, ewentualnie za zasiedzenie, wkur&*( mnie lenistwo i brak motywacji do pracy. Mam wrazenie, ze to mi bardziej zalezy za kogos, niz tej osobie za siebie.. Jakas paranoja. Wykrzyczalam ostatnio swojej szefowej, ze ja dla takiej atmosfery w pracy, przychodzic nie bede. Przeciez to nie zaklad karny, jak sie komus nie podoba, to po kiego to robi? A moze to ze mna cos jest nie tak? Bo staram sie pracowac najlpiej, jak potrafie, skoro juz podjelam sie tego? Bo mi zalezy? Bo nie wychodze punkt po 8 godzinach, zostawiajac sprawy niedokonczone? Moze powinnam zaczac zapieprzac dla siebie, a nie dla kogos? Zeby to byl jeszcze ktos, a to zwykla korporacja, phi.

  2. Nieznane's awatar sotion pisze:

    Czy ja wiem, chyba nie kryzys wieku średniego tylko konstatacja obecnego stanu i emocji, jeżeli już.

    Czasami patrzysz i zastanawiasz sie co lepsze, tak chyba ma kazdy.

    Tak to juz jest ze kazde polożenie ma swoje plusy i minusy. Wszystko zalezy od punktu siedzenia, tego czego sie chce i uwaza za wazne.

  3. Nieznane's awatar justgone pisze:

    szczerze mówiąc do pracy miałem zawsze ambiwalntny stosunek… bo to tylko praca…
    co do samolotow – chętnie bym sie przelecial… i to calkiem nie tak daleko…:(

  4. Nieznane's awatar saber-->justgone pisze:

    jesli jestes krotkodystansowcem to polecam podrozem autobusem albo na stopa;)

  5. Nieznane's awatar saber-->sotion pisze:

    moze, ale kryzysem w swoim przypadku bym tego nie nazwal, na kryzys przyjdzie czas na razie to zwykle zmeczenie, no ale nic, wracam na pole walki z nadzieja ze nie polegne i znowu dam rade…

Dodaj komentarz