Madonny z ATR’ów – domowa psychoterapia – viva Maskareny

Dawna nie zdarzyło mi się lecieć samolotem i czuć, że zaraz się uzewnętrznię. W samolocie z Zurychu przerażająco trzęsło a ja nie zdążyłem zjeść rano śniadania. Gdy samolot wzbijał się w górę zrobiło się mało przyjemnie, wbiło mnie w fotel, ręką kurczowo ściskałem oparcie siedzenia, nie wiem jak wyglądałem, ale czułem jak krew odpływa mi z twarzy a żołądek skręca się w trąbkę. Nad Zurychem i Warszawą panowały beznadziejne warunki pogodowe, wiele lotów było opóźnionych – nam udało się wylecieć tylko z 30 minutowym opóźnieniem, ale gdy w końcu oderwaliśmy się od ziemi żałowałem, że w ogóle do tego doszło – trzęsło nami potem całą podróż a nad Warszawą nastąpiła prawdziwa kulminacja turbulencji i parę razy prawie sięgałem po papierową torebkę, bo czułem że nadchodzi złowrogie kuku i elegancki pan będzie rzygał jak kot. Może gdyby leciał z nami jakiś przystojny steward mógłbym, chociaż na chwilę odwrócić myśli, ale niestety Lot zatrudnia coraz starszy i brzydszy personel pokładowy, którego sposób mówienia pozostawia wiele do życzenia. Może nie jest to najbardziej wdzięczny i prestiżowy zawód w końcu to tylko kelnerka tyle tylko, że podniebna ale panny, które spotykam na lotach obsługiwanych przez naszego narodowego przewoźnika wołają o pomstę do nieba: niemiłe, ponure, stare rury, przaśne, żujące gumę i obrażone na świat.
Nie zawiodłem się za to na moich warszawskich przyjaciołach. Zaplanowali cały dzień tak żeby było trochę ruchu, trochę przyjemności i rozrywki intelektualnej. Wspólnie wybraliśmy się na basen na Bielany, bo od siedzenia za biurkiem mięśnie mi sflaczały, zjedliśmy wspólnie obiad a wieczorem poszliśmy do kina. Byłem niewyspany po nocnym maratonie i w połowie filmu zacząłem podobno chrapać. Pobyt w stolicy udał mi się także stosunkowo… Improwizowane spotkanie z tajemniczym osobnikiem miało swój ciąg dalszy wieczorem, także nazajutrz a potem jeszcze i nocą… W wieczór przed wyjazdem spotkałem się ze innym kolegą, obok którego nigdy nie potrafię przejść obojętnie, bo dysponuje on warunkami fizycznymi na widok, których spodnie same mi opadają. U mnie to już jest chyba nieuleczalne, nic mi nie jest wstanie przemówić do rozsądku, że monogamia jest super i że to złe i niemoralne rozgrzewać się pozadomowo. Przykładów dobrych nie mam a parki które znam typu ‘’papużki nierozłączki, nosio nosio eskimosio’’ powtarzające jak mantrę ‘’od kiedy jesteśmy razem my nigdy z nikim innym’’ ogólnie mnie osłabiają.

Warszawa coraz bardziej mnie przyciąga, choć może bardziej lubię w niej bywać niż gdybym miał tu mieszkać, choć spacerując często przyglądam się nowo powstającym budynkom pod kątem kupieniem kolejnego mieszkania. Marzy mi się taki własny kąt z wysokimi oknami i dużym tarasem albo loggią… żadnego domu ogródkiem, bo wokół domu trzeba łazić. Póki nie zdecyduję, co dalej z moim życiem zawodowym nie chcę przywiązywać się zbytnio do żadnego miejsca. Jeśli wypali mój nowy kontrakt wyjadę ze Szwajcarii na kolejny rok czy dwa.
Tymczasem to M wyjechał na urlop, zostałem sam na gospodarstwie i nieźle musiałem się codziennie spinać i dobrze zorganizować swój czas, żeby ze wszystkim zdążyć. Pranie, sprzątanie, prasowanie, zakupy… znowu rozważam zatrudnienie pani do sprzątania. Gdybym mieszkał sam bez pomocy by się nie obeszło albo dawno spakowałbym manatki i wrócił do Polski. Mieszkając z M życie w Szwajcarii jest o niebo prostsze i choćby z tego trywialnego powodu od niego nie odejdę.
W pracy kocioł, do końca miesiąca jestem w rozjazdach prowadząc szkolenia, kursuję regularnie między Londynem Barceloną i Manchesterem, na jeden weekend zawitam do Wrocławia, ale potem uciekam gdzieś gdzie trwa lato i jest bardzo ciepło
Rodzina M jak zwykle bez ceregieli ciągnie od niego kasę. Moja koleżanka, która z niejednym Włochem miała do czynienie poradziła mi żebym odpuścił i przestał się wtrącać i próbować cokolwiek zmienić. W tej kulturze rodzina to głęboko zakorzeniona świętość, jest zawsze na piedestale i nie ma dyskusji – basta.
Przeszły mi też pretensje dotyczące jego zachowania. Wspaniałomyślnie postanowiłem go nie karać i zarezerwowałem już dla nas jego urodzinowy prezent – wyjazd na Mauritius w marcu. Stało się to po rozmowie z koleżanką z dawnej pracy, na co dzień mężatką, która opowiedziała mi o dokładnie odwrotnym problemie ze swoim małżonkiem: jej mężowi w towarzystwie słoma z butów wystaje a dowcipy i uwagi pozostawiają niesmak wśród znajomych. Pewnie gdyby M był akuratny to byłoby nudno, nie kłócilibyśmy się i nie musielibyśmy się nigdy godzić.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Madonny z ATR’ów – domowa psychoterapia – viva Maskareny

  1. sotion pisze:

    Zastanawiałem się wczoraj co u Ciebie? A tu jak czytam, nie mogąc odnaleźć drogi do pralki i odkurzacza, porzuciłeś Suisse i poleciałeś odprężyć się w Wawie 🙂

  2. saber--_sotion pisze:

    Det är kallt i Schweiz. Folk sitter i sina hem. Ingen går ut. Precis som på den norra Sverige.

  3. sotion pisze:

    Lärt sig svenska ? Jag tänkte på Schweiz är perfekt men ingenting är perfekt.

  4. saber-->sotion pisze:

    Saber har många dolda talanger

  5. sotion pisze:

    Jag tror

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s