Miasta, które nas tworzą

Są miasta, z którymi wiąże mnie siła magiczna, zamykam oczy w Bernie czy Wrocławiu i widzę wieczór gdzieś tam – dobrze wiem gdzie wyskoczyłbym na kawę, gdzie kupił chleb, zjadł lunch, którą ulicą poszedłbym na spacer. Pamiętam twarze, ulice, adresy, numery autobusów i czuję się trochę tamtejszy. Ile miast mnie tworzy? Ile z nich noszę w sobie? San Francisco, Stambuł, Nicea, Wroclaw, Hongkong, Kuala Lumpur, Singapur – te kilka miast na świecie, do których wracam jak do domu. Poranna kawa na balkonie, jogurt z płatkami – poranny rytuał, by potem zanurzyć się w magii miejsca.

Lubię obserwować jak w knajpkach przy głównym bazarze czatują spaleni słońcem lokalni poszukiwacze atrakcyjnych turystek, starsze panie siedzące na ławeczkach elegancko ubrane, w nieskazitelnym makijażu, obwieszone elegancką biżuterią. Orgia jedzenia. Niepisany kod miejsc – elegancja będąca wyrazem szacunku dla danego miejsca. Niekiedy od tego oglądania można zemdleć z wrażenia albo dostać palpitacji serca od samego patrzenia na witryny sklepów. Luksus dużo kosztuje a przynależność do tego świata to cena metki, czasem warto je mieć, ale jednak nie za każde pieniądze.

Nawet dziś punkt 9.00 rozkładam się w wygodnym fotelu w knajpce na wrocławskim Rynku i odpalam wirtualny świat, mogę być jednym okiem w Bernie a drugim we Wrocławiu.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s