Odcinek szósty: Ho Chi Minh City – Phu Qouc

Po dwóch tygodniach ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce i dość intensywnego programu zwiedzania wszystkie muzea, pałace, świątynie, muzea, posągi buddy zaczęły jakby zlewać się w jedno. Był to znak, że nastąpiło zmęczenie doznaniami i nie byliśmy wstanie chłonąć więcej nowych atrakcji a nadszedł czas wziąć sobie urlop od urlopu i zaszyć się gdzieś na kilka dni na plaży pod palmami. Nie przypuszczałem, że można zmęczyć się poznawaniem nowych miejsc, ale to doświadczenie zweryfikowało nasze plany, okazało się, że wszystko ma swoje granice. Z Ho Chi Minh najbliżej było na Phu Qouc – wyspę oddaloną zaledwie 30min krótkiego lotu. Z lotniska odebrał nas hotelowy shuttle, którym zostaliśmy przewiezieni do miejsca gdzie mieliśmy spędzić następne kilka dni.
Accor stworzył swój ośrodek z dala od jakiegokolwiek zgiełku, w otoczeniu pięknego, bujnego ogrodu poprzecinanego krętymi ścieżkami, wśród których wkomponował równie pięknie prezentujące się wille i budynki utrzymane w kolonialnym stylu. Na wyspie, prócz hoteli nie ma nic, ale ośrodek oferował wszystko, co potrzebne było nam do błogiego wypoczynku. Zamieszkaliśmy w bungalowie z tarasem, w hotelu natknęliśmy się na Rosjan i Polaków, choć najwięcej było Francuzów i Niemców.
Wyspa okazała się wymarzonym miejscem na bezczynne wakacje, bo nie było tam nic, co uzasadniałoby konieczność wyjścia poza bramy luksusowego resortu. Nawet nasza część plaży okazała się najładniejsza, najczystsza i najbardziej zadbana, z leżakami, parasolami, czystym piaskiem, wypożyczalnią sprzętu do sportów wodnych i bezszelestnie krzątającą się wokół obsługą gotową spełnić niemal każdą zachciankę. Nasze były przeważnie dość skromne: zimne piwo albo kolorowe koktajle…

Drugiego dnia błogiego lenistwa niebo od rana pozostawało zachmurzone, choć temperatura utrzymywała się niezmiennie na poziomie niemal 33 kresek. Skoro nie widziałem słońca, postanowiłem w ogóle nie otwierać parasola ani nawet smarować się kremem, za co odpokutowywałem następne kilka dni – spaliłem sobie głowę, kark plecy i nogi tak, że nie mogłem w nocy spać a M musiał łagodzić bolące miejsca zimnymi okładami.

Odkąd zaczęła się nasza wyprawa nie potrafię przespać całej nocy, wciąż zdarza mi budzić się w środku nocy i nie spać do rana, nie chce faszerować się chemią, ale bezsenność zaczyna dawać mi doskwierać.

W wieczór przed wyjazdem zostaliśmy zaproszeni na kolacje na plaży, obsługa wniosła nam pięknie nakryty stolik i dwa krzesła, a potem przy zachodzie słońca mogliśmy smakować lokalnych specjałów, głównie owoców morza i rozkosznie brodzić bosymi stopami w ciepłym piasku. Tamten wieczór był jednym z najbardziej romantycznych wieczorów, jakie spędziliśmy razem.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s