Odcinek siódmy: Phu Qouc – Ho Chi Minh – Can Tho

Na jeden dzień wróciliśmy do HSMC, by następnego rano wyruszyć w dalszą drogę do Can Tho i delty rzeki Mekong. Atrakcją samą w sobie było towarzystwo naszego lokalnego przewodnika na widok, którego zapewne nie jednej pannie szybciej zabiło serce a innym krew spłynęła w dolne części ciała. Przepływając przez wąskie kanały rzeki słuchaliśmy jego bardzo przerażających historii o spadających z drzew żmijach atakujących znienacka swoje ofiary, ale stan naszej fascynacji i zapatrzenia odebrał nam chyba strach.

Po drodze zatrzymywaliśmy się w małych, zabitych dechami (słomą?)wioskach skąd łódkami płynęliśmy dalej, w bardziej niedostępne rejony ujścia rzeki podziwiać trudne życie lokalnej ludności, oglądać plantacje kokosów, ryżu i farmy krokodyli. Podczas jednej takiej przejażdżki statkiem po rzece M wziął udział w przyspieszonym kursie gotowania. Kuchnia wietnamska jest naszym odkryciem, im więcej próbujmy tutejszych lokalnych specjałów tym więcej odkrywamy nowych smaków i tym bardziej nie możemy doczekać się przeniesienia niektórych potraw do naszego domowego menu. W drodze do Can Tho widzieliśmy, co prawda stragany oferujące np. grillowane szczury, ale na razie do tego ekstremalnego specjału nie potrafię się przekonać.
Can Tho to małe, zapyziałe, malaryczne miasteczko, bliższe określenia syf malaria i korniki… Bliskość rzeki sprawiała, że w nocy nie mogliśmy odpędzić się od hordy komarów a regularne spryskiwanie się repelentem na niewiele się zdawało. Rankiem popłynęliśmy zobaczyć targ wodny, na którym sprzedaje się owoce, warzywa i inne produkty. Wszystko wydawało się egzotyczne i oderwane od codzienności, któąa znamy z Europy. Mówi się, że w przeciwieństwie do tego z Bangkoku ten targ jest prawdziwy i niestworzony pod turystów.

A w nocy spać jak nie mogłem tak dalej nie mogę.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s