Odcinek dzisiąty – Phnom Penh – Siem Reap

Z opóźnieniem, ale dotarliśmy do Phnom Penh. Nasza przewodniczka Sophie nie mogła się nas doczekać, od kilku godzin wyczekując nas w bezlitosnym upale. Podjechaliśmy na moment do hotelu vis a vis amerykańskiej ambasady i zjechaliśmy do lobby na szybki lunch. Byłem potwornie głodny a na statku serwowali podejrzanie ciepłe i klejąco-maziste kanapki, których nawet po mimo głodu nie miałem chciałem włożyć do ust. W restauracji hotelowej nie spieszyli się, ponad 45 minut zajęło im przygotowanie sałatki, którą musieliśmy wciągnąć w ciągu 3 minut, bo Sophie czekała na nas by zabrać nas na zwiedzanie miasta. Facet głodny to facet zły, dlatego gdy M zaczął mruczeć coś o opieszałości obsługi i chęci opuszczenia lokalu – wybuchłem, co oczyściło dość napiętą atmosferę.

Kambodża kojarzy mi się z wojną, przemocą, biedą, zacofaniem i korupcją.
W porównaniu ze stolicami sąsiednich państw: Bangkokiem, Singapurem czy Kuala Lumpur, Phnom Penh jest prowincjonalne. Gęsta siatka ulic, równoległych i prostopadłych. Zupełnie jak na Manhattanie. Nazewnictwo także przywodzi na myśl Nowy Jork – ulice są po prostu ponumerowane. Wystarczy podnieść jednak wzrok znad mapy, by zobaczyć, że na tym jakiekolwiek inne podobieństwa się kończą. W stolicy Kambodży budynki są niskie, a wiele ulic nie ma nawet asfaltu. Owszem, jest kilka szerokich arterii komunikacyjnych, wystarczy jednak zboczyć z głównej drogi, by zgubić się w gąszczu wąskich uliczek. Phnom Penh to także miasto jednośladów – skuterów i motocykli jest tu sto razy więcej niż samochodów

Na ulicach stolicy może nie widać biedy i zacofania, ale ze wojna skończyła się tutaj niedawno przypomniało nam Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng. Dawną szkołą średnią reżim Czerwonych Khmerów zamienił w niesławne Więzienie Bezpieczeństwa 21 i centrum przesłuchań. Kompleks 5 budynków pełnych krat i drutów kolczastych, które zachowały się w stanie, w jakim zostały porzucone przez Czerwonych Khmerów w 1979 roku. Polityka „Roku Zerowego” realizowana przez Czerwonych Khmerów doprowadziła do zamknięcia szkół, szpitali, fabryk, likwidacji pieniądza i banków, likwidacji własności prywatnej, delegalizacji religii. Ludność miejska została siłą wyrzucona na tereny wiejskie do tzw. kolektywnych gospodarstw rolnych, będących faktycznie obozami pracy przymusowej.
Kilkanaście pomieszczeń muzeum pokrytych od podłogi do sufitu czarno-białymi zdjęciami wielu z więźniów, którzy przeszli przez S-21. Inne pomieszczenia zawierają jedynie zardzewiałe ramy łóżek poniżej biało-czarnej fotografii przedstawiającej pomieszczenie w stanie, w jakim zostało znalezione przez Wietnamczyków. Na każdym zdjęciu przykute do łóżka, powykręcane ciało więźnia, zabitego przez uciekających oprawców na kilka godzin przed oswobodzeniem. W niektórych pomieszczeniach widać sztaby żelaza i inne narzędzia tortur. Znajdują się tam razem z obrazami byłego więźnia pokazującymi torturowanych ludzi. W więzieniu przebywało ok. 17 tys. ludzi zanim zostali zamordowani na „polach śmierci” i pogrzebani w masowych grobach. „Żołnierzami” Pol Pota byli kilkunastoletni chłopcy, odebrani wcześniej rodzicom, indoktrynowani politycznie, przyuczeni do zadawania cierpienia i mordowania i uzbrojeni… Co innego o tym wszystkim czytać a co innego oglądać to miejsce na własne oczy. Trudno było robić nam tam zdjęcia, w milczeniu zwiedzaliśmy to miejsce.

Z powodu niedawnej śmierci króla nie możemy wejść do Pałacu Królewskiego (w całym mieście wiszą jego portrety), pozwalają nam obejrzeć Srebrna Pagodę i ogrody królewskie. Białe budynki ze złotymi dachami pełne są rzeźbionych ozdób pełnych smoków, węży, słoni. Strzeliste kopuły wieńczą niemal każdy budynek w kompleksie pałacowym.

Wieczorem wychodzimy na spacer, ale w pobliżu nie ma nic ciekawego, krążymy bez celu raz po raz zatrzymywani przez kierowców tuk tuków oferujących nam swoje usługi. Całkiem przypadkiem trafiamy do koreańskiej restauracji serwującej typowy koreański grill. Jedyną opcją jest wybór pomiędzy trzema rodzajami mięsa – boczkiem, karkówką, wieprzowiną, nie było tam żadnego menu, na stoliku jest tylko naklejka z 3 pozycjami, po koreańsku i angielsku.
Koreańskie barbecue to cała ceremonia. Wszyscy goście siadają wokół niskiego stołu, na którym ustawiony jest swego rodzaju kompaktowy grill. Kelnerka przynosi dość cienko pokrojone kawałki surowego mięsa, ryb, owoców morza, a także przystawki, koreańską ostrą pastę z fermentowanej soi i oczywiście ryż. Wszystko piekielnie ostre, przyprawione papryczką chilli.
Absolutnie niezbędnymi składnikami, nadającymi daniu całego charakteru są liście sałaty. Gdy po raz pierwszy zostałam zaproszona na koreańskiego grilla w San Francisco zdziwiłem się widząc na stole talerz z liśćmi. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na ozdobę, jednak nic bardziej mylnego! Gdy mięso było gotowe, musiałem wziąć jednego, dość sporego liścia i nałożyć na niego kawałki mięsa, kiełki soi oraz inne warzywa. Następnie zawinąć w coś na kształt naszego gołąbka i postarać się to zjeść w taki sposób, aby cała zawartość nie znalazła się na moich spodniach. Osobiście nie wiem, co trudniejsze – jedzenie pałeczkami, czy też pochłanianie nafaszerowanych liści, muszę jednak przyznać, że w jednym i drugim przypadku mam już wprawę.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s