pierwsze wrażenia

Po długim, trwającym 12 godzin locie z Frankfurtu wylądowaliśmy szczęśliwie na lotnisku stolicy Kolumbii – Bogocie. Mało spaliśmy, zajmując się głównie oglądaniem filmów i starych odcinków seriali.. Dość sprawnie przeszaleliśmy przez bramki kontrolne, potem prosto do Avianca Lounge, bo na samolot do Limy musieliśmy czekać następne 3 godzony. Malo, kto mówi tutaj po angielsku, trudno mi się porozumieć bez znajomości hiszpańskiego, w sytuacjach podbramkowych ratuje mnie znajomość włoskiego albo szczery uśmiech i tylko wtedy jakoś się dogadujemy. W Bogocie dżdży, ale jest ciepło. Dookoła pełno sexy kruczowłosych macho aż mi krew buzuje.
Lima w nocy wygląda przaśnie pusto i nijako. Jak zwykle po przylocie mamy przejścia z taksówkarzami – ich zachowanie to już norma wpisana w funkcjonowanie większości lotnisk w każdym większym mieście, podobnie jak chęć orżnięcia turystów. Zaczepiali nas zaraz po wyjściu z hali przylotów oferując niby promocyjne ceny z kosmosu, na szczęście szofer zamówiony z hotelu już na nas czekał – miło jest zobaczyć swoje nazwisko na tabliczce przylatując do obcego kraju. Lima nocą: miasto wielu kontrastów, brzydoty i piękna, biedy i bogactwa. Na ulicach widać policje i radiowozy, co wzbudza atmosferę bezpieczeństwa. Miraflores położone jest na wysokiej skarpie, pięknie zadbane, trawniki, place zabaw, fontanny, kamienne posagi. Do tego wysokie, nowoczesne apartamentowce. Wzdłuż głównych ulic markowe sklepy i restauracje. Ale peryferie miasta wyglądają zgoła inaczej. Brudne, chaotyczne dzielnice fabryczne pokryte smogiem. Wszystko zdaje się brudno betonowe, choć nie widać bezdomnych..

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz