Nabraliśmy ciuchów jak na zimę a tymczasem pogoda nas rozpieszcza. Wieczorami chłodno, mgliście i wilgotno, ale w dzień przyjemnie świeci słonce, temperatura ponad 25 stopni, niska wilgotność i przyjemny wiatr, nie smaruje się żadnym kremem i zaraz po pierwszym dniu widzę tego efekty w postaci czerwonego karku, czoła i czubka głowy.
Może to banalne, ale hotelowe śniadania stały się jedną z najbardziej ulubionych i zawsze wyczekiwanych atrakcji każdego poranka a to za sprawą: warzyw i owoców… Tutejsze mają naturalny smak, który pamiętam z dzieciństwa: rzodkiewka piecze, pomidor jest słodko kwaśny, truskawki są słodkie a nie kwaśne.
Ziemniaki i kukurydza dostępne są w kilkuset różnych odmianach i maja różne kolory.
Ceviche w wykonaniu peruwiańskim jest genialne. Owoce morza podane na liściu sałaty, pokryte czerwoną cebulą, kolendrą i papryką chili i skropione sosem cytrynowym a świeże trucha (pstrągi) hmm po prostu palce lizać.
Obszedłem się smakiem a koniecznie chciałem spróbować świnki morskiej z rusztu. Podobno smakuje jak pieczony kurczak a wygląda jak sprasowana świnka morska. Pieką ją razem z głową i pazurami, więc widok na talerzu nie jest zbyt zachęcający i pewnie śniłby mi się po nocach.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.