Lima

Nabraliśmy ciuchów jak na zimę a tymczasem pogoda nas rozpieszcza. Wieczorami chłodno, mgliście i wilgotno, ale w dzień przyjemnie świeci słonce, temperatura ponad 25 stopni, niska wilgotność i przyjemny wiatr, nie smaruje się żadnym kremem i zaraz po pierwszym dniu widzę tego efekty w postaci czerwonego karku, czoła i czubka głowy.

Może to banalne, ale hotelowe śniadania stały się jedną z najbardziej ulubionych i zawsze wyczekiwanych atrakcji każdego poranka a to za sprawą: warzyw i owoców… Tutejsze mają naturalny smak, który pamiętam z dzieciństwa: rzodkiewka piecze, pomidor jest słodko kwaśny, truskawki są słodkie a nie kwaśne.
Ziemniaki i kukurydza dostępne są w kilkuset różnych odmianach i maja różne kolory.
Ceviche w wykonaniu peruwiańskim jest genialne. Owoce morza podane na liściu sałaty, pokryte czerwoną cebulą, kolendrą i papryką chili i skropione sosem cytrynowym a świeże trucha (pstrągi) hmm po prostu palce lizać.
Obszedłem się smakiem a koniecznie chciałem spróbować świnki morskiej z rusztu. Podobno smakuje jak pieczony kurczak a wygląda jak sprasowana świnka morska. Pieką ją razem z głową i pazurami, więc widok na talerzu nie jest zbyt zachęcający i pewnie śniłby mi się po nocach.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz